Przejdź do treści

Z Człopy na Nordkapp i do Kapadocji legendarnym maluchem

Fiatem 126p dotarł na Nordkapp, do Kapadocji, Monako i Irlandii. Przemierzał ośnieżone góry Norwegii na letnich oponach, w Albanii pokonywał wielokilometrowe podjazdy na pierwszym biegu, a na rumuńskiej Trasie Transfogaraskiej mijał niedźwiedzie, które były niewiele mniejsze od samochodu. Piotr Kasper

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~8 min czytania 0 komentarzy

Fiatem 126p dotarł na Nordkapp, do Kapadocji, Monako i Irlandii. Przemierzał ośnieżone góry Norwegii na letnich oponach, w Albanii pokonywał wielokilometrowe podjazdy na pierwszym biegu, a na rumuńskiej Trasie Transfogaraskiej mijał niedźwiedzie, które były niewiele mniejsze od samochodu. Piotr Kasper z Człopy, twórca projektu „Maluchem przez Świat”, w ciągu zaledwie roku przejechał jednym maluchem ponad 100 tysięcy kilometrów. I nie zamierza zwalniać.

Miłość do fiatów 126p jest w rodzinie Piotra Kaspra obecna od pokoleń. Jego dziadek kupował, naprawiał i sprzedawał maluchy już w latach 80. i 90. Starszy o dziewięć lat brat Mariusz jako nastolatek wspólnie z kolegami przerobił jeden z nich na kabriolet, którym jeździli po okolicznych lasach. Po latach, już jako mieszkaniec Wielkiej Brytanii, znów kupił malucha. Samochód stał w garażu w Człopie i czekał na jego przyjazdy do Polski.

Kiedy w grudniu 2016 roku Piotr zdał egzamin na prawo jazdy, zaczął korzystać z auta brata. Wystarczyły trzy miesiące, aby w marcu 2017 roku kupił własnego fiata 126p.

– Bardzo mi się to spodobało, bo gdziekolwiek zajechałem, nawet pod zwykły sklep, samochód wzbudzał zainteresowanie. Spotykałem ludzi, którzy kiedyś mieli malucha w swojej rodzinie, i zawsze było o czym rozmawiać. Pomyślałem więc, że też kupię sobie takiego – opowiada. – Kiedy kupiłem własnego malucha, wyjechałem do pracy do Wielkiej Brytanii, a samochód został w Polsce. Podczas pierwszego urlopu postanowiłem odwiedzić znajomych z okolic Warszawy. Wsiadłem w Człopie w malucha, pojechałem nim do Garwolina i wróciłem. Zrobił około tysiąca kilometrów bez żadnej awarii. Pomyślałem wtedy, że skoro do Anglii jest niewiele dalej, to teoretycznie również powinien dojechać. Przy kolejnym urlopie spakowałem więc malucha i ruszyłem nim do Wielkiej Brytanii

Od tej pory właśnie fiat 126p stał się jego podstawowym środkiem transportu. Piotr osiemnaście razy pokonał nim trasę między Polską a Wielką Brytanią, a mieszkając przez pięć lat w Anglii, każdą wolną chwilę wykorzystywał na kolejne wyjazdy. Czerwonym maluchem przejechał około 300 tysięcy kilometrów po 17 krajach Europy. Samochód można było oglądać w Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie, do którego Piotr go wypożyczył. Warto dodać, że wydarzenie wzbudziło ogromne zainteresowanie. Na jego przekazanie 9 marca 2025 roku przyszło ponad 300 osób, a wydarzenie relacjonowało ponad 20 przedstawicieli mediów.

Tego samego dnia Piotr odebrał po trzyletniej renowacji szarego fiata 126p z 1987 roku. Licznik właśnie się wyzerował, dlatego postanowił sprawdzić, ile kilometrów można przejechać maluchem w ciągu dwunastu miesięcy. Od 9 marca 2025 do 9 marca 2026 roku samochód pokonał dokładnie 100 200 kilometrów. W praktyce przebieg mógł być jeszcze o 3-4 tysiące kilometrów większy, ponieważ przez pewien czas z powodu awarii mechanizmu napędzającego licznik przejechane kilometry nie były naliczane.

