Przejdź do treści

Tu trafiają zwierzęta, których nikt już nie chce

W Benkowie w Nowej Studnicy obok siebie żyją strusie, lemury, wielbłądy, karakale, małpy i niemal trzysta koniowatych. W naturze nigdy by się nie spotkały. To jednak nie ogród zoologiczny, lecz przytulisko prowadzone przez fundację. Miejsce stworzone dla tych, których człowiek

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~7 min czytania 0 komentarzy

W Benkowie w Nowej Studnicy obok siebie żyją strusie, lemury, wielbłądy, karakale, małpy i niemal trzysta koniowatych. W naturze nigdy by się nie spotkały. To jednak nie ogród zoologiczny, lecz przytulisko prowadzone przez fundację. Miejsce stworzone dla tych, których człowiek wcześniej zawiódł.

Andzia biegnie przez wybieg natychmiast, gdy słyszy głos Michała Bednarka. Jak na strusia jest wyjątkowa. Zamiast zachowywać dystans, podbiega do ludzi, zagląda im w oczy i domaga się uwagi.

– Wołasz ją z drugiej strony wybiegu i leci. Tańczy, pokazuje się i sprawdza, czy na pewno ją zauważyłaś – opowiada.

Andzia trafiła do Benkowa po upadku firmy turystycznej. Kiedy właściciele nie mogli już się nią zajmować, szukali miejsca, w którym będzie bezpieczna.

Takich historii są tu setki.

Jedna z rzeczy, która zaskakuje szczególnie w takim miejscu to spokój. Nie słychać nerwowego krążenia po wybiegach, nie widać stereotypowych zachowań charakterystycznych dla zwierząt żyjących w stresie. Jest za to ciekawość. Gdy podchodzimy do ogrodzeń, mieszkańcy Benkowa sami zbliżają się do ludzi. Papugi pełnią rolę alarmu i natychmiast informują wszystkich o przybyciu gości. Po chwili rozpoczynają własny pokaz możliwości. A te są bardzo szerokie: wspinają się po wolierze, huśtają na gałęziach i zwisają w zaskakujących pozach, jakby chciały pokazać, że są równie sprawne, co barwne. Trudno się oprzeć wrażeniu, że uwielbiają być w centrum uwagi.

– Albo robić coś porządnie, albo wcale – mówi Michał Bednarek.

Trudno się z nim nie zgodzić. Wybiegi są przestronne i zadbane. Zwierzęta mają do dyspozycji nowoczesne kontenery przystosowane do całorocznego użytkowania, wyposażone w ogrzewanie i klimatyzację. To efekt decyzji podjętej po tragicznym pożarze małpiarni w jednym z ogrodów zoologicznych.

– Wtedy powiedziałem sobie, że choćbym miał wziąć kredyt, drewnianych budynków już tutaj nie będzie – wspomina.

Parszywa czternastka

Jednymi z najbardziej charakterystycznych mieszkańców Benkowa są lemury katta. Jest ich czternaście i Michał mówi o nich „Parszywa Czternastka”. Przyjechały z Holandii po zmianach obowiązujących w europejskich programach hodowlanych. Były kastrowanymi samcami, których nie można było wykorzystać do dalszego rozmnażania.

– Dla mnie to był absurd. To są fantastyczne zwierzęta – mówi.

Dziś tworzą zgraną grupę. Podczas pokazów same wchodzą do transporterów, reagują na opiekunów i uwielbiają kontakt z ludźmi. Łącznie w Benkowie mieszka dziś ponad dwadzieścia lemurów różnych gatunków.

Kangur, którego wychowano na zakraplaczu

Jedną z najbardziej niezwykłych historii jest los Plastusia. Kilka lat temu w ośrodku znajomego M. Bednarka podczas burzy samica kangura wyrzuciła z torby ważącego zaledwie 125 gramów malucha. Zwierzę nie miało szans na przeżycie. Michał i jego współpracownicy stworzyli więc prowizoryczny inkubator, karmili specjalistycznym mlekiem (co godzinę) i doglądali przez całą dobę.

– Wyglądał jak mały tyranozaur. Jest pierwszym w Polsce kangurem wychowanym na zakraplaczu – wspomina.

Dziś Plastuś jest dorosły. I jak większość dorosłych kangurów nie przypomina pluszowej maskotki.

Surykatka to nie zabawka

Wiele zwierząt trafia tutaj z domów prywatnych. Michał przyznaje, że najbardziej zaskakuje go łatwość, z jaką ludzie kupują egzotyczne gatunki, nie próbując wcześniej dowiedzieć się czegokolwiek o ich potrzebach.

Tak było z surykatką Basią.

– Jedna sąsiadka miała rasowego psa, druga rasowego kota, więc trzecia kupiła sobie surykatkę – opowiada.

Właścicielka nie wiedziała jednak, że zwierzę wybiera jednego członka stada i traktuje go jak przewodnika. W tym przypadku był nim dwuletni chłopiec. Basia pilnowała go tak skutecznie, że matka miała problem ze zmianą dziecku pieluchy. Kiedy sytuacja wymknęła się spod kontroli, zwierzę trafiło do Benkowa.

