Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych kamienic w Wałczu. A jednak to właśnie tam, dzień po dniu, ktoś małymi krokami uczy się samodzielności. Funkcjonowania w codziennym życiu. Budowania relacji międzyludzkich. Przełamywania barier. Wzmacniania wiary we własne możliwości… Weszliśmy.
Bez pośpiechu
To przyjazna kamienica (dosłownie i w przenośni) zwana urzędniczo mieszkaniem wspomaganym. Są tu warunki zbliżone do domowych. Cel jest jeden: przygotować lokatorów do prowadzenia samodzielnego życia i włączenia się do uczestnictwa w życiu społecznym. Trudno to zrozumieć komuś z zewnątrz. Bo jak się „wyrabia umiejętności i nawyki życia codziennego”? Jak się „aktywizować społecznie i zawodowo”? Jak „racjonalne gospodarować własnym budżetem”? Albo jak „prowadzić samokontrolę stanu zdrowia i kondycji psychicznej”? Właśnie. No jak?!
Ta kamienica jest i… nie jest instytucją w klasycznym rozumieniu tego słowa. To dom, w którym każdy mieszkaniec ma nie tylko swoją przestrzeń, ale też obowiązki i cele do zrealizowania.
W czterech lokalach (dwóch dwuosobowych i dwóch pięcioosobowych) mieszkają ludzie, którzy nie byli wcześniej w stanie funkcjonować w pełni samodzielnie. Z różnych powodów. Teraz mogą przy wsparciu opiekunów i specjalistów, uczyć się tego, co dla nas jest zwykłą codziennością: gotować, sprzątać, robić zakupy, planować wydatki, iść na zakupy…
– Mieszkanie wspomagane ma za zadanie jak najlepiej przygotować mieszkańców do samodzielnego życia. Uczymy ich nie tylko podstawowych czynności, ale też odpowiedzialności, planowania, dbania o siebie i relacje z innymi – fachowo i krótko tłumaczy koordynatorka Przyjaznej Kamienicy Natalia Jach. – To proces. Każdy z mieszkańców ma swoją historię i swoje tempo. Naszym zadaniem jest to tempo uszanować i mądrze wspierać.
Codzienność, która buduje
Dzień w Przyjaznej Kamienicy zaczyna się tak jak wszędzie. Jedni stąd wychodzą rano do Warsztatów Terapii Zajęciowej przy ul. Południowej, inni kierują się do Środowiskowego Domu Samopomocy przy ul. Nowomiejskiej, jeszcze inni pierwszą część dnia spędzają w Zakładzie Aktywności Zawodowej na ul. Wroniej, gdzie pracują i w dziennym oddziale psychiatrycznym. Ci, którzy pozostają w kamienicy, uczą się. Nie matematyki, polskiego, nazw geograficznych i fikołków. Ale jak prawidłowo przygotować posiłek czy po prostu uporządkować przestrzeń wokół siebie. Niby banał. Niby proste. Nie dla każdego. Na szczęście mają obok siebie opiekunów, którzy wskazują, pomagają, doradzają i uczą jak samodzielnie żyć.
Lokatorzy
Pan Krzysztof mieszka tu od blisko roku. Z dumą oprowadza po swoim pokoju i, zerkając przez okno na ulicę, opowiada o swojej nowej codzienności.
– Dobrze mi się tu mieszka. Przyszedłem, żeby nauczyć się życia i naprawdę mi się to podoba. W domu wszystko chciał za mnie robić tata, który zajmował się mną po śmierci mamy. A ja chciałem się usamodzielnić. Tu jest sprzątanie, gotowanie, wszystko. Najbardziej podoba mi się to, że można się zaprzyjaźnić. Dogaduję się ze wszystkimi i robię postępy, jeśli chodzi o gotowanie i sprzątanie – zapewnia z wyraźną dumą.
Udaje nam się jeszcze pogadać z Marcinem. Jest jednym z pierwszych lokatorów Przyjaznej Kamienicy. Już jako dorosły w wyniku choroby stracił wzrok. Podkreśla, że decyzję o wprowadzeniu się tutaj podjął z myślą o niezależności, której mu bardzo brakowało.
– W domu rodzice wszystko robili za mnie. A ja chciałem nauczyć się zakupów, gotowania i sprzątania. Tutaj sam to ogarniam. A współlokatorzy? Dogadujemy się, nie ma kłótni. Jak czegoś brakuje, to jeden kupi, potem drugi i tak po kolei – opowiada. – Dbamy o siebie nawzajem i wspieramy się na co dzień. Nie żyjemy tu jak grupa przypadkowych lokatorów w zwykłej kamienicy, ale jak przyjaciele. Jak rodzina.
Wsparcie
Każdy mieszkaniec Przyjaznej Kamienicy objęty jest wsparciem przez minimum trzy godziny dziennie, siedem dni w tygodniu. Opiekunowie oraz koordynator mieszkania pomagają. Wskazują drogę. Pokazują możliwości.
