Przejdź do treści

Nowa filozofia Orła

Wałecki Orzeł zakończył rundę jesienną sezonu 2025/26 w 4. lidze zachodniopomorskiej na 14. miejscu w tabeli z dorobkiem 13 punktów. W porównaniu z poprzednim sezonem, zdobycz po jesieni jest więcej, niż skromna – rok temu Orzeł miał na koncie 21

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~12 min czytania 0 komentarzy

Wałecki Orzeł zakończył rundę jesienną sezonu 2025/26 w 4. lidze zachodniopomorskiej na 14. miejscu w tabeli z dorobkiem 13 punktów. W porównaniu z poprzednim sezonem, zdobycz po jesieni jest więcej, niż skromna – rok temu Orzeł miał na koncie 21 punktów. Prawda jest też jednak taka, że w czasie tych 12 miesięcy zespół mocno się zmienił – wyraźnie odmłodniał i wynikający z tego brak ogrania młodzieżowców na poziomie 4. ligi często widać było na boisku. Czy wałecki zespół zdoła uniknąć spadku do klasy okręgowej, zwłaszcza, że w przyszłym roku klub obchodzić będzie jubileusz 80-lecia działalności? Kibice wierzą, że czarny scenariusz nie spełni się również i po tym sezonie, ale ostateczną odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero w czerwcu 2026…

Jesień była dla Orła trudna – to nie ulega żadnej wątpliwości. W szesnastu rozegranych meczach dowodzeni (jeszcze wtedy) przez Dariusza Pilipa piłkarze zdołali wygrać tylko cztery razy i ponieśli aż 11 porażek. Warto zauważyć, że Orzeł – podobnie jak Gryf Kamień Pomorski – był najbardziej bezkompromisowym zespołem w 4. lidze, bo zremisował tylko jeden mecz – u siebie z Astrą Ustronie Morskie (w drugiej kolejce). Zwycięstw też było niewiele. Orzeł sensacyjnie wywalczył komplet punktów w meczu z Bałtykiem Koszalin na wyjeździe (3. kolejka). Na kolejną wygraną trzeba było czekać aż do 12. kolejki, czyli ponad dwa miesiące – wałeccy piłkarze po dobrym meczu wysoko wygrali na wyjeździe ze zdecydowanym outsiderem rozgrywek Iną Goleniów 5-2. Trzy punkty zostały w Wałczu po meczu 15. kolejki z Błękitnymi II Stargard, wygranym 2-1, co również można było rozpatrywać w kategoriach niespodzianki in plus. Wreszcie w zamykającym rundę spotkaniu z Gavią Choszczno wałecki zespół skromnie, ale zasłużenie wygrał u siebie z Gavią Choszczno 1-0.

Jak oceniają ten dorobek działacze i trenerzy wałeckiego klubu?

– Runda jesienna była taka, jak się mniej więcej spodziewaliśmy – mówi do niedawna prezes, a obecnie pełniący obowiązki dyrektora sportowego Orła Adam Łukaszewicz. – Wiedzieliśmy, że odmładzając skład wyniki mogą być gorsze, niż w poprzednim sezonie, ale wydaje mi się, że generalnie chłopaki stanęli na wysokości zadania.

– Na tych, na których mogliśmy liczyć, nie zawiedli – twierdzi drugi trener Orła Wojciech Wesołowski. – Wynik jest taki, jakiego mogliśmy się spodziewać i do nikogo nie mamy pretensji.

Trudno nie zauważyć, że na barkach młodzieży spoczywała jesienią jeszcze większa odpowiedzialność, niż można się było spodziewać przed pierwszą kolejką. W klubie nie było już przecież m.in. dotychczasowego pierwszego bramkarza Edwina Odolczyka, zabrakło też trzech Jakubów: Kuzio, Kraszkiewicza i Krzemienia. Wszyscy mieli na koncie przynajmniej spory, a w przypadku Odolczyka bardzo bogaty dorobek na poziomie 4. ligi. W dodatku z zespołu z powodu kontuzji szybko wypadli tacy piłkarze, jak Daniel Popiołek, Wojciech Suślik i Patryk Kowalczuk.

– To są, nie ukrywajmy, zawodnicy kluczowi – ocenia W. Wesołowski. – Tak z dnia na dzień nie da się ich zastąpić, zwłaszcza młodzieżą.

