Wałecki Orzeł rozgromił 11-1 (5-0) Olimp Złocieniec w ostatnim meczu sparingowym przed startującą już za tydzień rundą rewanżową rozgrywek 4. ligi sezonu 2025/26.
Sobotni (28 lutego) mecz wyglądał zupełnie inaczej, niż środowy, szczęśliwie zremisowany sparing z wielkopolskim 5-ligowcem KP Piła. Rywal Orła nie zawiesił poprzeczki zbyt wysoko, ale wykorzystanie słabości przeciwnika jest jednym z elementów piłkarskiego rzemiosła i trzeba podkreślić, że wałecki zespół poradził sobie z tym zadaniem całkiem dobrze.
Mecz rozpoczęła jedenastka, złożona w dużej mierze z młodszego pokolenia piłkarzy i nie ma co ukrywać, że wyglądało to bardzo obiecująco. Na boisku brylowali m.in. Denis Rohs i Julian Wołejko czy Jakub Moskwa, a także testowany w wałeckim zespole Dademu Zephaniah Soetan, na którego nowi koledzy z Wałcza wołali Dede. Jest on 22-letnim Irlandczykiem z nigeryjskimi korzeniami. Na boisku Dede wyróżniał się szybkością, przebojowością i kreatywnością oraz niezłym przeglądem pola i dobrą techniką użytkową. Jest piłkarzem lewonożnym. Warto też podkreślić, że próbuje nawet mówić po polsku, więc praktycznie odpada problem ewentualnej bariery językowej. Jak na pierwszy występ w zupełnie nowym dla siebie środowisku, Dede nie sprawiał wrażenia zagubionego, a szczególnie dobrze układała się jego współpraca z Patrykiem Kowalczukiem, który nota bene również zaliczył w sobotę dobry występ.
– Zobaczymy, na razie sprawdzamy dokumenty tego piłkarza – odpowiedział zapytany o możliwość pozostania Dede w Wałczu na rundę wiosenną dyrektor sportowy Orła Adam Łukaszewicz.
Nie sposób jednak pozostawić bez komentarza występu młodziutkiego Juliana Wołejko. Wychowanek Orła 2010 zagrał bez najmniejszych kompleksów i wielokrotnie udowodnił, jaki w nim drzemie potencjał. Bez wahania wchodził w pojedynki z rywalami, imponował przygotowaniem fizycznym, szybkością i przeglądem pola. To właśnie on rozwiązał worek z bramkami w sobotnim meczu.
– Możemy mieć z niego dużo pożytku – mówił po meczu jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy Orła Jakub Jaworek.
– To przyszłość wałeckiej piłki – zachwalał zdolnego młodziana A. Łukaszewicz.
Jak wyglądała gra Orła w pierwszej połowie? Najkrócej mówiąc: tak, jak powinna wyglądać i tak, jak oczekują tego kibice. Wałecki Orzeł od pierwszego gwizdka sędziego narzucił gościom ze Złocieńca swoje warunki gry, stosował wysoki i średni pressing, a po przejęciu piłki napędzał swoje akcje skrzydłami, kończąc je często dokładnymi podaniami i skutecznymi strzałami. W atakach chętnie brali udział biegający blisko bocznych linii Hubert Antoniak i Paweł Patrzek, odważnie wchodzący w pojedynki z obrońcami, z których niejednokrotnie wychodzili zwycięsko. Aktywna gra defensywna całego zespołu we wszystkich strefach boiska powodowała natomiast, że broniący w pierwszej połowie Krzysztof Gosławski był praktycznie bezrobotny.
W ostatnim kwadransie przed przerwą napór piłkarzy Orła nieco zelżał i Olimp dłużej utrzymywał się przy piłce, ale ta trafiała w pole karne gospodarzy sporadycznie, a ewentualne zagrożenia w porę oddalali pewnie grający Jaworek i Lisowski.
Pierwsza połowa zakończyła się wysokim prowadzeniem Orła 5-0, a po zmianie stron na boisku pojawili się Franciszek Kanduła, Konrad Mularczyk, Patryk Ściurkowski, Konrad Trzmiel, Adrian Kijewski i Karol Suślik. Gra Orła znów wyglądała tak, jak na początku meczu – mocny pressing, odbiór piłki, a potem próba uruchomienia prostopadłym lub krosowym zagraniem wybiegających za plecy obrońców Olimpu Mularczyka, Kijewskiego lub Dede. Pierwszego gola w drugiej połowie po precyzyjnym dośrodkowaniu Ściurkowskiego z rzutu rożnego strzelił Osaka, a w sumie Orzeł uzbierał ich w sobotę aż 11. Gości stać było na zdobycie jedynie honorowej bramki, za to po bardzo ładnym, prostopadłym podaniu do napastnika, który strzałem z kilkunastu metrów wrzucił piłkę „za kołnierz” wysuniętego na przedpole Kanduły. Był to jednak tylko wypadek przy pracy, który pozwolił choć odrobinę osłodzić piłkarzom Olimpu gorycz sobotniej klęski.
Imponującym dorobkiem bramkowym Orła podzielili się Mularczyk (2), Rohs (2), Osaka (2), Dede (2), Wołejko, Moskwa i Ściurkowski.
Wysoka wygrana zawsze buduje morale zespołu. Mimo wszystko warto jednak pamiętać, że był to tylko sparing, a Olimp pozwolił gospodarzom na wiele. To, jaka jest rzeczywista siła Orła bez Marka Hermanowicza, Daniela Popiołka czy Wojciecha Suślika, przekonamy się dopiero w najbliższą sobotę 7 marca o godz. 15.00, kiedy w pierwszym ligowym meczu wałecki zespół zmierzy się u siebie z Iną Ińsko. Najbliższy rywal również nie miał zbyt udanej jesieni, w której zgromadził tylko o 4 punkty więcej od Orła. W piłkarskim środowisku głośno mówi się jednak o kilku transferach Ińszczan z Białych Sądów i ambitnych planach wypisania się z walki o utrzymanie. Wszystko to jednak zweryfikuje boisko – i oby na korzyść Orła.
tc





Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.