Przejdź do treści

Po interwencji policji PKP reaguje

PKP S.A. skontaktowały się z Michałem Kowalczukiem i jego rodziną po głośnej interwencji służb, do której doszło w połowie grudnia w rejonie dworca kolejowego w Wałczu. Spółka wyraziła ubolewanie w związku z sytuacją i zaproponowała Michałowi wysłanie świątecznej paczki z

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~3 min czytania 0 komentarzy

PKP S.A. skontaktowały się z Michałem Kowalczukiem i jego rodziną po głośnej interwencji służb, do której doszło w połowie grudnia w rejonie dworca kolejowego w Wałczu. Spółka wyraziła ubolewanie w związku z sytuacją i zaproponowała Michałowi wysłanie świątecznej paczki z kolejowymi gadżetami.

Rodzina odbiera to jako gest przeprosin oraz próbę złagodzenia skutków zdarzenia, które – jak podkreślają bliscy – było dla Michała silnie stresujące.

Mail podpisany jest przez Grzegorza Kustosika, głównego specjalistę Wydziału Zarządzania Marką (Biuro Spraw Klienta i Marki Grupy PKP). Przedstawiciel spółki pisze, że z przykrością zapoznał się z informacjami o problemach, jakie spotkały Michała podczas realizowania swojej kolejowej pasji, i prosi o wskazanie adresu do wysyłki paczki. Po medialnym rozgłosie (po naszej publikacji tematem zainteresowała się m.in. Gazeta Wyborcza i Fakt), PKP zdecydowało się wyjść z inicjatywą kontaktu, co rodzina odbiera pozytywnie.

Przypomnijmy. W sobotę 13 grudnia bm. Michał Kowalczuk – pasjonat kolei, związany z Wałeckim Klubem Miłośników Kolei i autor nagrań publikowanych w internecie – przebywał w okolicach dworca. Wracając ulicą Kolejową, został zatrzymany przez miejscowych policjantów i przewieziony na komendę. Funkcjonariusze zabezpieczyli też jego nośniki danych i telefon. Michał przez kilka godzin nie miał jasnej informacji, o co jest podejrzewany.

Policja tłumaczyła działania zgłoszeniem do centrum powiadamiania ratunkowego dotyczącym osoby wykonującej zdjęcia i nagrania infrastruktury kolejowej oraz obowiązkami służb przy obowiązującym stopniu alarmowym. Z kolei rodzina wskazywała, że podniesienie stopnia alarmowego nie zmienia samych przepisów, a zakazy fotografowania mają dotyczyć obiektów odpowiednio oznaczonych.

– W mojej opinii policjanci postąpili zgodnie z prawem i tak, jak w tej sytuacji powinni – mówi prokurator rejonowy Piotr Łosiewski. – Podjęli działania po otrzymaniu zawiadomienia o fotografowaniu infrastruktury kolejowej. Zapoznali się z materiałami zgromadzonymi na nośnikach elektronicznych, aby ustalić, czy ich treść mogła posłużyć do przygotowania katastrofy kolejowej. Nie znaleźli niczego, co wskazywałoby na wątpliwe kontakty tego mężczyzny ani na działania mogące nosić znamiona czynu zabronionego, dlatego postępowanie umorzono przed wszczęciem.

W połowie ubiegłego tygodnia policja zwróciła Michałowi sprzęt. Rodzice, choć nie spodziewali się innego finału, mogli w końcu odetchnąć z ulgą, mimo że sytuacja odbiła się na całej rodzinie.

– Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest zdrowie i życie mojego syna, który całą tę sytuację przypłacił ogromnym stresem. Chciałabym, aby wokół niego zapanował spokój, bo medialna wrzawa i próby zbicia kapitału politycznego na naszej sytuacji stały się uciążliwe – mówi mama Michała, Sławomira Kowalczuk. – Składałam wnioski do różnych instytucji, w tym do komendy wojewódzkiej i prokuratury krajowej, ale dalszy bieg tych spraw mnie nie interesuje. Liczę na interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich i wierzę, że dzięki nagłośnieniu sprawy Michała podobna sytuacja już nikogo nie spotka. Niezbędna jest zmiana przepisów. Jeśli coś jest zabronione, należy to jednoznacznie usankcjonować. Sama jednak nie zamierzam z tym walczyć, bo obecnie liczy się dla mnie wyłącznie dobro mojego syna i to, żeby wróciło do nas zachwiane poczucie bezpieczeństwa.

zbk

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.