Piątkowy (29 maja 2026 r.) mecz Orła z rezerwami szczecińskiego Świtu można opisywać na wiele sposobów. Można na przykład skupić się na niewykorzystanych okazjach przez wałeckich piłkarzy, można pisać o większej szybkości i przewadze w posiadaniu piłki drużyny gości, można pisać o kłopotach z konstruowaniem akcji przez zespół gospodarzy, ale na koniec i tak liczą się tylko 3 punkty, ciężko wywalczone przez podopiecznych trenera Michorka w meczu o bardzo wysoką stawkę.
Orzeł Wałcz – Świt II Szczecin 1-0 (1-0)
Orzeł: Kanduła – Antoniak, Hermanowicz, Trzmiel, Patrzek – Ściurkowski, Mrówczyński, Lisowski (70′ Kasperek), Mularczyk, Soetan (90′ Kijewski) – Moskwa (90′ Rohs).
Bramka: Antoniak (34′)
Patrząc na jedenastkę, którą na mecz z rezerwami 2-ligowego Świtu posłał w bój trener Orła, można się było mocno zdziwić. Posadzenie na ławce doświadczonego Jaworka i ogranego Kijewskiego, a także Rohsa (w dodatku kontuzjowany Riccio oglądał mecz z trybun) w spotkaniu o takim ciężarze gatunkowym, i desygnowanie do wyjściowego składu kilku zawodników grających do tej pory zdecydowanie rzadziej, świadczy z jednej strony o odwadze szkoleniowca, a z drugiej o potrzebie dokonania zmian w zespole, który znalazł się w dołku w newralgicznym momencie sezonu. I w ostatecznym rozrachunku to się opłaciło – także dlatego, że dotychczasowi zmiennicy udźwignęli brzemię odpowiedzialności, które na nich ciążyło.
Na rozgrywany w nietypowym, bo piątkowym terminie mecz rezerwy Świtu przyjechały w bardzo młodym składzie. Piłkarzy powyżej 20 roku życia można było w tej drużynie policzyć na palcach jednej ręki, co nie znaczy, że gospodarzom grało się lekko, łatwo i przyjemnie. Wprost przeciwnie – młodzi szczecinianie imponowali wybieganiem i szybkością, okazali się również nieźle poukładanym zespołem, agresywnie walczącym o każdą piłkę do upadłego, a przy tym grającym często na granicy (albo i poza nią…) faulu. Widać było, że plasujący się wysoko w tabeli szczecinianie przyjechali do Wałcza przynajmniej po jeden punkt, choć tak naprawdę nie grozi im już ani spadek, ani awans.
Przyjezdni od początku meczu zagęścili środek pola, skąd po przechwycie piłki wyprowadzali dość groźne ataki na bramkę Orła. Pochwały dla gospodarzy należą się jednak przede wszystkim za grę obronną i nie należy ich ograniczać tylko do grającego bardzo dobry mecz bramkarza oraz linii defensywnej. Wprawdzie to goście mieli więcej z gry, ale wałecki zespół dość szczelnie zamknął dostęp do swojej bramki i jeśli nawet któryś ze szczecińskich piłkarzy znalazł sobie czas i miejsce do oddania celnego strzału lub dośrodkowania, to za każdym razem piłka napotykała na przeszkodę w postaci dobrze i szczęśliwie interweniującego Kanduły. Dzięki jednak temu, że w grę defensywną angażował się cały zespół Orła, to do zagrożenia pod bramką Orła dochodziło dość rzadko.
Gorzej szło gospodarzom atakowanie bramki Świtu. Przez pierwsze pół godziny meczu bramkarz gości był praktycznie bezrobotny. Był to głównie wynik przewagi przyjezdnych w środku pola, ale też tego, że w akcjach ofensywnych brało udział dwóch, najwyżej trzech piłkarzy Orła.
