Po ostatniej sesji Rady Miasta Wałcz w przestrzeni publicznej pojawił się temat możliwej budowy nowego stadionu w Wałczu. Informacja o tym znalazła się w sprawozdaniu o realizacji miejskich inwestycji w I kwartale br. jako zadanie pod nazwą „opracowanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej budowy Stadionu Miejskiego w Wałczu”. Wywołało to wątpliwości radnej Bogusławy Towalewskiej, która złożyła w tej sprawie interpelację.
Pełną treść interpelacji, złożonej przez Bogusławę Towalewską, można znaleźć na profilu facebookowym prowadzonym przez radną. Ogólnie mówiąc, zastrzeżenia sformułowane przez byłą burmistrz Wałcza dotyczą m.in. braku:
– analizy finansowej planowanej inwestycji i kosztów utrzymania stadionu po jego wybudowaniu
– konsultacji społecznych, dotyczących budowy nowego stadionu w Wałczu,
– zapoznania radnych z tym projektem na posiedzeniach komisji.
Radną interesuje również sposób zagospodarowania terenu obecnego stadionu po wybudowaniu nowego.
W bezpośredniej rozmowie radna podtrzymała swoje wątpliwości, dotyczące planowanej przez miasto inwestycji.
– Zastrzegam jednak, że nie jestem przeciwniczką nowej lokalizacji stadionu – mówi B. Towalewska. – Uważam, że miasto powinno mieć porządny stadion, odpowiadający współczesnym standardom, a obecny ich nie spełnia. Chodzi mi przede wszystkim o to, że tak poważny temat pojawił się nagle i został przez burmistrza niejako „schowany” w materiałach na sesję. Przyznam, że ja sama początkowo nie zorientowałam się, że chodzi o budowę nowego obiektu, a nie o remont dotychczasowego stadionu. Chodzi przecież o inwestycję, która pochłonęłaby bardzo duże środki z budżetu miasta oraz o bardzo atrakcyjne grunty w centrum miasta, które zwolniłyby się po przeniesieniu stadionu na nowe miejsce. Bardzo jestem ciekawa, jakie byłoby ich przeznaczenie. Uderzyło mnie również to, że miasto wydaje już pieniądze na projekt nowego stadionu, podczas gdy do tej pory nie ma nawet prawa własności do gruntów, gdzie miałby on powstać. Jak do tej pory, teren należy do skarbu państwa.
Warto przy okazji przypomnieć, że temat budowy nowego lub remontu starego stadionu w Wałczu ma dość długą historię. Wybudowany w 1961 roku obiekt lata świetności ma już dawno za sobą, i jest to najłagodniejsze z możliwych określeń, co potwierdzi każdy, kto choć raz zasiadł na trybunach wałeckiej świątyni dziś już tylko futbolu, a wcześniej również lekkoatletyki. Koncepcja gruntownej modernizacji stadionu pojawiła się już w czasie jednej z pierwszych kadencji burmistrza Zdzisława Tuderka. Powstał projekt budowy nowego obiektu piłkarsko-lekkoatletycznego z trybunami na ok. 3,5 tysiąca miejsc, oświetlonego, wyposażonego w tartanowe bieżnie, rzutnie i skocznie, na których możliwe byłoby rozgrywanie zawodów lekkoatletycznych na mistrzowskim poziomie. Projekt był już wtedy skrojony ponad miarę, bo lekkoatletykę w tamtych latach uprawiało w Wałczu najwyżej kilkadziesiąt osób, a Orzeł systematycznie osuwał się w futbolowej hierarchii, co skutkowało tym, że na jego mecze przychodziło coraz mniej kibiców (obecnie na trybunach, a właściwie na jednej, zasiada od 100 do 300 osób). Z tych nadambitnych planów nic nie wyszło, a projekt trafił do archiwum.
