Przejdź do treści

Optymizm mimo porażki

Czy przegrany mecz może być powodem do optymizmu? Zespół Orła udowodnił, że wcale nie musi to być niemożliwe. W sobotę Orzeł uległ co prawda u siebie Kotwicy Kołobrzeg, ale w przeciwieństwie do kilku ostatnich meczów, zostawił po sobie dobre wrażenie.

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~6 min czytania 0 komentarzy

Czy przegrany mecz może być powodem do optymizmu? Zespół Orła udowodnił, że wcale nie musi to być niemożliwe. W sobotę Orzeł uległ co prawda u siebie Kotwicy Kołobrzeg, ale w przeciwieństwie do kilku ostatnich meczów, zostawił po sobie dobre wrażenie. A jeśli dobry trend zostanie utrzymany, to punkty wreszcie przyjdą.

Orzeł Wałcz – Kotwica Kołobrzeg 0-1 (0-1)

Orzeł: Kanduła – Rak, Hermanowicz, Riccio, Kowalczuk (82′ Trzmiel) – Ściurkowski, Kaick (72′ Moskwa), Suślik (68′ Opszański), Mularczyk (60′ Górny) – Kijewski (82′ Wołejko), Kitajima.

Tym razem efekt tzw. nowej miotły nie zadziałał w sensie zdobyczy punktowej, ale w sobotę 3 października kibice Orła wreszcie obejrzeli taki zespół, na jaki czekali bardzo długo: ambitny, walczący, zadziorny. Nowy trener Hubert Pilarski nie odmienił drużyny, bo takich rzeczy nie osiąga się w czasie dwóch treningów, a tyle miał do dyspozycji szkoleniowiec wałeckiego zespołu. Przez kilka dni mógł tylko próbować trafić do głów piłkarzy, którzy zwłaszcza w ostatnich meczach sprawiali wrażenie, jakby gra w piłkę stała się dla nich uciążliwym obowiązkiem. Poza pomysłem brakowało im przede wszystkim energii i pewności siebie.

Sobotni mecz wywołał większe, niż zazwyczaj zainteresowanie wałeckich kibiców. Na trybunach pojawiła się także około 50-osobowa grupa fanów Kotwicy, a wieść o ich przyjeździe spowodowała, że mecz uznany został przez wałecką policję za imprezę podwyższonego ryzyka i zepsuł sobotnie popołudnie sporej grupie funkcjonariuszy. Kołobrzeżanie zachowywali się jednak bardzo grzecznie i swój zespół dopingowali głośno, ale kulturalnie.

Wałeccy kibice ciekawi byli tego, jak zaprezentuje się ich drużyna po zawirowaniach, do których doszło w ostatnim czasie w klubie. Trener Pilarski nie mógł przy ustalaniu składu brać pod uwagę Antoniaka i Lisowskiego, których z gry na dłuższy czas wyeliminowały kłopoty zdrowotne. Zabrakło również Rohsa, przymusowo odpoczywającego za nadmiar żółtych kartek. Niespodzianką był na pewno fakt, że mecz z Kotwicą na ławce rezerwowych rozpoczął Górny, a na jego miejsce do wyjściowej jedenastki wrócił Taiga Kitajima.

Faworytem sobotniej konfrontacji była oczywiście Kotwica – zespół, który po banicji do okręgówki traktuje chyba pobyt w 4. lidze jako przystanek w drodze do 3. ligi, a jeśli finanse na to pozwolą – zapewne również wyżej. Póki co jednak, w Wałczu raczej nie zachwycił. Owszem, goście znad morza górowali nad gospodarzami wydolnością, ale wielkiego futbolu – nawet na warunki 4. ligi – w sobotę nie pokazali. Zespół Orła zagrał natomiast odważnie i odpowiedzialnie. Wałczanie umiejętnie neutralizowali atuty gości, którymi były szybkie przechodzenie z obrony do ataku i spora kreatywność pod bramką Orła. Gospodarze spisywali się jednak zaskakująco solidnie w grze defensywnej i nawiązali w miarę równorzędną walkę w środku pola.

Niestety, w 24. minucie doszło do wydarzenia, które rozstrzygnęło o wyniku tego meczu. Piłkarze Kotwicy egzekwowali rzut wolny z prawej strony pola karnego Orła, ale z bardzo ostrego kąta. Jeden z piłkarzy gości posłał płaską wrzutkę w gąszcz nóg przed bramką Kanduły, który pilnował przede wszystkim bliższego słupka, a tymczasem piłki nikt nie sięgnął i zatrzymała się ona w siatce bramki Orła tuż przy dalszym słupku. Można dyskutować o intencjach strzelca, faktem jest jednak, że są to bardzo trudne sytuacje dla każdego bramkarza i wszystkich obrońców, a bramki strzelane w ten sposób od czasu do czasu się zdarzają.

