Porażką 2-4 z Koroną Stróżewo zakończył się kolejny sprawdzian Orła Wałcz przed rozpoczęciem rundy wiosennej rozgrywek 4. ligi. Kibice, którzy oglądali sobotni sparing, mieli okazję obejrzeć debiut trzech zawodników, którzy mogą wzmocnić szeregi wałeckiego zespołu, i to jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że kontuzje oraz nowe plany życiowe wyeliminowały ze składu Orła czterech podstawowych piłkarzy.
Trzeba przyznać, że początek pracy nowego trenera Orła Romana Michorka nie układa się tak, jakby sobie tego życzył sam szkoleniowiec. Pomijając już fakt, że z planu przygotowań do rundy wiosennej wypadły mu dwa mecze kontrolne, to już wiadomo, że na pewno w pierwszym, a być może również w kilku następnych ligowych meczach zabraknie kapitana zespołu Marka Hermanowicza, który uległ poważnej kontuzji poza boiskiem. Minimum miesięczna przerwa od futbolu czeka również Krystiana Kasperka, który poczynaniom swoich kolegów w sobotę 21 lutego przyglądał się z usztywnieniem na kostce. Dużo gorsza sytuacja jest z Danielem Popiołkiem, który uległ bardzo poważnej kontuzji nogi w czasie wojskowego turnieju halowego. Jeśli zawodnik będzie w ogóle w stanie kontynuować karierę, to treningi wznowi najwcześniej za 10 miesięcy – zakładając, że rehabilitacja przebiegnie zgodnie z planem. Czwartym nieobecnym był w sobotę Wojciech Suślik – na szczęście nie wiąże się to w jego przypadku z urazem, tylko z rozpoczęciem służby wojskowej.
Dla trenera i kolegów z drużyny nie są to z pewnością dobre wiadomości. Są jednak również i lepsze. Otóż klub rozważa możliwość pozyskania Damiana Mrówczyńskiego z 2-ligowej Chojniczanki Chojnice. Grający poprzednio w MKP Szczecinek 24-letni zawodnik jest defensywnym pomocnikiem, potrafiącym jednak nie tylko odebrać piłkę, ale także obsłużyć dokładnym podaniem kolegów z zespołu. D. Mrówczyński grał także w UKS SMS Łódź, MKP Szczecinek oraz Pomorzaninie Serock.
Sensacyjnie wyglądają natomiast dwie kolejne kandydatury do gry w Orle. Otóż w sobotnim sparingu trener i działacze Orła oceniali potencjalną przydatność piłkarzy z Kolumbii i Japonii. Obydwaj są pomocnikami – z tym, że Japończyk Osaka jest o wiele bardziej uniwersalny i może grać nawet na pozycji stopera, co w kontekście kontuzji Marka Hermanowicza nabiera szczególnego znaczenia.
W sobotę z całej tej trójki zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Mrówczyński, całkiem nieźle zagrał Osaka, a z najsłabszej strony pokazał się Kolumbijczyk.
– Zdecydowaliśmy wspólnie z trenerem, że kolejnym próbom poddany zostanie Osaka, natomiast zrezygnujemy z usług zawodnika z Kolumbii – usłyszeliśmy od dyrektora sportowego Orła Adama Łukaszewicza. – Jednym z powodów jest bariera językowa. Kolumbijczyk nie zna angielskiego i trudno mu wytłumaczyć nasze założenia taktyczne.
– Nie da się ukryć, że z dwójki obcokrajowców znacznie lepiej zaprezentował się Japończyk – potwierdził trener Michorek. – Na pewno warto mu się przyjrzeć bliżej, wtedy będę w stanie lepiej ocenić jego przydatność dla zespołu. Natomiast decyzja o tym, czy Osaka zostanie w klubie, będzie należeć do Zarządu.
Kończąc wątek personalny – w trakcie sobotniego meczu po zderzeniu głowami z rywalem boisko opuścił Patryk Ściurkowski. Pomocnik Orła na pewno doznał rozcięcia skóry o długości kilku centymetrów, a o tym, czy kontuzja jest poważniejsza, zdecydować miał po badaniu lekarz.
Natomiast co do sparingu z Koroną, to wynik odpowiada przebiegowi gry. Goście zaprezentowali się trochę lepiej i wygrali zasłużenie. Prowadzenie objęli już w 3. minucie po ładnym strzale z narożnika pola karnego, przy którym broniący w 1. połowie Krzysztof Gosławski był bezradny. W 10. minucie rajd prawym skrzydłem do końcowej linii boiska przeprowadził Patryk Kowalczuk, który wycofał piłkę na 5. metr, a akcję wykończył Adrian Kijewski. Po upływie kolejnych kilku minut aktywny Patryk Kowalczuk napędził kontrę Orła, a kiedy chyba wszyscy – a na pewno bramkarz Korony – spodziewali się podania, skrzydłowy Orła dokładnie przymierzył z 16 metrów i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście jeszcze przed przerwą doprowadzili do remisu, a potem objęli prowadzenie przy biernej postawie obrony gospodarzy i niepewnie interweniującym Gosławskim. Po zmianie stron goście ustalili wynik meczu przepięknym strzałem z ok. 25 metrów, przy którym broniący w drugiej połowie Franciszek Kanduła był kompletnie bez szans. Warto dodać, że autorem tego trafienia był wychowanek Orła 2010 i grający do niedawna w wałeckim klubie Jakub Kuzio, a w drugiej połowie w barwach zespołu gości zagrał inny związany z Orłem piłkarz – Jakub Czerniewicz.
– Nie wyglądało to dzisiaj najlepiej, ale jak miało wyglądać, skoro brakowało nam czterech podstawowych piłkarzy? – retorycznie pytał trener Roman Michorek. – Na pewno sporo rzeczy trzeba zmienić. Więcej wniosków powinien nam dostarczyć środowy sparing z KP Piła.
Fot. Orzeł Wałcz

Fot. TC

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.