Pytanie: co się może zmienić w piłkarskim meczu w czasie trwającej 15 minut przerwy? Odpowiedź: w piłkarskim meczu w czasie trwającej 15 minut przerwy może zmienić się wszystko. Dowodów na to w sobotę 11 kwietnia dostarczyli piłkarze Orła Wałcz, którzy po pierwszej połowie przegrywali 0-2, a w drugiej strzelili 4 gole i po ostatnim gwizdku sędziego cieszyli się z pokonania niewygodnego rywala.
Mechanik Bobolice – Orzeł Wałcz 2-4 (2-0)
Orzeł: Kanduła – Antoniak, Jaworek, Osaka, Riccio – Rohs (46′ Wołejko), Mrówczyński (46′ Hermanowicz), Trzmiel (46′ Kowalczuk), Ściurkowski – Mularczyk (85′ K. Suślik) – Kijewski (90′ Kasperek).
Bramki dla Orła: Kowalczuk (47′), Antoniak (60′), Mularczyk (74′), Wołejko (89′).
Rozegrany na Euroboisku w Szczecinku mecz miał wyjątkowo duży ciężar gatunkowy, bo obydwaj sobotni rywale bronią się przed spadkiem z 4. ligi. Jesienią dużo lepiej od Orła prezentowali się Boboliczanie, którzy w poprzedniej rundzie wygrali w Wałczu 4-0. Wiosną sytuacja obydwu zespołów zmieniła się jednak diametralnie – Orzeł wywalczył w czterech poprzednich ligowych meczach 5 punktów, a Mechanik miał na koncie 4 porażki. Boboliczanie nigdy jednak nie byli dla wałczan wygodnym rywalem, no i w sobotę występowali – choć tylko teoretycznie – w roli gospodarza.
Orzeł przyjechał do Szczecinka w najsilniejszym na ten moment składzie, natomiast Mechanik miał na ławce rezerwowych tylko dwóch zawodników. Miejscowi zaczęli mecz tak, jakby miał on trwać nie 90, tylko co najwyżej 45 minut. Biegali jak nakręceni, grali wysokim pressingiem, kryli krótko i agresywnie, nie pozwalając gościom nawet na chwilę wytchnienia. Niepodzielnie panowali w środku pola, a po przejęciu piłki błyskawicznie zdobywali teren i raz po raz zagrażali bramce strzeżonej przez Kandułę. Wałeccy piłkarze wyglądali natomiast tak, jakby nie wiedzieli, co się dzieje, a jeśli nawet wiedzieli, to nie potrafili znaleźć sposobu na utrzymanie się przy piłce, bo w środku pola niepodzielnie królowali Boboliczanie. To się nie mogło skończyć inaczej, niż stratą gola. Doszło do tego w 18. minucie przy próbie wyprowadzenia piłki z własnej połowy, kiedy jeden z pomocników Orła obsłużył idealnym podaniem gracza… gospodarzy, a próba zażegania niebezpiecznej sytuacji skończyła się faulem w polu karnym i pewnie wykorzystaną jedenastką przez Michał Barańskiego.
Jednobramkowe prowadzenie nie ostudziło zapału Mechaników, którzy raz po raz gościli w polu karnym Orła, zmuszając praktycznie wszystkich graczy gości do gry w głębokiej defensywie. Ofensywne poczynania Wałeckich piłkarzy w 1. połowie ograniczyły się do raptem kilku prób ataków i strzale w poprzeczkę po rzucie rożnym przy stanie 1-0 dla miejscowych.
Na przerwę zespoły schodziły jednak przy dwubramkowym prowadzeniu Mechanika. Drugi, strzelony w 40. minucie gol, był niemalże kopią poprzedniej akcji bramkowej: błąd przy wyprowadzaniu piłki ze swojej połowy, szybka kontra i piłka nieuchronnie ląduje w siatce – znów po strzale Barańskiego. I prawdę mówiąc, był to najniższy wymiar kary dla Orła, który – gdyby nie dobra gra Kanduły i kilka ofiarnych interwencji zawodników z pola – mógłby przegrywać trzema albo nawet czterema bramkami. Generalnie gra wałeckiego zespołu nie dawała zbyt wielu powodów do optymizmu.