Swoją historię ma także pomysł przeniesienia stadionu na tzw. Marianowo, czyli teren przy ul. Wojska Polskiego, położony naprzeciwko dawnej 2 Brygady Zmechanizowanej, a obecnie m.in. Akademii Nauk Stosowanych w Wałczu i jednostki Żandarmerii Wojskowej. Przed kilkunastoma już laty wpadł na niego były prezes Orła oraz Koszalińskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Maciejasz. Mowa była wtedy o jednym boisku, lekkich, niewielkich trybunach na konstrukcji stalowej oraz trawiastej płycie boiska. Miało być tanio i szybko. Także i ta idea nie doczekała się jednak realizacji.
Z biegiem lat stadion z 1961 roku niszczał coraz bardziej. Na jego utrzymanie w budżecie miasta zawsze brakowało pieniędzy, więc nic dziwnego, że bieżnia z ceglanej mączki coraz bardziej zarastała trawą i chwastami, a dziś praktycznie nie ma po niej śladu – podobnie jak po skoczniach i rzutniach. Lekkoatleci wynieśli się ze stadionu na dobre (bo nie mieli innego wyjścia), a należącym do MOSiR-u obiektem zaczęli zarządzać wyłącznie piłkarze. Ci dbali nie tylko o płytę boiska, ale również utrzymywali przy życiu budynek socjalny, w którym mieści się siedziba KS Orzeł. Drobne remonty wykonywane były również wcześniej, ale zwłaszcza po przejęciu władzy w klubie przez Adama Łukaszewicza, a od niedawna przez jego żonę Annę, budynek wyraźnie zyskał na funkcjonalności i schludności.
– Praktycznie wszystkie prace w budynku wykonywane były społecznie, przez działaczy i przyjaciół Orła, wśród których są także byli piłkarze – opowiada A. Łukaszewicz. – Teraz obiekt może nie spełnia wszystkich oczekiwań, ale na pewno już bez wstydu możemy przyjmować w nim zespoły gości, a przede wszystkim nie ma zagrożenia, że sufit spadnie komuś na głowę, a był taki moment, że niestety mogło się to zdarzyć.
Nie da się tego samego powiedzieć o trybunach, które po dziesiątkach lat użytkowania są w opłakanym stanie. Kruszy się betonowa konstrukcja i schody, a plastikowe ławki – niegdyś białe – nie zachęcają do siedzenia. Dalszy opis byłby kopaniem leżącego i nie wniósłby do tematu niczego pozytywnego.
– Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak wygląda stadion, siedziałam na trybunach raz czy dwa – mówi B. Towalewska. – Doceniam znaczenie sportu, chociaż rzeczywiście nie jestem wielkim kibicem. W mojej ocenie były wtedy w mieście inne ważne sprawy, na które potrzebne były pieniądze.
Za jej kadencji Orzeł na pewno nie był na liście priorytetów, ale miasto kupiło m.in. elektroniczny zegar na stadion, a przede wszystkim zwiększyło kwotę dofinansowania, które pomogło klubowi w awansie z okręgówki do 4. ligi.
O wiele częściej na stadionie bywają obecny burmistrz Wałcza Maciej Żebrowski oraz jego zastępca Adam Biernacki. Miasto pomogło klubowi finansowo i organizacyjnie w bardzo trudnym dla Orła momencie i wspiera go zresztą do dzisiaj. Stadion to jednak inny temat, choć nierozerwalnie związany z Orłem. Poza wszystkim innym, dotychczasowy stadion stał się na potrzeby Orła za duży. Już za kadencji B. Towalewskiej mówiło się o tym, że tak naprawdę teren pomiędzy al. 1000-lecia a trybuną, nazwijmy ją północno-wschodnią wraz z miejscem, gdzie kiedyś było boisko do koszykówki, można zagospodarować na cele niezwiązane ze sportem.
– Był taki pomysł – potwierdza B. Towalewska. – Nie bardzo jednak było wiadomo, jak ten teren wykorzystać i nic z tego nie wyszło.
Maciej Żebrowski zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej czy później trzeba się będzie zmierzyć z problemem miejskiego stadionu: albo wyremontować dotychczasowy, albo zbudować nowy.
