Po kiepskim meczu i domowym remisie ze spadkowiczem z Kamienia Pomorskiego na cienkim włosku zawisł 4-ligowy byt wałeckiego Orła. W ostatniej kolejce nic już nie będzie zależeć od zespołu trenera Romana Michorka – jeśli Błękitni II Stargard wygrają ze zdegradowaną już Iną Goleniów, albo Mechanik Bobolice zdobędzie komplet punktów w meczach z (na całe szczęście!) ciągle walczącymi o awans Bałtykiem Koszalin i Iskierką Szczecin, to jesienią wałecki klub będzie występować w okręgówce…
Orzeł Wałcz – Gryf Kamień Pomorski 2-2 (0-1)
Orzeł: Kanduła – Antoniak, Hermanowicz, Trzmiel, Patrzek – Mularczyk, Riccio, Lisowski (46′ Wołejko), Ściurkowski – Soetan (62′ Rohs), Kijewski (79′ Kasperek).
Bramki dla Orła: Mularczyk (63′), Rohs (66′)
Niedzielny mecz toczył się w odświętnej atmosferze. Na trybunach zjawiła się wyjątkowo liczna grupa kibiców – nie tylko chętnych do oglądania arcyważnego spotkania, ale także najmłodszego pokolenia kibiców oraz ich opiekunów, biorących udział w starannie przygotowanych klubowych obchodach Dnia Dziecka. Atrakcji nie brakowało przed meczem, w przerwie i po jego zakończeniu – zarówno na boisku, jak i poza nim, ale niestety najwięcej powodów do radości miały w niedzielę dzieciaki, a nie tak miało być…
Wyniki w ostatnich kolejkach ułożyły się nadzwyczaj korzystnie dla walczącej o utrzymanie drużyny Orła, jednak wałecki zespół robił niestety wiele, by nie skorzystać z okazji. Szczególnie bolesne były straty punktów w meczach z zespołami z dołu tabeli, zwłaszcza domowa porażka z Iną Goleniów, czy remis z Błękitnymi w Stargardzie sprzed kilku dni. Przed niedzielnym spotkaniem ze zdegradowanym już Gryfem Kamień Pomorski nadal jednak wszystko było w nogach i głowach (a w przypadku Kanduły również w rękach…) wałeckich piłkarzy. Warunek był tylko jeden: należało koniecznie zdobyć trzy punkty. To zadanie najwyraźniej jednak przerosło piłkarzy Orła.
Już po kilku akcjach stało się jasne, że nie będzie to łatwy mecz. Grający już tylko o honor goście wcale nie zamierzali ograniczać się tylko do obrony, a że defensywa Orła nie stanowiła w niedzielę monolitu (i jest to najłagodniejsze z możliwych do użycia sformułowań…), więc ku rozczarowaniu wałeckich kibiców gra toczyła się głównie w środku pola, skąd przyjezdni wyprowadzali groźne ataki, wykorzystując szybkich zawodników na obydwu skrzydłach. Gospodarzom mecz wyraźnie się nie układał. Piłkarze Orła grali wolno i czytelnie, a w ich poczynaniach brakowało determinacji, która niewątpliwie powinna cechować walczący o być albo nie być zespół. Szybcy i grający bez presji goście zbyt łatwo przedostawali się na przedpole Orła i na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. Już w 9. minucie akcja gryfitów lewą stroną zakończyła się płaskim zagraniem pomiędzy bramkarza i obrońców Orła. Żaden z wałeckich zawodników nie potrafił wybić piłki, z czego skwapliwie skorzystał zamykający akcję Jędrzejczak, który lekko zmienił kierunek przemieszczania się piłki i ta wturlała się do bramki obok zaskoczonego Kanduły. Na trybunach zapadła cisza…
Wałczanie doszli do siebie dopiero po kilku minutach i choć nadal nie dało się powiedzieć, że zdominowali mecz, to jednak stworzyli kilka sytuacji pod bramką gości, jednak dobrze dysponowany bramkarz Gryfa stanowił dla nich barierę nie do przebycia. W 17. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła w poprzeczkę bramki przyjezdnych. Minutę później Riccio oddał strzał z pola karnego, jednak piłka po rykoszecie w niewielkiej odległości minęła słupek, a po rzucie rożnym Trzmiel strzelił głową w sam środek bramki.
W 32. minucie przyjezdni wysłali kolejny sygnał ostrzegawczy. Szybka kontra prawą stroną zakończyła się następnym zagraniem wzdłuż bramki i przed stratą gola gospodarzy uratował wybiciem na wślizgu Hermanowicz.
W 37. minucie po zagraniu z głębi pola na czystą pozycję wychodził Kijewski, który został nieprzepisowo powstrzymany przez jednego z gości. Sędzia ukarał sprawcę tylko żółtą kartką, a Ściurkowski trafił z wolnego w mur.
W 40. minucie znów zrobiło się gorąco pod bramką Orła – strata na swojej połowie zakończyła się rajdem prawą stroną, wycofaniem piłki do nadbiegającego napastnika i mocnym strzałem z dość ostrego kąta, z którym dobrze poradził sobie Kanduła.
W drugiej połowie w zespole Orła w miejsce Lisowskiego na placu gry pojawił się Wołejko i dało to chwilowy efekt w postaci przyspieszenia akcji gospodarzy. W 47. minucie po wymianie piłki ze Ściurkowskim Patrzek mocno strzelił z 10 metrów na bramkę Gryfa, jednak kąt był ostry, a uderzenie mocno chybione.
