Orzeł Wałcz – Ina Ińsko 0-0
Orzeł: Kanduła – K. Suślik, Trzmiel, Osaka, Riccio – Kowalczuk (65′ Jaworek), Mrówczyński, Leśny, Ściurkowski, Mularczyk (86′ Rohs) – Kijewski (55′ Dadeoluwamu Benjamin Soetan)
Po zaciętym i stojącym na solidnym poziomie meczu Orzeł bezbramkowo zremisował na inaugurację wiosennej rundy ze wzmocnioną w zimowej przerwie Iną Ińsko. Jeśli któryś z kibiców Orła powie, że wałecki Orzeł nie wykorzystał szansy na zdobycie trzech punktów, to znaczy, że… nie oglądał meczu. A ma czego żałować!
Prawdę mówiąc, sobotnie spotkanie nie ściągnęło za płot okalający wałeckie Euroboisko zbyt wielu widzów – być może dlatego, że na siedząco oglądać je mogła tylko nieliczna garstka szczęśliwców. Za to jednak piłkarze obydwu zespołów nie musieli zmagać się z grząską, nierówną nawierzchnią, jaka jest po ciężkiej zimie na większości trawiastych boisk w Polsce.
O problemach kadrowych, które dotknęły wałecki zespół, pisaliśmy już wcześniej, więc tylko dla porządku przypomnijmy, że w tym i przynajmniej kilku kolejnych meczach nie pomogą kolegom w walce o utrzymanie Hermanowicz, Popiołek, Kasperek i Wojciech Suślik. Do dyspozycji trenera byli jednak nowo pozyskani Damian Mrówczyński oraz obcokrajowcy: Japończyk Ikuma Osaka i Irlandczyk Dadeoluwamu Benjamin Soetan, zwany przez kolegów z zespołu (choć podobno tego nie lubi) Dede. To właśnie Japończyk wspólnie z Konradem Trzmielem stworzyli dość eksperymentalną parę stoperów, spisującą się jednak w pierwszej połowie – podobnie jak cały zespół Orła – bardzo solidnie.
Gospodarze grali o pełną pulę i włożyli w ten mecz mnóstwo serca. Imponowali walecznością, ambicją i odpowiedzialnością. Goście też zaprezentowali się jednak z dobrej strony. Byli mocni fizycznie, wybiegani, dobrze wyszkoleni technicznie, szybko przechodzili z obrony do ataku i mieli więcej od wałczan okazji do oddania strzału. Pod tym względem doświadczeni piłkarze Iny wyglądali lepiej od gospodarzy, którym niewiele można było zarzucić w grze defensywnej, ale przy konstruowaniu ataków zdarzało im się zbyt dużo niedokładności. Generalnie jednak mecz nie obfitował – zresztą z obu stron – w okazje podbramkowe, a najwięcej pracy bramkarze mieli przy stałych fragmentach gry. Golkiper Orła Franciszek Kanduła miał tylko jedną okazję, by popisać się dużymi umiejętnościami, kiedy odbił na rzut rożny mocny strzał jednego z napastników Iny, zmierzający pod samą poprzeczkę jego bramki.
Aż do 59. minuty mecz był dość wyrównany. Żadna z drużyn nie wypracowała sobie optycznej przewagi, a gra przenosiła się z jednej strony boiska na drugą. Wtedy właśnie przy próbie powstrzymania szybkiej akcji Iny Konrad Trzmiel minimalnie spóźnił się z interwencją i przewrócił szarżującego rywala tuż przed linią pola karnego. Sędzia Michał Świderski bez wahania sięgnął po czerwony kartonik i ostatnie pół godziny meczu Orzeł grał w 10-osobowym składzie. Trener Roman Michorek zareagował na tę sytuację ściągając z boiska Patryka Kowalczuka, a na boisku pojawił się doświadczony stoper Jakub Jaworek. Gospodarze skoncentrowali się na szczelnym zamknięciu dostępu do własnej bramki i próbach kontrataków, które jednak załamywały się na pewnie grających obrońcach Iny.
Piłkarzy Orła trzeba pochwalić za to, że mimo gry w osłabieniu nie pozwolili zdominować się gościom, którzy mimo przewagi jednego zawodnika nie zdołali stworzyć w zasadzie żadnej klarownej sytuacji podbramkowej i spotkanie zakończyło się sprawiedliwym podziałem punktów.
– Nie ukrywam, że jest poczucie lekkiego niedosytu, bo chcieliśmy ten mecz wygrać – mówi dyrektor sportowy Orła Adam Łukaszewicz. – Mimo wszystko uważam, że zagraliśmy dobrze, na dużej intensywności. Rywal był mocny, ale do momentu czerwonej kartki dla Trzmiela zwycięstwo było w naszym zasięgu.
Za sobotni mecz trzeba pochwalić przede wszystkim zespół. Nieco poniżej swoich możliwości zagrał tym razem utalentowany Kijewski, trochę dokładności brakowało Ściurkowskiemu, ale nadrabiał to z nawiązką dużym zaangażowaniem w grę defensywną. Sporo błyskotliwych zagrań pokazał Mularczyk, dobrze zagrali też Osaka i Riccio.
W najbliższą sobotę Orzeł pojedzie na mecz z Astrą do Ustronia Morskiego i choć faworytem nie będzie, to nie stoi też na straconej pozycji – zwłasza, że 8 z 14 zdobytych punktów wałczanie zdobyli na obcych stadionach. A więc – trzymamy kciuki!
TC


Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.