Przejdź do treści

Śmieci w górę

Na dzisiejszej (25 listopada) sesji Rady Miasta radni zdecydowali o podniesieniu stawki za odbiór odpadów. Od 1 stycznia mieszkańcy Wałcza za odpady segregowane zapłacą 45 zł od osoby zamiast dotychczasowych 40 zł. Kwestia ta wywołała najdłuższą dyskusję i najwięcej emocji,

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~6 min czytania 0 komentarzy


Na dzisiejszej (25 listopada) sesji Rady Miasta radni zdecydowali o podniesieniu stawki za odbiór odpadów. Od 1 stycznia mieszkańcy Wałcza za odpady segregowane zapłacą 45 zł od osoby zamiast dotychczasowych 40 zł. Kwestia ta wywołała najdłuższą dyskusję i najwięcej emocji, choć większość radnych przyznała, że trudno znaleźć inne rozwiązanie.

Jako pierwszy w dyskusji głos zabrał radny Maciej Goszczyński. Wskazał, że w ciągu siedmiu lat nie podjęto działań zmierzających do obniżenia stawek.

– Najwygodniej jest sięgać coraz głębiej do kieszeni mieszkańców – mówił. – Najprostszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem jest utworzenie spółki komunalnej zajmującej się odbiorem odpadów. W miastach, gdzie taki system działa, stawki są zdecydowanie niższe. Przykładem jest Chełm, gdzie opłata wynosi 19 zł od osoby, podczas gdy pan proponuje 45 zł.

Wiceprzewodnicząca Ewa Franaszek zauważyła, że niższe stawki w Chełmie wynikają m.in. z rzadszego odbioru odpadów w zabudowie jednorodzinnej oraz obecności cementowni, w której spalane są frakcje palne odpadów.

– W zabudowie jednorodzinnej odpady zmieszane są tam odbierane raz w miesiącu, podczas gdy u nas planowana jest zmiana harmonogramu na odbiór co dwa tygodnie w miesiącach zimowych. Drugą kwestią jest obecność cementowni na terenie Chełma, której my nie mamy, a warto się zastanowić, czy mieszkańcy chcieliby takiego zakładu ze wszystkimi konsekwencjami – oponowała wiceprzewodnicząca. – Na podstawie danych GUS za 2024 rok wydatki na zagospodarowanie odpadów komunalnych wzrosły w ciągu pięciu lat o ponad 70%, podczas gdy u nas stawka przez kilka lat wynosiła 35 zł i została podniesiona jedynie o 5 zł. Przy porównywaniu opłat należy brać pod uwagę lokalizację, rodzaj zabudowy, infrastrukturę oraz to, czy gmina ma własną spółkę, co nie daje jednak gwarancji niższych stawek. Są gminy z własnym odbiorem i wyższymi opłatami, jak chociażby Jelenia Góra, gdzie stawka wynosi 56 zł.

E. Franaszek zwróciła także uwagę na to, ile gminy dopłacają do systemu.

– Niska stawka często oznacza wielomilionowe dopłaty z budżetu. To kwestia naszej odpowiedzialności, bo niezagłosowanie za tą zmianą to jedynie przerzucenie kosztów. My produkujemy odpady i dopóki nie ograniczymy ich ilości, nie będzie możliwości zmniejszenia opłat – mówiła.

Małgorzata Zielonka-Rucińska poinformowała, że niskie stawki w Chełmie wynikają z obecności w mieście cementowni.

– Do cementowni trafiają odpady zmieszane. Najpierw podlegają mechaniczno-biologicznemu przetwarzaniu, dopiero później są sortowane. Następnie wydzielane są frakcje palne: plastik, papier nienadający się do recyklingu, tekstylia i lekkie odpady. Podczas spalania w cementowni te paliwa stanowią od 70% do 90%. Z tych paliw pozyskuje się energię – wyjaśniała.- Apropos częstotliwości wywozu odpadów, w gminie Mirosławiec odpady zmieszane w zabudowie jednorodzinnej odbierane są raz na dwa tygodnie. Raz na dwa tygodnie: Człopa, Trzcianka, Czarnków, Piła, Wyrzysk, Wronki, Goleniów.

Bogusława Towalewska stwierdziła, że samorząd powinien aktywniej zacząć poszukiwać rozwiązań oraz wykorzystać fakt oddziaływania parlamentarnego. Przypomniała, że sytuacja ma swoje źródło w 2013 roku, kiedy nałożono na samorządy bardzo trudne obowiązki, nie wskazując jednocześnie sposobów, jak sobie z nimi poradzić. Zaznaczyła, że w praktyce podzielono kraj na strefy wpływów wielkich firm i że obecnie ich gmina jest niemal całkowicie uzależniona od jednej z nich.

