Pracowity długi weekend mają za sobą piłkarze Orła Wałcz. W sobotę 8 listopada podopieczni Dariusza Pilipa gładko ulegli w Szczecinie rezerwom Świtu 0-3, za to Narodowe Święto Niepodległości uczcili pierwszym w tej rundzie kompletem punktów wywalczonych na własnym stadionie, pozostawiając w pokonanym polu Błękitnych II Stargard 2-1.
Drugi zespół Świtu Szczecin podszedł do meczu z ostatnim zespołem w tabeli bardzo poważnie, desygnując do gry siedmiu zawodników z kadry drugoligowca. Gospodarze od pierwszych minut narzucili wałeckim piłkarzom swoje warunki gry i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 18. minucie miejscowi prowadzili już 2-0, a katem drużyny Orła był doświadczony Krzysztof Filipowicz, który ustrzelił dublet. Rezerwy Świtu zdominowały wałecki zespół, a to, że nie udokumentowały tego większą liczbą goli, trzeba zapisać przede wszystkim na karb słabej skuteczności strzeleckiej szczecinian i ofiarnej gry defensywnej zespołu Orła. Po przerwie trener Świtu dokonał aż siedmiu zmian. Na boisku zameldowali się przede wszystkim młodzieżowcy i mecz stał się trochę bardziej wyrównany. Gościom nie udało się jednak uniknąć straty trzeciego gola, do czego doszło w 56. minucie za sprawą Aleksandra Michałeczko. Usatysfakcjonowani bezpiecznym prowadzeniem gospodarze już do końca kontrolowali przebieg meczu i nie dopuszczali do groźnych sytuacji pod swoją bramką.
Następna kolejka 4. ligi rozgrywana była w Narodowe Święto Niepodległości. Spotkanie poprzedziło wyprowadzenie zespołów na środek boiska w asyście flag państwowych oraz odśpiewanie przez wszystkich obecnych na wałeckim stadionie Mazurka Dąbrowskiego. W meczu z drugą drużyną Błękitnych Stargard Orzeł nie uchodził za faworyta nie tylko z powodu dużej różnicy w dotychczasowym dorobku punktowym oraz miejsc w ligowej tabeli, ale też dlatego, że zespół ze Stargardu nie jest przynajmniej od kilku lat ulubionym rywalem wałeckiej drużyny. Kibice Orła z przyjemnością powitali powrót do gry pauzującego przez kilka miesięcy z powodu kontuzji Wojciecha Suślika. Popularny Suseł miał za sobą tylko przetarcie w meczu rezerw, ale we wtorek na pewno nie prezentował się gorzej od większości swoich kolegów z zespołu.
Kibice Orła, których mimo fatalnej aury zjawiło się na trybunach około 200, wierzyli w swój zespół, a grupka ultrasów wspierała podopiecznych Dariusza Pilipa przez cały mecz. Wałeccy piłkarze odwdzięczyli im się grą z pełnym zaangażowaniem. Goście mieli co prawda w swoich szeregach 2-3 zawodników wyraźnie górujących umiejętnościami nad resztą stawki, ale gospodarze nadrabiali to wolą walki i determinacją. Wałczanie grali uważnie w obronie, ale też nie przegrywali rywalizacji o środek pola, dzięki czemu byli w stanie skonstruować sporo ciekawych akcji. W pierwszej połowie zespół Orła stworzył sobie przynajmniej trzy stuprocentowe okazje do objęcia prowadzenia, ale żadnej z nich nie udało się wykorzystać. Ataki gości załamywały się najczęściej na wysokości pola karnego Orła, a z nielicznymi wrzutkami i strzałami graczy Błękitnych dobrze radził sobie Kanduła.
Po zmianie stron najważniejsze wydawało się pytanie, czy wałeccy piłkarze będą w stanie utrzymać dobry poziom gry wobec aktywniejszej postawy gości. Gracze Błękitnych rzeczywiście zagrali w drugiej połowie lepiej, niż przed przerwą, ale to okazało się za mało na waleczny zespół Orła. Zaangażowanie w akcje ofensywne drużyny gości sprawiło, że wałczanie mieli więcej miejsca na rozgrywanie swoich akcji i wreszcie potrafili z tego skorzystać. Już w 53. minucie po wrzutce Ściurkowskiego w pole karne, obrońcy gości zbyt słabo wybili piłkę, która poleciała do linii bocznej boiska. Znalazł się przy niej obrońca Błękitnych, ale zaatakował go grający bardzo dobry mecz Jakub Jaworek, który spod linii końcowej dośrodkował na 3. metr wprost na głowę Konrada Trzmiela, a ten w idealnej sytuacji nie mógł się pomylić.
Co ważne, po objęciu prowadzenia piłkarze Orła nie tylko nie zaczęli bronić korzystnego wyniku, ale – nie zapominając o czujnej grze z tyłu – konsekwentnie dążyli do strzelenia trzeciej bramki. Doprowadzili do tego w 66. minucie. Do niezbyt dokładnego długiego podania w okolice szesnastego metra dobiegł Hubert Leśny, który krótko zagrał do tyłu do Konrada Mularczyka. Jeden z liderów Orła zabawił się z dwoma obrońcami gości, znalazł lukę w gąszczu nóg zawodników Błękitnych i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku pokonał bezradnego bramkarza.
Goście dążyli do strzelenia kontaktowej bramki, ale grze obronnej wałeckiego zespołu trudno było coś zarzucić, a Kanduła kilka razy potwierdził, że jest w bardzo dobrej dyspozycji. Goście dopięli swego w 90. minucie i trzeba przyznać, że strzelony przez nich gol był wyjątkowej urody. Po sprytnym zagraniu w polu karnym piłka trafiła do jednego z zawodników Błękitnych, który z 12. metrów strzelił w poprzeczkę. Futbolówka odbiła się przed linią bramkową, ale napastnik gości popisał się piękną i – co ważniejsze – skuteczną przewrotką, po której Kanduła musiał wyjąć piłkę z siatki.
Końcówka meczu, kiedy przyjezdni rzucili się do desperackich prób strzelenia wyrównującego gola, upłynęła w nerwowej atmosferze, ale ostatecznie piłkarze Orła zdołali utrzymać korzystny wynik do ostatniego gwizdka dość słabo sędziującego to spotkanie Adriana Markowskiego z Koszalina.
Po zainkasowaniu trzech punktów Orzeł awansował na 14. miejsce w tabeli. Teraz wałeckich piłkarzy czeka wyprawa do Kamienia Pomorskiego, gdzie ich rywalem będzie zajmujący 15. miejsce Gryf, a na zakończenie jesieni podopieczni Dariusza Pilipa zmierzą się u siebie z przedostatnią w ligowym zestawieniu Gavią Choszczno. Nie trzeba chyba dodawać, na jakie wyniki liczą wałeccy kibice…
tc

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.