– Średnia z całego roku wyniosła około 300 kilometrów dziennie. Najpierw była Wielka Brytania, później Nordkapp, Turcja i Kapadocja, Bałkany, Monako, objazd Polski oraz Irlandia. Każdy wolny moment oznaczał kolejną trasę maluchem – mówi Piotr Kasper. – Jedną z naszych największych wypraw była podróż na Nordkapp. Trasa liczyła dokładnie 8030 kilometrów i trwała 21 dni. Jechał ze mną mój kolega i sąsiad Adrian, a niemal każdą noc spędzaliśmy pod namiotem. Musieliśmy zmieścić w maluchu wszystko, czego potrzebowaliśmy: ubrania, grube śpiwory, kuchenkę gazową, wędkę i pozostały sprzęt. Tylna kanapa służyła nam jako przestrzeń bagażowa, a na dachu zamontowałem wojskowe skrzynie.

Jednego dnia podróżnicy doświadczyli temperatury przekraczającej 30 stopni, a kilka godzin później, po wjechaniu wyżej w góry, trafili na śnieżycę i pięciostopniowy mróz. Wszystko na letnich oponach, ponieważ w sklepach nie udało im się znaleźć łańcuchów pasujących do niewielkich kół fiata 126p.

– Trasa przez Norwegię niemal cały czas prowadziła przez góry. Zdarzały się wielokilometrowe podjazdy, które maluch pokonywał na pierwszym biegu, a później równie długo zjeżdżał, także na jedynce. Nocowaliśmy nawet na śniegu. Zapinaliśmy grube śpiwory tak, że zostawało tylko miejsce na oddychanie – relacjonuje. – Na północy Norwegii skontaktował się z nami mieszkający tam od około 20 lat Polak, który śledził naszą podróż w mediach społecznościowych. Zaprosił nas do siebie, ugościł i zabrał na połów. Złowiliśmy około 70 kilogramów dorsza. Ryby zostały oczyszczone, podzielone na filety i zapakowane do wojskowych skrzyń zamontowanych na dachu malucha. Zasypaliśmy je śniegiem, a później smażyliśmy podczas kolejnych postojów.

Co ciekawe, jedyną awarią podczas całej wyprawy było… zatrzymanie samochodu po wyczerpaniu paliwa. Po uzupełnieniu benzyny maluch nadal nie chciał jednak ruszyć. Kiedy Piotr zabrał się za sprawdzanie pompy paliwa, tuż obok niego spokojnie przeszły dwa renifery.

Na dalsze wyprawy zawsze zabiera niewielki worek z podstawowymi częściami: pompą paliwa, gaźnikiem, paskiem, przegubem oraz linkami gazu i sprzęgła. Z wykształcenia nie jest mechanikiem, ale lata spędzone z fiatem 126p zrobiły swoje.

– Nie wiem, ile razy wyjmowałem już silnik z malucha, ale na pewno około 30 albo 40. Raz wymieniałem go nawet pod centrum handlowym w Anglii – wspomina. – Dzisiaj wyjęcie silnika zajmuje mi około 15 minut, a ponowne zamontowanie około 20. To bardzo prosty samochód. Uszczelka pod głowicą kosztuje około 10 złotych i można ją wymienić przy drodze w dwie godziny. Kolejną wielką wyprawą była podróż do tureckiej Kapadocji. Jechaliśmy przez Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię. W obie strony pokonaliśmy około 8 tysięcy kilometrów, a cała wyprawa trwała blisko miesiąc

W Rumunii pokonali Trasę Transfogaraską, przy której spotkali kilkanaście niedźwiedzi. Kiedy jeden z nich przechodził obok malucha, jego pysk znajdował się na wysokości bocznej szyby. Celem była jednak miejscowość Göreme w samym sercu Kapadocji.

