Przejdź do treści

Strażacy walczą z zalaniami

Strażacy z całego powiatu wałeckiego - zarówno zawodowi, jak i ochotnicy - wciąż walczą ze skutkami gwałtownych roztopów i intensywnych opadów deszczu, z jakimi mieliśmy do czynienia minionej nocy. W Kłosowie (gm. Wałcz) utworzyło się rozlewisko przypominające jezioro, natomiast w

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~3 min czytania 0 komentarzy


Strażacy z całego powiatu wałeckiego – zarówno zawodowi, jak i ochotnicy – wciąż walczą ze skutkami gwałtownych roztopów i intensywnych opadów deszczu, z jakimi mieliśmy do czynienia minionej nocy. W Kłosowie (gm. Wałcz) utworzyło się rozlewisko przypominające jezioro, natomiast w Jabłonowie wodę trzeba było wywozić beczkowozami, ponieważ jej wypompowywanie nie przynosiło efektów.


Topniejący śnieg w połączeniu z wcześniej zamarzniętą ziemią sprawił, że woda nie ma możliwości wsiąkania w grunt i spływa na jezdnie oraz posesje, powodując lokalne podtopienia.


– Dawno nie mieliśmy do czynienia z tak dużą liczbą interwencji. Działamy bez przerwy, choć zmęczenie strażaków jest już wyraźnie odczuwalne – mówi komendant PSP w Wałczu, st. kpt. Marcin Kulczyk. – Szczególnie trudna sytuacja panowała w gminach Tuczno i Mirosławiec oraz w zachodniej części gminy Wałcz. W Kłosowie będziemy budować obwałowanie, aby ochronić posesję zagrożoną przez wodę, mimo że od wielu godzin pracuje tam pompa wysokiej wydajności. Gdy wydawało się, że sytuacja została opanowana, ponownie zaczął padać deszcz, a poziom wody znów niebezpiecznie się podniósł. Poważnie było także w Jabłonowie, jednak tam strażacy kończą już działania.


Pracującym bez przerwy od wielu godzin strażaków w Kłosowie gmina Wałcz zapewniła ciepłe posiłki.


– Jesteśmy bardzo wdzięczni strażakom ze wszystkich jednostek OSP, którzy nieprzerwanie od godziny 13:00 w niedzielę ratują ludzkie mienie – mówi kierownik Referatu Ochrony Środowiska, Rolnictwa, Planowania Przestrzennego i Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Gminy Wałcz Przemysław Maksymowicz. – Z panem wójtem objechaliśmy dzisiaj całą gminę, z niepokojem obserwując straty wyrządzone przez wodę. Zalane posesje, piwnice i drogi można liczyć w dziesiątkach. Najpoważniejsza jednak sytuacja dotyczy Kłosowa, gdzie spływająca z pól woda wytworzyła kilkuhektrowe jezioro.


Z zalanego Mirosławca wodę trzeba było wywozić beczkowozami, ponieważ jej wypompowywanie do przepełnionej sieci nie przynosiło oczekiwanych efektów.


– Wydawało się, że wyszliśmy na prostą, ale niestety znowu zaczął padać deszcz i wszystko wskazuje na to, że czeka nas znowu dużo pracy – rozkłada ręce burmistrz Mirosławca Piotr Pawlik.


Strażacy ochotnicy z gminy Tuczno odnotowali dotąd około 25 zdarzeń. Działali także poza terenem swojej gminy – w Jabłonowie, gm. Mirosławiec.


– Najtrudniejsza sytuacja była w Jeziorkach i Lubieszy, gdzie zalanych zostało najwięcej posesji – informuje komendant gminny OSP Krystian Kudlak. – Sytuację udało się opanować i wszyscy strażacy wrócili już do swoich jednostek. Niestety znów zaczął padać deszcz, dlatego obawiamy się, że to jeszcze nie koniec działań związanych z podtopieniami.

Zdjęcia dzięki uprzejmości P. Maksymowicza i P. Pawlika. Dziękujemy.

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.