Przejdź do treści

Pożegnanie z Pucharem Polski

Wałecki Orzeł jako ostatni reprezentant powiatu wałeckiego pożegnał się z tegorocznymi rozgrywkami o Puchar Polski. Po niezbyt emocjonującym meczu podopieczni trenera Michorka ulegli w środę 8 kwietnia 3-ligowej Kluczevii Stargard 0-4. Mimo zimnych i dość silnych podmuchów wiatru mecz z

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~4 min czytania 0 komentarzy


Wałecki Orzeł jako ostatni reprezentant powiatu wałeckiego pożegnał się z tegorocznymi rozgrywkami o Puchar Polski. Po niezbyt emocjonującym meczu podopieczni trenera Michorka ulegli w środę 8 kwietnia 3-ligowej Kluczevii Stargard 0-4.

Mimo zimnych i dość silnych podmuchów wiatru mecz z 3-ligowcem ze Stargardu ściągnął na trybuny wałeckiego Stadionu Miejskiego dość liczne grono kibiców liczących na to, że gospodarze zdołają postawić się grającym o klasę wyżej rywalom. Oprawa tego spotkania była odświętna – piłkarzom obydwu drużyn w drodze na boisko towarzyszyli adepci MUKS Orzeł 2010 Wałcz pod kierunkiem trenera Marka Skonieczki.

Szkoleniowiec Orła R. Michorek, być może mając w perspektywie bardzo ważny mecz ligowy – jeden z najważniejszych w kontekście walki o zachowanie przez Orła 4-ligowego statusu – postanowił dać odpocząć kilku doświadczonym piłkarzom i od pierwszego gwizdka posłał w bój rzadziej występujących graczy. Na ławce rezerwowych zasiedli więc m.in. Mularczyk, Ściurkowski i Jaworek, za to linię pomocy tworzyli młodzieżowcy: Rohs, Leśny i Karol Suślik, uzupełnieni przez Trzmiela i grającego nieco wyżej Kasperka. Kibice z radością i nadziejami przyjęli powrót do gry po pechowym urazie odniesionym w czasie zimowej przerwy kapitana Orła Marka Hermanowicza, któremu na środku obrony partnerował Osaka, a po bokach biegali Antoniak i Patrzek. Jako napastnik wystąpił Kijewski, a w bramce zagrał Kanduła.

Trzeba przyznać, że początek meczu w wykonaniu gospodarzy wyglądał dość obiecująco. To oni jako pierwsi stworzyli sytuację strzelecką po akcji lewą stroną, zakończonej dośrodkowaniem Patrzka prosto na głowę Kasperka, który z 10 metrów strzelił w kierunku dalszego słupka, ale trochę się pomylił. Potem jednak warunki gry zaczęli dyktować goście, których akcje stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Miejscowi bronili się skutecznie, ale tylko do pierwszego błędu. Wyrzuconą z autu przez gości piłkę w polu karnym przedłużył głową jeden obrońców Orła, a wbiegający w kierunku dalszego słupka bramki Kanduły gracz Kluczevii tylko dopełnił formalności.

Drugi gol dla gości padł w ostatnich minutach pierwszej połowy i był wynikiem nie tyle składnej akcji przyjezdnych, co nieporozumienia pomiędzy obrońcami i bramkarzem Orła.

Jeszcze przy stanie 0-1 bardzo dobrą okazję do wyrównania miał Kijewski, który przebojem wdarł się w pole karne gości i mając przed sobą już tylko siedzącego na ziemi bramkarza Kluczevii strzelił… prosto w niego.

W drugiej połowie w drużynie gospodarzy pojawili się już bardziej doświadczeni piłkarze, ale nie odmienili oni losów tego meczu. Dominacja Kluczevii ani przez moment nie podlegała dyskusji, a zawodnicy Orła ograniczali się prawie wyłącznie do blokowania strzałów gości. Niestety, w dwóch przypadkach ta sztuka im się nie udała i goście zasłużenie pojechali w drogę powrotną do domu z wyraźnym zwycięstwem 0-4.

Nie sposób mówić po tym meczu o niespodziance, bo różnica w umiejętnościach obydwu zespołów była widoczna gołym okiem i trudno mieć o to do piłkarzy Orła wielkie pretensje. Zagrali po prostu na miarę swoich aktualnych możliwości. Zdobycie Pucharu nie jest zresztą najważniejszym z celów wałeckiej drużyny w rundzie wiosennej, co wcale nie oznacza, że walka o zachowanie 4-ligowego bytu będzie łatwiejsza. Były jednak w środowym meczu również momenty potwierdzające fakt, że forma zespołu powoli idzie w górę i z tej mąki może być chleb. Pozwala to patrzeć na sobotnią potyczkę Orła z ostrożną nadzieją – tym bardziej, że w dotychczasowych meczach rundy wiosennej Mechanik Bobolice nie zdobył ani jednego punktu. I oby nie wywalczył pierwszego w najbliższej potyczce z Orłem!

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.