– To temat wymagający odpowiedzialnego podejścia i spokojnego procedowania – mówi burmistrz. – Dziś możemy mówić o kierunku działań i o przygotowaniach, natomiast na tym etapie byłoby jeszcze zbyt wcześnie, by przesądzać wszystkie szczegóły inwestycji. Nie chcę dziś składać deklaracji, które mogłyby wyprzedzać fakty, bo procedury formalne wciąż trwają. Mogę jednak powiedzieć jasno: od dłuższego czasu analizujemy przyszłość stadionu miejskiego i przygotowujemy się do tej inwestycji.
Przedstawiciele miasta mają świadomość, że obecny obiekt nie może funkcjonować w nieskończoność w swoim aktualnym stanie. Rozważane były różne warianty, w tym także modernizacja dotychczasowego stadionu.
Temat był konsultowany z klubem, zarówno z poprzednim prezesem, jak i z obecnym. Wszyscy są tu zgodni co do jednego: stary stadion musi funkcjonować do momentu wybudowania nowego. Nie może dojść do sytuacji, w której dotychczasowy obiekt przestanie pełnić swoją rolę, zanim mieszkańcy i sportowcy otrzymają nowy.
– Na dziś wykonaliśmy już konkretne działania przygotowawcze – mówi M. Żebrowski. – Odbyliśmy rozmowy z ministrem sportu, od którego uzyskaliśmy wstępną deklarację dofinansowania inwestycji na poziomie połowy kosztów kwalifikowanych. Jednym z podstawowych warunków ubiegania się o te środki jest jednak posiadanie projektu nowego stadionu, dlatego zleciliśmy przygotowanie dokumentacji. Prace projektowe są już zaawansowane, ale ich pełne zakończenie uzależnione jest od uregulowania kwestii własności gruntu, na którym obiekt miałby powstać. W tym zakresie otrzymaliśmy deklarację ze strony dowódcy 1. RBLog dotyczącą nieodpłatnego przekazania miastu około 20 hektarów gruntów położonych na tzw. Marianowie. Ostateczna decyzja należy jednak do Ministerstwa Obrony Narodowej i na tempo tego procesu samorząd nie ma bezpośredniego wpływu. Decyzja miała zapaść do końca ubiegłego roku, tymczasem zbliżamy się już do kwietnia i nadal jej nie ma. Dlatego poprosiliśmy o wsparcie posła Pawła Suskiego oraz wiceministra obrony narodowej Stanisława Wziątka.
Jak zapewnia M. Żebrowski celem jest pełne przygotowanie inwestycji od strony formalnej, aby w momencie uzyskania prawa do gruntu można było dokończyć projekt i wystąpić o dofinansowanie. Jak podkreśla, nie ma możliwości skutecznego ubiegania się o środki zewnętrzne bez gotowej dokumentacji.
Nowy stadion ma mieć charakter piłkarsko-lekkoatletyczny. W planach są dwa boiska: główne i treningowe a także bieżnie, sztuczne oświetlenie, zadaszone trybuny, budynek socjalno-szatniowy, ogrodzenie oraz odpowiednia liczba miejsc parkingowych. Realizacja inwestycji mogłaby potrwać około trzech lat od momentu rozpoczęcia budowy.
– O kosztach nie chciałbym jeszcze dziś przesądzać, ale z całą pewnością byłaby to inwestycja wymagająca znacznych środków – przyznaje burmistrz. – W budżecie miasta byłoby to duże wyzwanie, dlatego analizujemy różne możliwości finansowania, w tym etapowanie inwestycji oraz częściowe pozyskanie środków ze sprzedaży części gruntów zajmowanych obecnie przez stadion.
O wyrażenie opinii na ten temat poprosiliśmy również działacza Orła Adama Łukaszewicza.
– Decyzja nie należy do nas, więc nie będę się do niej odnosił – zastrzega poprzedni prezes klubu. – Mam tylko nadzieję, że przy jej podejmowaniu miasto uwzględni potrzeby Orła i w w ogóle wałeckiej piłki.
Wśród kibiców, z którymi rozmawialiśmy o możliwych przenosinach stadionu, przeważały ostrożne i pozytywne opinie, a nikt otwarcie pomysłu nie skrytykował.

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.