Weekend Cudów widziany od środka to coś więcej niż liczby i statystyki. To emocje, wzruszenia i historie ludzi, których los na chwilę skrzyżował się z moim jako wolontariusza Szlachetnej Paczki.
Niemal 2 miliony Polaków, czyli 5,2 proc. populacji żyje w skrajnym ubóstwie. W 41,3 proc. gospodarstw domowych dochody nie osiągają minimum socjalnego, a około 5 milionów naszych rodaków doświadcza ubóstwa relatywnego, co stanowi 13 proc. społeczeństwa. Najbardziej poruszająca jest jednak inna liczba: 364 tysiące dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie.
W tym roku niemal 20 tysięcy rodzin znajdujących się w potrzebie, o trzy tysiące więcej niż w 2024 roku, otrzymało pomoc w ramach Szlachetnej Paczki. Ten ogólnopolski projekt społeczny, organizowany przez Stowarzyszenie Wiosna, opiera się na idei tzw. „mądrej pomocy”, czyli bezpośredniego wsparcia, które ma dać rodzinom realne narzędzia do samodzielnego rozwiązywania problemów. Jak podkreślają organizatorzy, pomoc nie trafia do rodzin roszczeniowych.
Aby akcja mogła się odbyć, tysiące wolontariuszy każdej jesieni dociera do osób i rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Odwiedzają ich w domach, przeprowadzają wywiady środowiskowe i wspólnie określają konkretne potrzeby. Następnie darczyńcy, którym należą się ogromne podziękowania, bo bez nich akcja nie miałaby racji bytu, wybierają rodziny, przygotowują paczki, a kulminacją całego przedsięwzięcia jest Weekend Cudów. To właśnie 14 i 15 grudnia wolontariusze dostarczają Szlachetne Paczki do rodzin i osób samotnych.
W tym roku, właśnie podczas Weekend Cudów, jako wolontariusz brałem udział w rozwożeniu paczek na terenie naszego miasta oraz okolicznych miejscowości. Natura obdarzyła mnie niemal dwumetrowym wzrostem, słuszną posturą oraz wyhodowaną już samodzielnie długą, siwą brodą, dlatego najlepiej prezentowałem się w stroju Świętego Mikołaja.
Odwiedziłem kilka rodzin i samotnych osób. Takiej erupcji emocji, zarówno wśród obdarowanych, jak i wręczających, nie widziałem od bardzo dawna. Samotna matka opiekująca się niepełnosprawnym, czterdziestoletnim synem opowiadała o jego ogromnym podekscytowaniu oczekiwaniem na przyjazd wolontariuszy. Emocje były tak silne, że chłopak z tego wszystkiego… zasnął. Podczas tej opowieści nikt nie wstydził się łez, a zawartość paczek wzbudziła autentyczny zachwyt.
Kolejnym przystankiem był dom samotnego ojca wychowującego jedenastoletnią córkę. Jego historia, którą poznałem już nieco później, mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy. Matka trzech córek, gdy najmłodsza miała zaledwie rok, po prostu opuściła rodzinę. Najstarsze dzieci są już samodzielne, a marzeniem ojca było zorganizowanie wspólnej wieczerzy wigilijnej. Potrzebował stołu oraz zestawu garnków, by móc ugotować świąteczną kolację. Darczyńca aż ze Szwajcarii, za pośrednictwem koordynatora, przygotował paczkę. Rodzina otrzymała wszystkie potrzebne rzeczy, a dodatkowo jedenastolatka dostała piękny, wygodny fotel oraz wiele innych prezentów.
Dwaj chłopcy i ich rodzina, do których trafiliśmy później, otrzymali tyle darów, że do ich przewiezienia potrzebna była ciężarówka. Pralka, rower oraz mnóstwo pięknie zapakowanych prezentów wywołały ogromną radość. Dzieci były tak podekscytowane, że podczas rozpakowywania jeden z chłopców skaleczył się w palec, ale nawet o tym nie wspomniał. Szczęście na twarzach obu, gdy zobaczyli łyżworolki czy piłki, przekonałoby każdego, że pomaganie ma sens.
Nie zabrakło też sytuacji zabawnych lub dwuznacznych. Jeden z samotnych mężczyzn, dziarski niemal osiemdziesięciolatek, stwierdził krótko, że właściwie nie potrzebuje wsparcia. Chciałby jedynie, aby jedna z pań – tu, kierując wzrok na wolontariuszkę, trzeba przyznać, przedniej urody – dotrzymała mu towarzystwa, gdy inni już wyjdą. Przez dłuższą chwilę panowała konsternacja.
Wszędzie, gdzie byłem, a także z relacji innych wolontariuszy i strażaków z OSP, słyszałem to samo: emocje były ogromne. Jedni obdarowani okazywali radość bardzo spontanicznie, inni przyjmowali pomoc spokojniej, lecz widać było, że odwiedziny i otrzymane wsparcie zrobiły na nich ogromne wrażenie.
W rozmowach z wolontariuszami o znacznie większym stażu dowiedziałem się jednak, że w tej beczce miodu znajduje się też, może nie łyżka, ale łyżeczka dziegciu. Zdarzają się nieliczni darczyńcy, którzy wkładają do paczek stare, często brudne ubrania, przeterminowane konserwy czy niemal puste opakowania po produktach spożywczych lub środkach czystości. Regulamin Szlachetnej Paczki zobowiązuje obdarowanych do otwierania wszystkich paczek przy wolontariuszach. Nietrudno sobie wyobrazić, jak niezręcznie czują się wtedy wszyscy obecni.
Kolejnym problemem bywa ludzka zazdrość i zawiść. Jedna ze starszych pań mieszkająca w małej miejscowości poprosiła o dostarczenie paczek późnym wieczorem, aby sąsiedzi nie widzieli pomocy i nie wypominali jej później wsparcia. Inna zadzwoniła tuż przed Weekendem Cudów i odmówiła przyjęcia paczki, mówiąc wprost, że „sąsiedzi ją zagryzą”.
Takie historie również się zdarzają i niestety niewiele można na to poradzić.
Przekonałem się jednak, że mimo wszystko warto pomagać. Dobro naprawdę rodzi dobro, dlatego w przyszłym roku zaangażuję się w Szlachetną Paczkę jeszcze mocniej.
piotr, grafika: Szlachetna Paczka

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.