Przełomowa okazała się 34. minuta meczu. Grający swój najlepszy mecz od przyjazdu do Wałcza Soetan wywalczył piłkę po prawej stronie w okolicy linii środkowej i pobiegł z nią w kierunku bramki Świtu. Przed linią szesnastki zagrał krótko do nadbiegającego Antoniaka, który z 14 metrów pewnie strzelił do siatki i utonął w objęciach uszczęśliwionych kolegów z drużyny.
Goście ruszyli wprawdzie natychmiast do odrabiania strat, ale ich ataki zatrzymywane były przez wałeckich obrońców – najczęściej jeszcze przed linią 16 metra, a z dośrodkowaniami pewnie radzili sobie Kanduła do spółki z Hermanowiczem i Trzmielem.
Po przerwie napór zespołu gości stał się jeszcze większy. Obrona Orła chwilami trzeszczała w szwach, ale trzymała się dzielnie. Piłkarze Świtu dość często decydowali się na strzały z dystansu, ale albo mijały one cel, albo Kanduła kolejny raz udowadniał, że jest w bardzo dobrej formie. Goście angażowali do ataków większość swoich sił, a gospodarze skwapliwie z tego korzystali, wyprowadzając bardzo dobre kontrataki. W 59. minucie Mularczyk wyprowadził idealnym podaniem na czystą pozycję strzelecką Soetana, jednak Irlandczyk nigeryjskiego pochodzenia nie wykorzystał szansy, by stać się bohaterem meczu i nie zdołał pokonać bramkarza Świtu strzałem z 10 metrów w sytuacji sam na sam.
Na kolejną okazję trzeba było poczekać do 71. minuty, kiedy po dobrej akcji prawą stroną Hermanowicz zdecydował się na strzał z linii pola karnego, ale trafił w poprzeczkę. Trzy minuty później identycznym efektem zakończyło się uderzenie zza pola karnego Mularczyka.
Wraz z upływem kolejnych minut mecz stawał się coraz bardziej nerwowy, głównie za sprawą gości, którzy w walce o piłkę nie przebierali w środkach. Na boisku dochodziło chwilami do przepychanek, do których przyłączali się nawet rezerwowi zawodnicy obydwu zespołów. Na bramkę Orła sunął atak za atakiem, w polu karnym gospodarzy chwilami było bardzo gorąco, jednak grającym bardzo ofiarnie i odpowiedzialnie podopiecznym trenera Michorka udawało się zażegnać niebezpieczeństwo. Co więcej, w 88. minucie przed świetną szansą podwyższenia prowadzenia stanął Kasperek, który po akcji z Soetanem znalazł się sam przed bramkarzem Świtu, jednak postawił na siłowe rozwiązanie i nie trafił w bramkę.
Końcowe minuty meczu były tak nerwowe, że były prezes Orła Adam Łukaszewicz wolał nie patrzeć na boisko. Ostatecznie wałczanom udało się jednak utrzymać jednobramkową przewagę i zainkasować trzy bezcenne punkty. Na pochwały – przede wszystkim za ofiarność i zaangażowanie, a także boiskową mądrość – zasłużył cały zespół Orła.
Walka o utrzymanie nadal jednak trwa i nie wszystko zależy w niej od wałeckiej drużyny. Nadal nie wiadomo przede wszystkim, ile zachodniopomorskich drużyn spadnie z trzeciej, a w konsekwencji również z czwartej ligi. Już w najbliższy czwartek Orzeł jedzie do Stargardu na mecz z rezerwami Błękitnych, którzy również nie są pewni utrzymania. W tej sytuacji każdy punkt wywieziony z trudnego terenu będzie dla Orła bezcenny. W przedostatniej kolejce wałczanie zmierzą się natomiast z Gryfem Kamień Pomorski w pojedynku dwóch zespołów, walczących o uniknięcie spadku. Za mecz w ostatniej, 34. kolejce z Gavią Choszczno Orzeł otrzyma walkower, bo ich rywal wycofał się z rozgrywek po rundzie jesiennej. Wszystko to oznacza jedno: przed wałecką drużyną jeszcze daleka droga do utrzymania 4-ligowego statusu…
TC



Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.