Jeśli goście dążyli do podwyższenia wyniku, to z trybun specjalnie nie było tego widać. Za to widać było w zespole Orła wyraźną chęć do strzelenia wyrównującej bramki. W pierwszej połowie najbliżej tego był Kitajima. W 37. minucie Kijewski odważnie zaatakował bramkarza Kotwicy, który zamierzał wyekspediować futbolówkę daleko od swojej bramki, ale będąc pod presją nabił nogę wałeckiego napastnika. Futbolówka wylądowała pod nogami Kitajimy, który zdecydował się na strzał bez przyjęcia z ok. 25 metrów. Uderzona z woleja piłka zatrzymała się jednak na górnej siatce bramki gości. Tuż przed przerwą Kitajima wygrał fizyczne starcie z obrońcą Kotwicy w polu karnym i z kilkunastu metrów mocno strzelił na bramkę. Zaskoczony bramkarz Kotwicy odbił piłkę przed siebie, ale żaden z piłkarzy Orła nie zdążył z dobitką.

Orzeł miał swoje szanse również po przerwie. W 53. minucie Mularczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Kotwicy, który jednak świetnie zatrzymał sprytny strzał piłkarza gospodarzy.

Przyjezdni zrewanżowali się w 55. minucie szybką akcją oskrzydlającą, po której nastąpiła wrzutka wzdłuż bramki Orła. Na szczęście dla gospodarzy żaden z kołobrzeskich piłkarzy nie zdołał przeciąć toru lotu piłki.

W 63. i 65. minucie goście znów byli o włos od podwyższenia prowadzenia, jednak świetnie w bramce w obydwu przypadkach spisał się Kanduła.

W 70. minucie bliscy szczęścia znów byli gospodarze. Dokładna centra Ściurkowskiego trafiła wprost na głowę Kitajimy, który jednak posłał piłkę obok bramki.

Mnóstwa emocji dostraczyła końcówka meczu. W 90. minucie po szybkiej kontrze piłka trafiła do stojącego na 4. metrze napastnika Kotwicy. Wydawało się, że nic już nie uchroni Orła przed utratą drugiego gola. Innego zdania był jednak Kanduła, który instynktownie odbił piłkę, a ułamek sekundy później także poprawkę w wykonaniu piłkarza gości. W pełni uzasadniona radość wałeckiego bramkarza była równie wielka, co frustracja niefortunnego strzelca.

Piłkę na wagę jednego punktu miał na nodze w doliczonym czasie gry wprowadzony na kilka końcowych minut Trzmiel, jednak sytuacyjne uderzenie nominalnego obrońcy z kilku metrów okazało się zbyt słabe i bramkarz Kotwicy je obronił.

– Trochę dzisiaj powalczyliśmy – krótko skomentował spotkanie schodzący do szatni trener Pilarski. Zmęczeni piłkarze Orła schodzili do szatni z mieszanymi uczuciami, choć dominował w nich niedosyt z powodu straconej szansy na wywalczenie przynajmniej jednego punktu. Obok frustracji widoczna była jednak również nadzieja na przełamanie fatalnej passy.

Oprócz Kanduły i najbardziej doświadczonych w zespole Orła Hermanowicza, Riccio, Mularczyka i Ściurkowskiego, na pochwały za sobotni występ zasłużyli także Suślik, Kowalczuk i Kijewski. Swoją robotę wykonał również silny fizycznie Kitajima, który pokazał, że potrzebuje niewiele czasu i miejsca do oddania strzału, a przy odrobinie szczęścia i trochę większej precyzji zacznie w końcu strzelać gole.

Za tydzień Orła czeka wyjazd do zajmującej 7. miejsce w tabeli Sparty Gryfice, czyli kolejny trudny mecz, w którym zespół trenera Pilarskiego nie będzie faworytem. Dobrą postawą w konfrontacji z Kotwicą piłkarze Orła wlali jednak w serca swoich fanów promyk nadziei.

Z jednym punktem z meczu z zajmującym ostatnie miejsce w tabeli Mechanikiem w Turowie wróciły natomiast A-klasowe rezerwy Orła. Ponieważ jednak niespodziewanej porażki z Orłem Łubowo doznała liderująca Jedność, więc wałecki zespół odrobił do zespołu z Tuczna 1 punkt straty i nadal zajmujje w tabeli 2. miejsce. W sobotę 2-2 z Lechem Czaplinek zremisowali Wspólni Różewo, a Santos Kłębowiec przegrał u siebie 1-2 derby powiatu z Gromem Szwecja. Na niedzielę 4 października zaplanowany jest natomiast mecz Sad Chwiram – Wiarus Żółtnica.

Tomasz Chruścicki

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.