Podobnych historii są dziesiątki. Karakal kupiony bez wymaganych zezwoleń. Niewidoma serwalica uznana przez właścicielkę za agresywną. Kapucynki trzymane w domu jak zwierzęta domowe. Każda kończy się tak samo: telefonem do najbliższego ogrodu zoologicznego.

– Mam dobre relacje w większością ogrodów, dlatego w takich sytuacjach dzwonią do mnie, bo oni nie mogą przyjąć zwierzęcia niewiadomego pochodzenia, a ja nie odmówię – mówi.

„A ten w kropki to kto?”

Największe wrażenie robi jednak stado koniowatych. Kiedy wychodzimy na rozległe pastwiska, przed nami rozciąga się widok niemal trzystu koni, osłów i kucyków. Zwierzęta spokojnie pasą się na łąkach, odpoczywają w grupach albo stoją przy paśnikach. To bardziej przypomina krajobraz z amerykańskiego rancza niż gospodarstwo w zachodniopomorskiej wsi.

Michał twierdzi, że zna każdego mieszkańca z imienia. Nie wierzymy…

  • – A ten w kropki? – pytamy.

– Kropek. Pełni rolę terapeuty. Jak ktoś ma zły dzień, idzie się do niego przytulić. Zresztą wystarczy na niego spojrzeć i od razu robi się lepiej.

– A ta?

– Jadźka. Straszna wredota.

Wieczorem sprawdzamy zdjęcia i opisy publikowane przez fundację. Wszystko się zgadza.

Największą słabość Michał ma do koników polskich.

– Wszyscy myślą, że są wredne, krnąbrne i złośliwe. To nieprawda. To cudowne konie, tylko trzeba umieć z nimi rozmawiać. Nie można niczego wymuszać. Trzeba im powiedzieć, czego się od nich oczekuje – tłumaczy. – To są małe, szare skurczybyki. Mają inteligencję Einsteina. Jeśli spróbujesz zrobić coś na siłę, koń prawdopodobnie ci pozwoli. A potem za pół roku pokaże ci, gdzie jest twoje miejsce.

Dzień Dziecka dla Julki

Benkowo od lat odwiedzają wycieczki szkolne, uczestnicy warsztatów ekologicznych i rodziny z dziećmi. Najbliższa okazja, by poznać mieszkańców ośrodka, nadarzy się już 30 maja podczas Dnia Dziecka. Od godz. 10 do 17 na gości czekać będą spotkania ze zwierzętami, zwiedzanie ośrodka, konkursy i rodzinne zabawy. Wydarzenie będzie miało także wymiar charytatywny: cały dochód zostanie przeznaczony na pomoc Julce, dziewczynce chorej na zespół Retta.

– Sami nie zmienimy całego świata. Możemy jednak zmienić świat jednej dziewczynki i pomóc jej w walce o lepsze jutro – podkreślają organizatorzy.

Przypadek, który zmienił wszystko

Fundacja działa od 16 lat, ale do Nowej Studnicy trafiła przypadkiem w 2022 roku. Przez lata funkcjonowała w Szewcach pod Poznaniem. Właściciele szukali jednak miejsca, które wreszcie będzie ich własnym domem.

– Mieliśmy skręcić gdzie indziej. Pomyłka na trasie sprawiła, że zatrzymaliśmy się przy dawnym ośrodku jeździecko-tenisowym w Nowej Studnicy. Natychmiast zrozumiałem, że to jest dokładnie to miejsce, w którym zostaniemy – wspomina Michał Bednarek. – Kilka godzin później byliśmy już umówieni z właścicielem nieruchomości. Co prawda już po transakcji przyszło otrzeźwienie i chwila refleksji, bo okazało się, że nie ma tu ani zasięgu, ani internetu, więc kilka pierwszych miesięcy spędziłem pracując na Orlenie w Kaliszu Pomorskim, ale z perspektywy czasu nie żałujemy. Kochamy to miejsce i tutaj przenieśliśmy całą naszą działalność, zamykając ośrodek w Szewcach.

Dziś Benkowo stale się rozwija. Rośnie liczba zatrudnionych tam pracowników i wolontariuszy, działa własny gabinet weterynaryjny, a fundacja planuje kolejne inwestycje związane z opieką nad zwierzętami wymagającymi specjalistycznego leczenia i uruchomienie schroniska w sąsiedniej gminie Kalisz Pomorski.

Jednak najważniejsze pozostaje niezmienne. Kiedy Michał przechodzi między wybiegami i woła mieszkańców po imieniu, niemal wszyscy reagują. Niektóre biegną do ogrodzenia, inne podnoszą głowę znad trawy albo podchodzą sprawdzić, czy przypadkiem nie przyniósł czegoś smacznego. Patrząc na nie trudno oprzeć się wrażeniu, że dla wielu z nich Benkowo nie jest już azylem. Jest po prostu domem.

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.