– Zwłaszcza w ataku mieliśmy duży problem – przyznaje A. Łukaszewicz. – Liczyliśmy, że uda nam się odbudować tę formację po zakontraktowaniu Daniela Szymańskiego, naszego wychowanka, który ostatnio grał w MKP Szczecinek. Niestety, Daniel zagrał u nas dwa czy trzy mecze i wypadł już do końca rundy.

W tej sytuacji cały ciężar odpowiedzialności za grę na pozycji numer „9” spadł na młodego Adriana Kijewskiego. Jego początek nie należał do najłatwiejszych, ale z każdym meczem wyglądało to coraz lepiej. Wychowany w MUKS Orzeł 2010 18-latek czuł się na boisku coraz pewniej. Jest silny, szybki, dobrze wyszkolony technicznie, ale co chyba najważniejsze – w jego grze widać inteligencję. Jeśli będzie się rozwijać w takim tempie jak dotychczas, to 4. liga nie jest z pewnością szczytem jego możliwości. I marzeń zapewne też…

Postęp widać było również w grze innych młodzieżowców, poczynając od bramkarza Franciszka Kanduły, który „wszedł w buty” jednego z lepszych bramkarzy w 4. lidze Edwina Odolczyka i chociaż – jak to w przypadku młodych zawodników bywa – lepsze momenty przeplatał z gorszymi, to tych drugich z biegiem czasu było coraz mniej. Czeka go jeszcze sporo pracy nad niektórymi elementami bramkarskiego rzemiosła (gra na przedpolu, gra nogami), ale widać, że z tej mąki powinien być chleb.

Progres widać także w grze Jakuba Moskwy, Pawła Patrzka, Wiktora Lisowskiego (to kandydat na bardzo solidnego środkowego obrońcę!) i Karola Suślika. Wartościowym uzupełnieniem zespołu są Denis Rohs oraz Michał Malinowski. Młody, ale ograny już Hubert Leśny chyba trochę lepiej wyglądał w poprzednim sezonie, ale pod koniec rundy wrócił do swojej normalnej dyspozycji. Ten chłopak bez wątpienia bardzo dobrze się zapowiada, ma charakter i umiejętności, musi tylko nauczyć się lepszego panowania nad emocjami.

Generalnie jednak największy ciężar gry spoczywał na barkach najbardziej doświadczonych piłkarzy. Hubert Antoniak potwierdził swoją wartość, choć lepiej wyglądał w meczach, w których pełnił rolę wahadłowego, a nie bocznego obrońcy. Jego szybkość i ciąg na bramkę (rywali) są trudne do przecenienia. Nie zawiódł pokładanych w nim nadziei Jakub Jaworek, który zdecydował się wspomóc jesienią mniej doświadczonych kolegów i było to dobrego posunięcie zarówno dla samego „Jawora”, jak i pierwszego zespołu Orła. Z całym szacunkiem, ale Klasa B to nie jest poziom do grania dla zawodników z takim doświadczeniem i umiejętnościami, jak Jaworek czy Bezhubka, który dopiero stoi przed podjęciem podobnej decyzji. Dobrą rundę rozegrał Konrad Trzmiel, który przestał kolekcjonować kartki i zyskały na tym zespół oraz… klubowa kasa. „Kokos” lepiej czuje się na pozycji defensywnego pomocnika, niż na lewej obronie, umie też znaleźć się pod bramką rywala, i to nie tylko przy stałych fragmentach gry. Udowodnił to w kończącym rundę meczu Pucharu Polski z Unią Dolice, w którym dwa razy trafił do siatki rywala. W środku pola pod nieobecność D. Popiołka niepodzielnie rządził i dzielił Patryk Ściurkowski. Dziś trudno wyobrazić sobie zespół bez tego zawodnika, który ma dobrą technikę, świetny przegląd pola, żelazne płuca i wiele innych boiskowych zalet. Jeśli można mu coś wytknąć, to chyba tylko to, że zbyt rzadko decyduje się na strzały z dystansu, bo prawą nogą uderza z siłą kafara, a i stopę ma ułożoną jak należy. Słabszą rundę zagrał Vinzenzo Riccio. Gnębiony kontuzjami i obowiązkami zawodowymi piłkarz miał lepsze i gorsze mecze, ale tych drugich było za dużo, jak na jego niemały przecież potencjał. To chyba teraz jest ten czas, by lubiany Enzo stał się jednym z liderów zespołu… Krystian Kasperek parę sezonów temu wszedł do zespołu razem z drzwiami, ale od tej pory trudno mu wrócić do tamtego poziomu. Ma sporą łatwość w dochodzeniu do dobrych sytuacji i… równie dużą w ich marnowaniu. Gdyby wykorzystał tylko połowę okazji strzeleckich, które miał, to mówiąc o nim zapewne pialibyśmy z zachwytu. Irytuje również zastraszająca liczba jego przegranych pojedynków „jeden na jeden”, choć druga strona medalu jest taka, że jako jeden z niewielu piłkarzy w zespole Orła nie boi się w nie wchodzić.

