Przejdź do treści

Porażka w słabym stylu

Nie wiadomo, czy piłkarze Orła jechali do Dębna na mecz z Dębem, który jest czołowym zespołem 4. ligi z wiarą w wywiezienie z 11-tysięcznego miasta choćby jednego punktu, ale po stracie pierwszej bramki wyglądali tak, jakby liczyli tylko na możliwie

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~6 min czytania 0 komentarzy

Nie wiadomo, czy piłkarze Orła jechali do Dębna na mecz z Dębem, który jest czołowym zespołem 4. ligi z wiarą w wywiezienie z 11-tysięcznego miasta choćby jednego punktu, ale po stracie pierwszej bramki wyglądali tak, jakby liczyli tylko na możliwie łagodny wymiar kary. Środowe spotkanie w wykonaniu gości wyglądało po prostu źle i właśnie tak się skończyło.

Dąb Dębno – Orzeł Wałcz 4-0 (1-0)

Orzeł: Kanduła – Antoniak, Trzmiel, Jaworek (70′ Patrzek), Riccio – Rohs (65′ Suślik), Mrówczyński (78′ Lisowski), Hermanowicz (65′ Wołejko), Ściurkowski, Kasperek (65′ Soetan) – Kijewski (75′ Moskwa).

Trener i zespół Orła stanęli w środę przed kolejną trudną próbą wywalczenia choćby jednego punktu w meczu ze zdecydowanie wyżej notowanym rywalem, który jest w czołówce 4. ligi, a szanse na awans stracił całkiem niedawno. Stojące przed gośćmi zadanie było tym trudniejsze, że w składzie zabrakło Konrada Mularczyka, odsuniętego od meczu za nadmiar żółtych kartek i w dodatku cierpiącego na uraz mięśniowy. Nota bene i Mularczyk, i również kontuzjowany drugi bramkarz Orła Krzysztof Gosławski w towarzystwie dwóch kolegów (oraz niżej podpisanego) obserwowali mecz z trybun sympatycznego, choć wcale nie nowego stadionu w Dębnie, ale w miarę upływu kolejnych minut ich miny stawały się coraz mniej tęgie.

Trudno się temu dziwić, bo spotkanie od początku układało się dla gości źle. O ile w pierwszych minutach Orzeł dość pewnie wyglądał w grze obronnej, o tyle kreowanie swoich akcji przez wałecki zespół praktycznie nie istniało. Gospodarze opierali swoje poczynania przede wszystkim na trzech piłkarzach, w tym na dwóch klasowych Brazylijczykach oraz najskuteczniejszym strzelcu Dębu (20 bramek w dotychczasowych meczach) Michale Samborskim, ale uczciwie trzeba dodać, że pozostali zanadto im nie ustępowali. Gospodarze absolutnie zdominowali środek pola, gdzie wygrywali zdecydowaną większość tzw. drugich piłek i górowali w stykowej walce o piłkę. W oczy rzucała się dobra szybkość i ruchliwość niemal wszystkich piłkarzy Dębu, którzy pokazywali się do gry co sprawiało, że ich rozgrywający Lins (pierwszy Brazylijczyk) zawsze miał do kogo podać, a zazwyczaj mógł wybrać jeden z kilku dostępnych wariantów.

Orzeł bronił głęboko i początkowo wyglądało na to, że obrońcy wiedzą, jak powstrzymywać ataki rozpędzonych rywali. W końcu jednak przyszła 28. minuta, w której wałczanie stracili piłkę w środku pola, miejscowi wyprowadzili atak lewą stroną boiska, zakończony centrą w kierunku walczącego z Trzmielem na linii pola karnego Samborskiego. Na pomoc Trzmielowi ruszył Jaworek, który popełnił na pewno jeden z najdziwniejszych, o ile nie najdziwniejszy błąd w swojej karierze: mając sporo czasu i miejsca doświadczony stoper zagrał piłkę głową tak, że piłka zamiast w ręce znajdującego się nieopodal Kanduły trafiła do Samborskiego, który w ekwilibrystyczny sposób złożył się do strzału z powietrza i futbolówka po muśnięciu poprzeczki trafiła do siatki. W ten sposób napastnik Dębu zapisał na swoim koncie 21. gola w sezonie, a Jaworek asystę, którą będzie zapewne jeszcze długo pamiętał.