– Dojechaliśmy tam późnym wieczorem i nie wiedzieliśmy jeszcze, jaki widok zastaniemy rano. Kiedy około godziny 5.30 otworzyliśmy namiot, balony już wznosiły się nad wulkanicznymi skałami. Wyglądało to jak w bajce. To było coś niesamowitego – wspomina P. Kasper. – Powrotna droga prowadziła przez Grecję, Albanię, Macedonię Północną, Kosowo, Czarnogórę, Chorwację, Serbię, Węgry i Słowację. Jednak najwięcej wysiłku kosztowała malucha Albania. Podjeżdżaliśmy około 20 kilometrów na pierwszym biegu, a później mniej więcej tyle samo zjeżdżaliśmy, również na jedynce, ponieważ hamulce nie wytrzymywały. Grzały się tak mocno, że momentami z kół leciał dym. Musieliśmy robić przerwy, żeby je schłodzić. Były chwile, kiedy zastanawialiśmy się, czy dadzą radę – przyznaje.

Zaledwie dwa tygodnie po powrocie z Turcji Piotr ponownie ruszył w drogę. Tym razem przez Czechy, Austrię, Słowenię i Włochy pojechał do Monako. Po drodze odwiedził Turyn, w którym przez lata produkowano fiaty 126. Na granicy francusko-monakijskiej policjant podczas krótkiej kontroli zerwał ze swojego munduru naszywkę i podarował ją podróżnikowi na pamiątkę.

Takich spotkań na trasie było znacznie więcej. Maluch niemal wszędzie wzbudza zainteresowanie i sympatię. Piotr wspomina, że początkowo obawiał się zostawiać charakterystyczny samochód na polskich tablicach bez opieki w Wielkiej Brytanii. Pierwszy tydzień szybko rozwiał jego obawy. Kiedy po kilku godzinach wrócił znad rzeki, zastał auto ozdobione różowymi balonami. Innym razem znajdował na siedzeniu pozostawione przez nieznajomych słodycze.

– Starsi ludzie mają do tego samochodu ogromny sentyment, bo przypomina im ich młodość i rodzinne podróże. Młodsze pokolenie jest natomiast bardzo ciekawe malucha. Dzieci są na przykład zaskoczone, że silnik znajduje się z tyłu – opowiada. – Ten samochód przyciąga ludzi i sprawia, że wszędzie mamy z kim porozmawiać. Tę pasję dzielę ze starszym bratem Mariuszem, który mieszka w Wielkiej Brytanii. On również ma tylko malucha, dojeżdża nim do pracy i już ponad 20 razy pokonał trasę między Anglią a Polską. Ja mam obecnie cztery maluchy, dwie przyczepki i żadnego współczesnego samochodu. Kiedy jadę zwykłym autem, dziwnie się czuję, bo ludzie do mnie nie machają.

W tym roku trzy z należących do niego maluchów woziły turystów w nadmorskiej Pogorzelicy. Jak podkreśla Piotr Kasper, są to jedyne fiaty 126p w Polsce posiadające licencję na przewóz osób. Zainteresowanie trzytygodniową akcją okazało się tak duże, że samochody kursowały od rana do wieczora. Każdy z pasażerów przywoził ze sobą własne wspomnienia związane z maluchem.

Podróżnik odwiedza również szkoły, hospicja i inne placówki, w których prowadzi prelekcje. Dzieciom opowiada nie tylko o podróżach, ale także o hejcie w internecie, którego niestety także sam doświadcza. Spotkania z dorosłymi i seniorami częściej przeradzają się natomiast w rozmowy o dawnych samochodach, ich naprawach oraz rodzinnych historiach.

Projekt „Maluchem przez Świat” ma też pokazywać, że dalekie podróże nie muszą kosztować fortuny. Fiat 126p zużywa około 5-6 litrów benzyny na 100 kilometrów, a Piotr najczęściej nocuje pod namiotem, wybierając miejsca nad wodą i z dala od dużych kurortów.

– Można naprawdę niewielkim kosztem zobaczyć bardzo dużo świata. Maluch mało pali, jest prosty w naprawie, a do tego przyciąga ludzi. Lubię gdzieś pojechać, coś zobaczyć, ale przede wszystkim spotkać się z ludźmi i z nimi porozmawiać. Maluch zawsze daje nam do tego dobry powód – podsumowuje Piotr Kasper.

Fot. Info Wałcz

Fot. Piotr Kasper

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.