Osobny akapit należy się Konradowi Mularczykowi, który kiedy jest zdrowy i w pełnej dyspozycji, to znacznie przerasta poziom nie tylko Orła, ale całej ligi. „Muli” jest zawodnikiem, który potrafi wyczarować na boisku coś z niczego, wkręcić w ziemię każdego przeciwnika, podać koledze na nos i trafić do siatki w najmniej spodziewany sposób. To piłkarz, który wymyka się wszelkim schematom i bawi się piłką nożną. Kiedy ma futbolówkę przy nodze, można się po nim spodziewać wszystkiego, a że lubi ją mieć, więc jest często poniewierany przez przeciwników, którzy nie potrafią powstrzymać go inaczej, niż faulem. Żeby nie przesłodzić – bywa jednak także zwyczajnie chimeryczny, ale… trudno przecenić rolę, jaką odgrywa w zespole.

Na koniec indywidualnych cenzurek zostawiliśmy kapitana drużyny Marka Hermanowicza. Wiadomo, że ludzi niezastąpionych nie ma, ale wiadomo też, że niektórych zastąpić jest o wiele trudniej, niż innych. Jak gra popularny Herman – wiedzą wszyscy. W jednym meczu można go zobaczyć praktycznie na wszystkich pozycjach na boisku, może jedynie z wyjątkiem bramkarza. Broni, rozgrywa, strzela, asystuje, dyskutuje z sędziami, opieprza i chwali kolegów. Jednym zdaniem: człowiek – instytucja oraz wzór do naśladowania, szczególnie dla młodych zawodników, i to zarówno na boisku, jak i poza nim. Jemu i wszystkim kibicom Orła należy życzyć, aby dzień, w którym gra w piłkę przestanie sprawiać mu przyjemność, przyszedł jak najpóźniej i aby zdrowie dopisywało mu jak najdłużej.

Do tego grona dobrze byłoby zaliczyć również Daniela Popiołka, Wojciecha Suślika i Patryka Kowalczuka, ale ci piłkarze przez większą część rundy byli kontuzjowani i na kilka ostatnich kolejek do zespołu zdążył wrócić tylko Suślik.

– W teorii dysponowaliśmy kadrą składającą się z 20-21 piłkarzy, ale w żadnym meczu nie było tak, że mieliśmy do dyspozycji wszystkich – podkreśla W. Wesołowski. – Wiadomo: kontuzje, karki… tego się nie da uniknąć.

– Ja uważam, że zespół w tym składzie stać na utrzymanie – mówi. A. Łukaszewicz.- I wynik po jesieni nie jest wcale taki zły. Dwa sezony temu mówiło się, że zespół był lepszy, a po pierwszej rundzie miał 12 punktów. Wiadomo, że chciałoby się więcej, ale… raczej nie liczyliśmy, że będziemy w pierwszej trójce. Trzeba zacząć od tego, co się wydarzyło na koniec poprzedniego sezonu odnośnie do zmian we władzach klubu, od stwierdzenia, czym dysponujemy, jakimi finansami oraz dostosowania do tego listy zawodników, z których będziemy mogli skorzystać. Zapadła decyzja, że stawiamy na młodych piłkarzy z Wałcza. I trzeba wiedzieć, że w klasyfikacji Pro Junior System Orzeł zajmuje teraz trzecie miejsce w lidze. Na pewno na dzisiaj oczekiwania kibiców i nasze są większe, natomiast zmieniamy pewne rzeczy, które mają przynieść korzyść za jakiś czas. Na tym polega filozofia klubu. Przypomnę też, że Orzeł to nie jest tylko pierwsza drużyna, ale też druga, która jest wsparciem dla pierwszej, kiedy są kontuzje czy kartki, ale też odwrotnie: dla piłkarzy pierwszego zespołu, którzy wracają po kontuzjach albo z innych powodów nie mogą rozgrywać całych jednostek meczowych w „jedynce”, mogą łapać rytm w „dwójce”. Uważam, że proces budowania klubu idzie w dobrym kierunku.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że po rundzie jesiennej Orzeł powinien mieć na koncie dobrych kilka punktów więcej i skończyć ją o kilka miejsc w tabeli wyżej. Nikt piłkarzom nie wytyka porażek np. z Iskierką Szczecin, Białymi Sądów, Dębem Dębno czy Gwardią Koszalin, ale domowy remis z Astrą Ustronie Morskie czy porażki z Darłovią, Iną Ińsko lub Gryfem Kamień Pomorski nie powinny się wałczanom zdarzyć.