Pozostały do końca 1. połowy kwadrans nie zapisał się w pamięci garstki kibiców gości niczym szczególnym, za to miejscowi fani jeszcze trzy razy podrywali się z miejsc, ale okazję do okrzyków radości dwa razy odebrał im świetnie interweniujący Kanduła, a tuż przed gwizdkiem na przerwę jeden z zawodników Dębu po rzucie rożnym z trzech metrów strzelił głową obok słupka. Bramkarz Dębu był dosłownie bezrobotny, bo wałczanie nie oddali w tej części gry na jego bramkę żadnego strzału, nawet niecelnego. Co więcej, nie wywalczyli choćby jednego rzutu rożnego.

– Drugie połowy zawsze mamy lepsze – próbował zaklinać smutną rzeczywistość K. Mularczyk. – Ale musimy wreszcie zacząć coś grać.

Początek drugiej części meczu w wykonaniu zespołu gości rzeczywiście wyglądał odrobinę lepiej. Wałeccy piłkarze byli jakby trochę aktywniejsi i dłużej utrzymywali się przy piłce, ale niestety nie przełożyło się to na żadne konkrety. O wiele konkretniej zagrali natomiast w tej części gry gospodarze. W 55. minucie prawoskrzydłowy przeprowadził szybką akcję prawą stroną i wycofał piłkę spod końcowej linii na 16. metr. Jeden z graczy Dębu oddał płaski strzał i choć nieczysto trafił w piłkę, jednak Kanduła nie zdołał utrzymać jej w rękach, a dobitka De Souzy (drugi Brazylijczyk) była bezlitosna.

W 63. minucie gospodarze przeprowadzili kolejną bramkową akcję, tym razem lewą stroną boiska, w której rozklepali wałecką obronę, a strzałem do pustej bramki zakończył ją Pluciński.

Trener Orła Roman Michorek widząc, że losów tego meczu raczej nie da się już odwrócić, zaczął wpuszczać na boisko mniej grających w tej rundzie zawodników. W większości nie spisali się oni gorzej od swoich kolegów z pierwszej jedenastki, a na pewno podejmowali więcej prób ataków na bramkę Dębu. Raz szybko lewą stroną pobiegł Soetan, ale w niezłej sytuacji zbyt długo zwlekał z uderzeniem i obrońcy Dębu zabrali mu piłkę, a pierwszy i ostatni strzał na bramkę gospodarzy po wycofaniu futbolówki przez Wołejkę na 10. metr oddał Moskwa, ale uderzenie było sygnalizowane i słabe, a poleciało w sam środek bramki.

Wynik meczu ustalił w 80. minucie Samborski. Akcja Dębu zaczęła się od straty Ściurkowskiego, Riccio nie zdołał powstrzymać szarży gracza gospodarzy, który zacentrował na dalszy słupek, a niepilnowany snajper Dębu z kilku metrów skierował piłkę głową do siatki.

Mecz wygrała drużyna na pewno lepsza, a przyczyn słabego występu swoich podopiecznych szukać będzie z pewnością trener Michorek. Musi zdążyć z analizą do soboty, bo właśnie tego dnia o godz. 15.00 Orzeł rozpocznie na swoim stadionie bardzo ważny w kontekście utrzymania mecz z równie rozpaczliwie broniącą się przed spadkiem Iną Goleniów. Po dwóch z rzędu porażkach, Orła w tabeli wyprzedził już Mechanik Bobolice, który po fatalnym początku rundy zaczął ni stąd, ni zowąd wygrywać i w trzech ostatnich kolejkach wywalczył 6 punktów, w tym trzy z Bałtykiem w Koszalinie. Niestety, coraz więcej wskazuje na to, że z 3. ligi spadną dwie drużyny z naszego okręgu (Wybrzeże Rewalskie już straciło szanse na utrzymanie, a rezerwy Pogoni Szczecin są w arcytrudnym położeniu), co sprawia, że rywalizacja o zachowanie 4-ligowego statusu staje się jeszcze trudniejsza.

Tomasz Chruścicki

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.