A w 58. minucie trybuny znów zamarły. Składna akcja gryfitów zakończyła się strzałem na bramkę, który zasłonięty Kanduła odbił do boku. Niestety, stał tam kolejny zawodnik Gryfa, ale bramkarz Orła obronił i to uderzenie, jednak przy kolejnej dobitce był już bezradny. Najważniejsze pytanie dotyczyło tego, gdzie w tym momencie byli i co robili obrońcy Orła?
Dopiero to wydarzenie sprowokowało gospodarzy do gry z takim zaangażowaniem, jakie powinno ich cechować od samego początku meczu. Sprawy w swoje ręce wziął wreszcie Mularczyk, który kilka razy bezskutecznie próbował szarżować prawą stroną boiska, aż w końcu 63. minucie minął kilku zawodników gości i zza pola karnego w swoim stylu strzelił pod poprzeczkę poza zasięgiem bramkarza Gryfa.
Nie minęły trzy minuty, kiedy Mularczyk spróbował kolejnej szarży w polu karnym gości. Tym razem jednak nominalny skrzydłowy Orła nie strzelał, tylko podał do wprowadzonego kilka minut wcześniej Rohsa, a ten ułożył sobie piłkę i huknął z kilkunastu metrów. Futbolówka odbiła się najpierw od wewnętrznej części poprzeczki, potem od ziemi, by w końcu ugrzęznąć w siatce bramki Gryfa. Gol-marzenie, ale niestety w piłce nożnej nie przyznaje się dodatkowych punktów za wrażenia artystyczne i na tablicy wyników był remis – tylko i aż…
Do ostatniego gwizdka pozostawało jednak około pół godziny gry i tyle samo nadziei wałeckich kibiców. Piłkarze Orła wprawdzie na dobre przejęli inicjatywę w meczu, ale nie przełożyło się to ani na ilość, ani na jakość stwarzanych sytuacji do oddania strzału. O wiele groźniejsze wydawały się kontry w wykonaniu gości, którzy chętnie korzystali z przestrzeni, które pojawiały się na boisku w wyniku zaangażowania w akcje ofensywne dużej liczby piłkarzy Orła. Na szczęście Kanduła i defensorzy Orła potrafili wyjść obronną ręką z kilku poważnych opresji, a gryfici z każdą kolejną minutą bardziej myśleli o utrzymaniu korzystnego dla siebie wyniku, niż o wywiezieniu z Wałcza trzech punktów i wobec niemocy gospodarzy wynik meczu już się nie zmienił.
Po ostatnim gwizdku sędziego radość przeżywały jedynie dzieciaki, dla których przygotowana była zabawa w pianie, a piłkarze Orła powoli szli do szatni ze smutnymi minami. Świadomość straconej szansy musiała być przygnębiająca, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że zrobili o wiele za mało, by mieć się z czego cieszyć. Jeśli już, to z doprowadzenia do remisu, bo długo nawet na to nic nie wskazywało…
Co teraz? Nadzieja jeszcze nie umarła, bo Orzeł ma po 33. kolejce 30 punktów i zajmuje 12. miejsce. O punkt więcej mają Błękitni II Stargard, którzy są na ostatnim bezpiecznym, 11. miejscu w tabeli. Za mecz, którego nie będzie, z wycofaną z rozgrywek Gavią Choszczno w ostatniej ligowej kolejce, Orzeł otrzyma 3 punkty i będzie ich miał na koncie 33. Błękitni natomiast zagrają u siebie z Iną Goleniów, która ma w tej chwili tylko o jeden punkt mniej od Orła i zajmuje w tabeli 13. miejsce. Ina jest więc już de facto spadkowiczem. Jeśli piłkarze ze Stargardu z nią wygrają, to pozostaną w 4. lidze. Ich porażka lub remis premiują Orła. Ale to nie koniec – matematycznych szans na utrzymanie nie stracił jeszcze Mechanik Bobolice, który ze względu na zalanie boiska w Szczecinku, gdzie rozgrywa swoje domowe mecze, przełożone zostało spotkanie 33. kolejki z Bałtykiem Koszalin. W 34. kolejce boboliczanie pojadą na mecz do Szczecina na mecz z Iskierką. Gdyby Mechanik wygrał obydwa te spotkania, to z 34 punktami wskoczyłby w tabeli przed Orła – tyle tylko, że zarówno Bałtyk, jak i Iskierka ciągle walczą o bezpośredni awans lub udział w barażach o 3. ligę, więc wywalczenie przez boboliczan kompletu punktów w tych meczach graniczyłoby z cudem.
Nadzieje Orła na zachowanie 4-ligowego statusu dotyczą również tego, że według niepotwierdzonych, ale szeroko kolportowanych informacji, po spadku z 3. ligi Wybrzeże Rewalskie Rewal zrezygnuje z występów w 4. lidze i przystąpi do rozgrywek w klasie okręgowej. Nie wiadomo jednak, ile jest w tych plotkach prawdy, a ile zwyczajnego chciejstwa…
Tomasz Chruścicki
Zaorac sprzedać ziemię deweloperom!
Winę za przegrany mecz należy przypisać tylko i wyłącznie pełnemu agresji trenerowi i jego decyzji odnośnie ustawienia zawodników. Piłkarze nie mają sobie nic do zarzucenia, walczyli dzielnie.. mimo przekleństw z ust trenera. Wszystko było słychać nawet na trybunach, wstyd 🙁