Po zmianie stron na boisku pojawili się Kowalczuk, Hermanowicz i Wołejko w miejsce słabiej dysponowanych Rohsa, Mrówczyńskiego i Trzmiela. Przyniosło to niemal natychmiastowy efekt w postaci zmiany sposobu gry, a przede wszystkim kontaktowego gola, strzelonego przez Kowalczuka. Teraz to wałecki zespół wysoko i agresywnie zaatakował Boboliczan na ich połowie, co zaowocowało dobrym rozegraniem piłki i precyzyjnym strzałem lewą nogą zza 16 metrów w wykonaniu skrzydłowego Orła.
Tak udany początek drugiej połowy sprawił, że garstka kibiców z Wałcza, a przede wszystkim sami piłkarze gości uwierzyli w to, że wszystko jest jeszcze w tym meczu możliwe. Teraz to oni przejęli inicjatywę, grali agresywniej od gospodarzy, dłużej utrzymywali się przy piłce w środku pola i raz po raz atakowali bramkę Mechanika, wykorzystując boczne sektory boiska. Boboliczanie jeszcze przez kilkanaście minut usiłowali dotrzymać pola napędzającym się piłkarzom Orła, a sporadycznie stać ich też było na stwarzanie groźnych okazji strzeleckich, ale generalnie widać było, że z każdą minutą gasną coraz bardziej.
Była to woda na młyn dla drużyny gości. Wyrównujący gol padł w 60. minucie i było to trafienie wielkiej urody. Akcję zainicjował bardzo udanie wprowadzający się do drużyny 16-latek Julian Wołejko, który obsłużył świetnym, prostopadłym podaniem wbiegającego w pole karne Adriana Kijewskiego, a ten huknął z 14. metrów w poprzeczkę. Piłka odbiła się następnie od nawierzchni i wyleciała w pole, gdzie dopadł ją Hubert Antoniak i głową skierował do siatki. Można było mieć wątpliwości, czy po uderzeniu Kijewskiego w poprzeczkę piłka odbiła się przed, czy za linią bramkową, ale według oficjalnej strony internetowej PZPN trafienie zaliczone zostało Antoniakowi.
Po kolejnym kwadransie, w którym przyjezdni pokazywali, że remis ich nie satysfakcjonuje, popis swoich umiejętności dał Konrad Mularczyk, który przeprowadził akcję lewą stroną boiska i strzałem w okienko z narożnika pola karnego nie dał żadnych szans na obronę bramkarzowi Mechanika.
Ostatni gol dla Orła przypieczętował wynik meczu. Strzelił go po składnej, zespołowej akcji Wołejko, który mimo młodego wieku nie stracił w decydującym momencie zimnej krwi.
W drugiej połowie gospodarze tylko raz byli bliscy strzelenia gola. Napastnik Mechanika wpadł z piłką w pole karne Orła i usiłował mocnym strzałem z kilku metrów pokonać Kandułę, jednak golkiper gości kolejny raz udowodnił, że jego forma systematycznie rośnie i odbił piłkę na rzut rożny.
Po ostatnim gwizdku sędziego radość wałeckich piłkarzy nie miała granic. W naszej ocenie na największe pochwały zasłużyli Kanduła, Jaworek i Osaka, a w drugiej połowie również Kowalczuk i Mularczyk. Kilka osobnych, ciepłych słów należy się również Wołejce, który w tak ważnym meczu zapisał się w protokole golem i asystą (wprawdzie 2. stopnia, ale jednak!). Przed tym chłopakiem jest jeszcze długa i zapewne nieraz kręta droga do tego, by stał się naprawdę dobrym piłkarzem i to na wyższym, niż 4-ligowym poziomie, ale tzw. papiery na granie na pewno ma.
Całemu wałeckiemu zespołowi należą się natomiast podziękowania za wolę walki i niezłomną wiarę w sukces.

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.