E. Franaszek zwróciła także uwagę na działania mające na celu uszczelnienie systemu. Poinformowała, że mieszkańcom wysłano 20 pism dotyczących nieprawidłowej segregacji odpadów na podstawie zgłoszeń przekazanych przez ATF. Dodała, że skierowano również 34 wezwania do złożenia wyjaśnień w sprawie podania nieprawdziwej liczby osób zamieszkałych w kontrolowanych deklaracjach, dotyczących zabudowy wielorodzinnej. Poinformowała, że stwierdzono rozbieżności w ilości zużytej wody w lokalach zamieszkałych przez jedną osobę lub deklarowanych jako niezamieszkałe oraz że wysłano pismo do ZWiK z pytaniem o stan zużycia wody w 151 lokalach mieszkalnych.

– Do przetargów ogłaszanych przez samorząd od wielu, wielu lat zgłasza się jedna firma i w zasadzie dyktuje warunki – mówił radny Krzysztof Piotrowski. – Samorząd, nie mając wyboru, musi się godzić na coraz wyższe koszty. Wylicza je w taki sposób, żeby mieszkańcy pokryli koszty wywozu odpadów. Jeżeli pojawia się niedobór środków, niestety pokrywa go samorząd, ale w tym momencie przestaje realizować podstawowe zadania wobec swoich mieszkańców, a przecież do tego został powołany. Kończy się to w jeden sposób: mieszkańcy zgłaszają uzasadnione potrzeby rozwojowe, a w budżecie powstaje dziura. Myślę, że wszyscy siedzący na tej sali obrad nie chcą żadnych podwyżek, bo nikt ich nie lubi. Cały czas wszystkie te koszty są przerzucane na konsumentów, a ci, którzy tak naprawdę wytwarzają najwięcej odpadów komunalnych, to producenci.

– To niezwykle ważna dyskusja. Ubolewam, że nie był pan nią zainteresowany na komisji, bo mogliśmy tam podyskutować – zwrócił się do radnego M. Goszczyńskiego burmistrz Maciej Żebrowski. – Przechodząc do konkretów: produkujemy jako Polacy około 375 kg odpadów rocznie na mieszkańca, co plasuje nas na końcu Europy; Wałcz produkuje już około 500 kg, czyli jesteśmy blisko średniej unijnej (511 kg). To pokazuje, że musimy mówić nie tylko o segregacji, ale przede wszystkim o ograniczaniu ilości odpadów. Stawki w kraju są zbliżone, problemem jest ilość produkowanych śmieci. Zgadzam się, że rozszerzona odpowiedzialność producenta to krok w dobrą stronę, choć budzi wątpliwości specjalistów. Brak jednoczesnego wprowadzenia systemu butelkomatów to błąd, który przerzuca koszty na mieszkańców. Uszczelniliśmy system z 20% braku zeszliśmy do 12%, co jest jednym z lepszych wyników w kraju. Decyzje o częstotliwości odbioru mają bezpośredni wpływ na koszty. Nie widzimy uzasadnienia dla tworzenia własnej spółki, bo to oznaczałoby wzrost wydatków. System musi się bilansować, a my jesteśmy jedynie pośrednikiem między mieszkańcem a firmami. Projektujemy nowy PSZOK, bo większa dostępność dla mieszkańców oznacza mniejsze koszty systemowe. W 2020 roku płaca minimalna wynosiła 2600 zł, dziś to około 4800 zł, a udział opłat za odpady w niej jest procentowo niższy niż wcześniej. Nikt nie chce podwyżek, ale koszty pracy i funkcjonowania firm rosną. Przerzucanie ich na konsumenta jest najprostsze, ale staramy się system uszczelniać i edukować. Odważną, ale skuteczną decyzją byłoby powstanie spalarni lub biogazowni, co obniżyłoby koszty. W Europie takie instalacje funkcjonują w centrach miast. Musimy odczarować myślenie i naciskać na rząd, by ograniczyć nielegalny transport odpadów i przerzucić większą odpowiedzialność na producentów. Mówimy dziś o wzroście o 5 zł po dwóch latach, czyli 2,50 zł rocznie. Im mniej odpadów będziemy produkować, tym mniej za nie zapłacimy.

Po długiej dyskusji ostatecznie uchwała została przyjęta większością głosów.

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.