Przejdź do treści

Wiele różnych emocji

Jeżeli ktoś przypuszczał, że Maja Chwalińska osiągnie finał wielkiego szlema w Roland Garros, to „kapelusz z głowy” za wielki szacunek za dar przewidywania zdarzeń powszechnie uznawanych za niemożliwe. Oczywiście chciałem bardzo, by Maja zakończyła ten prestiżowy turniej wygraną dziesiątego meczu

Marek Pawłowski
Marek Pawłowski
Aktualizacja: ~3 min czytania 0 komentarzy

Jeżeli ktoś przypuszczał, że Maja Chwalińska osiągnie finał wielkiego szlema w Roland Garros, to „kapelusz z głowy” za wielki szacunek za dar przewidywania zdarzeń powszechnie uznawanych za niemożliwe. Oczywiście chciałem bardzo, by Maja zakończyła ten prestiżowy turniej wygraną dziesiątego meczu z rzędu. Nie wyszło – trudno. W żaden sposób wręczenie Pucharu Suzanne Lenglen Mirrze Andriejewej nie umniejsza dokonań Mai. Majo, w Wielkim Szlemie byłaś WIELKA.

Spryt, nieprzewidywalność, technika, różnorodność – to umiejętności, których zazdroszczą Polce zapewne wszystkie tenisistki, i te, które do niedawna nie słyszały o niej, i te bliskie jej z racji znajomości z treningów, z turniejów.

Myślę, że wśród nich jest także Iga Świątek, której fanem nie przestaję być ani przez chwilę. Wygrywajcie turnieje na zmianę. Zdobądźcie taką pozycję w rankingu, byście mogły spotykać się dopiero w finałowych potyczkach.

Ale nie tylko światowym tenisem żyje kibic. Wałecki Orzeł w niedzielne popołudnie zakończył remisem zmagania na czwartoligowym froncie. Taki wynik raczej nie pozwoli na pozostanie w tym gronie w następnym sezonie. Są jeszcze szanse na 4. ligę, ale to już nie jest zależne od piłkarzy Orła. Smutno mi po tym meczu. Doznałem wielkiego zawodu. Wystarczyło wygrać mecz z drużyną, która przyjechała do Wałcza już jako spadkowicz i czwarta liga byłaby pewna. Dobrze chociaż, że udała się połączona z meczem impreza dla dzieci. Przy okazji – brawo za pomysł i organizację.

Niezależnie od tego, jak potoczą się losy osiemdziesięcioletniego klubu, dziękuję Państwu Annie i Adamowi Łukaszewiczom za to, że są w Orle. Za wysiłek, za zaangażowanie, za to, że niezależnie od sytuacji – czy to sportowej, czy też finansowej – Klub zawsze mógł na nich liczyć. I proszę: zostańcie w Orle na następną kadencję.

A teraz coś z niesportowej beczki. Roześmiałem się słuchając premiera Donalda Tuska w czasie konferencji prasowej w samolocie lecącym z Czarnogóry, ale żeby była pełna jasność dopowiem, że ten śmiech był przejawem zadowolenia, a wynikało ono ze zmiany stanowiska premiera wobec postawy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Stanąłem na baczność prawie jak do hymnu i słuchałem premiera, który mówił, że jeśli ukraińskie władze nie wezmą pod uwagę polskiej wrażliwości historycznej, to o przyszłych relacjach obu państw może zacząć decydować wyłącznie brutalny pragmatyzm i „twardy biznes”, gdy przenosił punkt ciężkości pomysłu odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego z krytyki prezydenta Polski na winę Kijowa, gdy oceniał nadanie ukraińskiej elitarnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” jako błąd i deklarował, że w tej sprawie polskie elity mówią jednym głosem.

A że to wszystko nastąpiło wtedy, kiedy było już wiadomo, że zdecydowanie większa część Polaków zdążyła już wyrazić głębokie oburzenie decyzją prezydenta Ukrainy, to już zgoła inna historia.

Marek Pawłowski

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.