– Nie ma się co oszukiwać: były mecze, w których zabrakło doświadczenia, trochę rutyny, czy nawet trochę boiskowego cwaniactwa, ale to przychodzi z praktyką meczową – przyznaje W. Wesołowski.

– Gdybyśmy mieli nawet tych sześć punktów więcej, to by była zupełnie inna zabawa – dodaje A. Łukaszewicz. – Ale z drugiej strony, na więcej nas w tej chwili nie stać: ani personalnie, ani finansowo. Orzeł to jest klub amatorski. Piłkarze mają swoje obowiązki zawodowe, swoje rodziny. Piłka nie jest ich podstawowym źródłem utrzymania. Nie możemy liczyć na wszystkich w danym meczu. Jest część zespołów w lidze, którzy działają półprofesjonalnie, mają ambicje trzecioligowe, a ich budżety są zupełnie inne, niż nasz. Z nimi nie możemy się równać. Ale warto widzieć, co dzieje wkoło. Szczecinka już nie ma, gdzie grali zawodnicy z Japonii, bodajże z Białorusi, czy skądś jeszcze. Szydłowa też już tam gdzieś powoli nie ma. Widać z tego, że ten rynek robi się trudny. Natomiast my działamy przede wszystkim w ramach bezpieczeństwa finansów klubu, bo była sytuacja, że ten klub mógł nie funkcjonować. Nie chcemy obiecywać komuś czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zrealizować. Podchodzimy do tego po prostu odpowiedzialnie.

W samej końcówce sezonu, po przegranej w bardzo ważnym meczu z Gryfem Kamień Pomorski, ze stanowiskiem pierwszego trenera pożegnał się Dariusz Pilip.

– Uważaliśmy, że zespół potrzebował zmiany – mówi A. Łukaszewicz. – Doceniamy pracę, którą wykonał Darek, podziękowaliśmy mu za osiągnięcia, ale uznaliśmy, że przyszedł moment, kiedy trzeba coś zmienić. Wybór padł na Romana Michorka, który jest związany z Wałczem, choć doświadczenie jako piłkarz i jako trener zdobywał w innych miejscach. Wierzymy, że wniesie ze sobą do szatni powiew świeżości. On sam będzie sobie budował zespół na rundę wiosenną. Na tę chwilę nie mamy żadnych sygnałów, żeby ktoś chciał odejść. Jeśli trafi się dobra okazja, żeby ktoś nas wzmocnił, to nie zamykamy się na to, ale muszą być spełnione dwa warunki: musi tego chcieć trener i musi się to mieścić w naszych realiach finansowych.

Temat klubowych finansów wraca jak bumerang. Na główne wsparcie Orzeł może liczyć ze strony Urzędu Miasta Wałcz, a także z miejskich spółek, firm i innych instytucji, m.in. Starostwa Powiatowego.

– Uważam, że finanse, które otrzymujemy z Urzędu Miasta, przy tylu klubach, które funkcjonują w Wałczu, są… nie powiem, że wystarczające, ale na przykład ja to rozumiem – deklaruje A. Łukaszewicz. – Jasne, chciałoby się dostawać worek złota, ale my wiemy, na czym stoimy i dostosowujemy do tego politykę transferową oraz inne wydatki. Atmosfera w szatni jest dobra. W piątek w Motelu za Grosik zrobiliśmy uroczyste podsumowanie rundy, na które zostali zaproszeni między innymi burmistrz Maciej Żebrowski i wiceburmistrz Adam Biernacki. Chcieliśmy jako klub podziękować tym, którzy mu pomagają, darczyńcom, ale też działaczom, takim jak Piotr Kochaniec i Tomasz Bohdan, bo to ludzie, którzy oddają całe serce klubowi. Nie biorą za to żadnych pieniążków, a zawsze możemy na nich liczyć.

TC

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.