Przejdź do treści

Niewiadówki mają klimat

Kilkanaście kultowych "niewiadówek", cztery skrzynki oranżady, konkursy, ogniska i... goście z Czech oraz Słowacji. W Młyńskiej Dolinie w Golcach (gm. Wałcz) spotkali się miłośnicy małych, charakterystycznych przyczep. I choć ich przyczepki nie oferują pałacowych warunków, trudno oprzeć się wrażeniu, że

Marcin Koniecko
Marcin Koniecko
Aktualizacja: ~4 min czytania 0 komentarzy

Kilkanaście kultowych „niewiadówek”, cztery skrzynki oranżady, konkursy, ogniska i… goście z Czech oraz Słowacji. W Młyńskiej Dolinie w Golcach (gm. Wałcz) spotkali się miłośnicy małych, charakterystycznych przyczep. I choć ich przyczepki nie oferują pałacowych warunków, trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie o taką prostotę im chodzi.

Na placu w Młyńskiej Dolnie widzimy, jak stoją jedna obok drugiej, a każda wygląda trochę inaczej. Jest klasyczny zestaw z dużym fiatem, są nowocześniejsze samochody, są przyczepy z oryginalnymi przeróbkami i takie, które właściciele dopracowali niemal każdy szczegół. Jest na czym oko zawiesić

Za tym spotkaniem stoi Adrian Szczechowski, który razem z żoną Anią od kilku lat jeździ z niewiadówką. Ich pierwsza przyczepa to N126 z 1988 roku, czyli jej pierwsza rejestracja przypadła… dokładnie dzień przed urodzinami Adriana.

Zaczęło się niewinnie. Rodzina ze Zdbic chciała spróbować caravaningu, zaczęła jeździć na kempingi i poznawać ludzi, którzy podobnie jak oni wybrali niewielkie, polskie przyczepy. Później pojawiły się kolejne wyjazdy i znajomości, aż w końcu Adrian z rodziną trafił na zlot pod Pragą w Czechach.

To właśnie tam poznali grupę czeskich i słowackich miłośników niewiadówek. Cztery lata później udało się zaprosić ich do Polski. Na tegoroczny zlot przyjechali goście z okolic Brna i Bratysławy. Dla nich była to podróż licząca niemal 800 km w jedną stronę.

Młyńska Dolina w Golcach nie znalazła się na ich mapie przypadkiem. Organizatorzy szukali miejsca, które pozwoli zachować kameralny charakter spotkania. Nie było mowy o kilkuset przyczepach ustawionych na ogromnym polu jedna przy drugiej jak na dużych zlotach.

– Tak jak niewiadówki mają swój klimat, tak też Młyńska ma swój i myślę, że to jest fajne, spójne – mówi Adrian.

W tym roku w Golcach zameldowało się 16 załóg. To mniej więcej tyle, ile organizatorzy zakładają, bo większa liczba uczestników mogłaby odebrać spotkaniu jego najważniejszą cechę – kameralność.

Zlot zaczął się w czwartek od przyjazdów ekip. Piątek był przeznaczony na wyjazdy. Część grupy pojechała nad morze, co dla czeskich i słowackich gości było jedną z głównych atrakcji pobytu w Polsce. Inni wybrali Piłę i Muzeum Wojskowe. Nie ma obowiązkowego programu. Kto chce, jedzie. Kto woli zostać na miejscu, zostaje. Ważniejsze od odhaczania kolejnych punktów jest wspólne spędzanie czasu.

Sobota to już prawdziwy zlotowy maraton. Były warsztaty z żywicy epoksydowej, podczas których uczestnicy przygotowywali własne pamiątki, konkurs przyczep, gra terenowa po Golcach, konkurs gofrów, ognisko i zabawy nawiązujące do czasów PRL-u. Ale najważniejszym punktem programu był konkurs przyczep. Uczestnicy zaglądali sobie nawzajem do środka, oglądali rozwiązania zastosowane przez innych właścicieli i wybierali swoich faworytów w kilku kategoriach. Oceniany był wygląd zewnętrzny i wnętrze, cały zestaw samochód-przyczepa oraz przyczepa, która robi najlepsze ogólne wrażenie. Były też nagrody za najbardziej pomysłowe rozwiązania, których nie brakowało.

Jedna z ekip ze Słowacji ma wysuwaną spod łóżka kuchnię, która po rozłożeniu staje się pełnowymiarowym stanowiskiem do gotowania na zewnątrz. W innej przyczepie właściciel obniżył część podłogi, dzięki czemu udało się wygospodarować miejsce na prysznic, w którym można normalnie stanąć. I to właśnie własnoręczne modyfikacje są jednym z największych uroków niewiadówek.

– Tu nie ma dwóch takich samych przyczep, dwóch takich samych układów nawet mebli w środku. Każda przyczepa to jest inna historia. I to jest najfajniejsze – podkreśla Adrian.

Adrian ma dwie przyczepki: niewielką N126, potocznie nazywaną „zapiekanką”, oraz większą N132, czyli popularnego „wieloryba”. W tej drugiej pojawiło się m.in. piętrowe łóżko dla dzieci. Ich niewiadówka, mimo niewielkich rozmiarów, potrafi zabrać rodzinę naprawdę daleko. Adrian wspomina, że swoją przyczepą dwukrotnie pojechał do… Chorwacji. Właściciele niewiadówek mają zresztą do swoich przyczep szczególny stosunek. Nie traktują ich wyłącznie jak środka transportu czy miejsca do spania. Każda jest trochę wizytówką właściciela – ma własny kolor, wyposażenie, rozwiązania i historię.

Uczestnicy przyjechali do Golc m.in. z Wolina, Zielonej Góry, Ostrowa Wielkopolskiego, Poznania, Leszna, Warszawy i okolic Łodzi. Dołączyli do nich Czesi i Słowacy. Mimo różnic językowych nie ma większych problemów z porozumieniem. Gdy gesty i mieszanka polskiego, czeskiego i słowackiego nie wystarczają, pomaga angielski.

W niedzielę przychodzi czas rozstań. Przyczepy ruszają w różne strony, ale znajomości zostają…

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.