– To nie jest wyręczanie, ale towarzyszenie. Chodzi o to, by mieszkańcy poczuli, że potrafią i że mogą decydować o sobie. Mimo że nie mamy określonych ram czasowych pobytu, naszym celem jest, aby poszli w świat i potrafili samodzielnie załatwiać sprawy urzędowe i zdrowotne, funkcjonując jak każdy „zwykły”, pełnoprawny obywatel. My jesteśmy tylko obok. Nie przed, nie za, tylko obok. Prowadzimy, pokazujemy różne możliwości, a oni wybierają to, co im odpowiada i co jest dla nich osiągalne – zaznacza Natalia Jach. – Największą satysfakcją są momenty, kiedy widzimy, że czynności, które wcześniej sprawiały mieszkańcom trudność, stają się dla nich rutyną. Mamy swoje sukcesy. Niektórzy z naszych podopiecznych, którzy spędzili tu dwa lub trzy lata, usamodzielniają się, wychodzą w świat i zaczynają żyć na własny rachunek. To nie jest tak, że przez całe życie są skazani wyłącznie na wsparcie rodziców czy opiekunów. Chodzi o to, by zdobyli umiejętności, które pozwolą im funkcjonować również wtedy, gdy zabraknie bliskich. Prowadzimy rozmowy z rodzicami, dla których jest to często trudne. Boją się wypuścić swoje dzieci z domu, mając świadomość ich ograniczeń. Dlatego staramy się włączać rodziny w życie naszej kamienicy. Siadamy wspólnie przy jednym stole i świętujemy urodziny. Jesteśmy otwarci na rodzinę i zawsze do dyspozycji, jeśli pojawia się potrzeba rozmowy lub wsparcia.
Wspólnota
Ważnym elementem życia kamienicy są wspólne wyjścia i działania integracyjne. Wyjścia do kina, warsztaty, wspólne gotowanie w każdy weekend czy spotkania przy herbacie budują poczucie wspólnoty i przynależności.
– Bardzo lubimy spędzać czas razem przy planszówkach czy muzyce. Wychodzimy do kina, jeździmy do teatru, uczestniczymy w miejskich imprezach. Chcemy, by tutejsi mieszkańcy nie zamykali się w czterech ścianach, ale korzystali z życia, poznawali świat i czuli się jego pełnoprawną częścią – mówi koordynatorka. – Nie odpuścimy żadnej okazji do zabawy, organizujemy nawet dożynki. Z ogromną radością celebrujemy urodziny. Wielu naszych mieszkańców… wcześniej w ogóle ich nie obchodziło.
Kontrakt
W Przyjaznej Kamienicy mieszkańcy uczą się, jak radzić sobie z codziennymi wyzwaniami, dbać o zdrowie, emocje i relacje społeczne.
– Co pół roku spotykamy się indywidualnie z każdą osobą, aby wspólnie analizować postępy, trudności oraz wyznaczać kolejne cele. Natomiast raz w roku, podczas spotkania z pracownikiem socjalnym, podejmowana jest decyzja pozytywna bądź negatywna o podpisaniu kolejnego kontraktu mieszkaniowego, który umożliwia pozostanie w Kamienicy lub jego rozwiązanie. Takie okresowe oceny dają mieszkańcom wgląd w to, co my zauważamy, a nam pozwalają poznać ich perspektywę. Wspólnie ustalamy, czy potrzebny jest jeszcze czas na pracę w określonych obszarach, czy coś jest już ugruntowane i możemy działać dalej – wyjaśnia koordynatorka. – Wiele zależy od indywidualnych predyspozycji i kondycji, w jakiej osoby do nas trafiają. Niektórzy niosą ze sobą bardzo trudny bagaż doświadczeń, a my często musimy walczyć z systemem, aby umożliwić im dostęp do terapii i wsparcia psychologa czy seksuologa. Tworzymy atmosferę, w której mieszkańcy czują się bezpiecznie, są wysłuchani i szanowani.
W większości mieszkań treningowych opieka nad mieszkańcami jest stała. Przyjazna Kamienica w Wałczu to… ewenement. Oczywiście koordynatorka jest pod telefonem 24 godziny na dobę. I choć zdarzały się telefony w środku nocy, mieszkańcy nauczyli się wiele problemów rozwiązywać we własnym zakresie. I o to właśnie chodzi!
– Ludzie często pytają: „Jak to? Oni zostają sami?”. Tak, a dlaczego nie? Od pięciu lat jeszcze nie spłonęliśmy, więc chyba to działa. Dzięki temu uczą się funkcjonować bez nas. Bo jeśli celem jest usamodzielnienie, nie można cały czas roztaczać nad nimi parasola ochronnego, to mija się z celem – zaznacza koordynatorka. – Gdy pomoc jest dostępna na każde skinienie, człowiek myśli: „a co tam, ktoś za mnie załatwi”. A życie tak nie wygląda. Chcemy, żeby próbowali sami. Jeśli wydarzy się coś drobnego, nie wołają od razu opiekuna, tylko kombinują, szukają rozwiązań. I to przynosi efekty. Zdarzało się, że słyszeliśmy następnego dnia: „Słuchaj, zrobiłem tak, jak mnie uczyliście i zadziałało”. Takich miejsc powinno być znacznie więcej, bo dają ludziom realną szansę nauczyć się życia.
zbk, fot. prywatne archiwum Przyjaznej Kamienicy





Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.