Przejdź do treści

Nie mamy ścian z gumy. Jak (nie)działa pomoc zwierzętom w powiecie wałeckim

- Czasem kończę karmić dziesiątego kociaka i już trzeba zaczynać od nowa - mówi Marika ze Stowarzyszenia Razem dla Zwierząt w Wałczu, która prowadzi w Mirosławcu dom tymczasowy dla zwierząt. Kiedy inni śpią, wolontariuszki wstają przed pracą, rozstawiają klatki-łapki, wyłapują

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Zuzanna Błaszczyk-Koniecko
Aktualizacja: ~10 min czytania 0 komentarzy


– Czasem kończę karmić dziesiątego kociaka i już trzeba zaczynać od nowa – mówi Marika ze Stowarzyszenia Razem dla Zwierząt w Wałczu, która prowadzi w Mirosławcu dom tymczasowy dla zwierząt. Kiedy inni śpią, wolontariuszki wstają przed pracą, rozstawiają klatki-łapki, wyłapują wolno żyjące koty, wożą je do weterynarzy, opłacają leczenie, a później wypuszczają zwierzęta z powrotem w miejsce bytowania. Odbierają informacje o rannych ptakach, porzuconych psach i zwierzętach potrąconych przez samochody. Choć to praca na pełen etat, to nikt im za nią nie płaci.


– Ludzie często myślą, że jesteśmy jakąś „strażą miejską od zwierząt”. A my mamy normalną pracę, dzieci, domy. To wszystko robimy po godzinach, w wolnym czasie – podkreśla wolontariuszka Marika Kopeć.

Jednym z większych problemów, z którym mierzy się dziś stowarzyszenie, jest bezdomność kotów. Wolontariuszki nie ukrywają, że ogromna część ich pracy polega na łapaniu kotów do kastracji.

– Dziewczyny w tym roku dały czadu i wykastrowały w Wałczu około 40 kotów. Mamy już fakturę na ponad 10 tysięcy złotych u jednego weterynarza, a przecież są jeszcze inni. Łącznie może się zakręcić około 15-20 tysięcy – mówi Marika. – Wolontariuszki przed pracą ustawiają klatki-łapki, wyłapują zwierzęta, zawożą je do gabinetów weterynaryjnych, a później trzymają koty po zabiegach do momentu, aż dojdą do siebie. Potem wypuszczają je w miejsce bytowania. Tylko że czasami ludzie się burzą, że zabieramy „ich” koty. Tłumaczymy, dlaczego to robimy, ale nie do wszystkich to dociera. W obiegowej opinii to nadal dobre i naturalne, że bezdomna kotka wydaje na świat kolejne pokolenia bezdomnych, skazanych na głód, choroby i cierpienie kociąt. Dlatego nie mamy wątpliwości: trzeba kastrować, kastrować i jeszcze raz kastrować.

„Nie pamiętam maja bez małych kotów”


Wiosna i lato to dla organizacji najtrudniejszy czas. Wtedy zaczyna się prawdziwy wysyp kociąt.


– Ja już nie pamiętam maja, w którym nie miałam małych kotów – mówi Marika. – Opieka nad kociętami to praca praktycznie przez całą dobę. Trzeba je karmić co dwie godziny. Były momenty, kiedy miałam kilkumiesięczne dziecko i chodziłam po domu z butelką. Raz do dziecka, raz do kotów. Jak tych kociąt jest dziesięć i część trzeba karmić przez sondę, to kończysz karmić ostatniego i właściwie możesz zaczynać od nowa.

Mimo zmęczenia, obowiązków rodzinnych i pracy zawodowej, Marika nie potrafi odmówić pomocy. Mówi, że potrzebujące zwierzęta same stawały na jej drodze, jak na przykład ślimaki, które zbierała w dzieciństwie.

Jak mogłam, to pomagałam i tak mi zostało – żartuje.

„Pomagając można też zaszkodzić”


Wolontariuszki podkreślają, że dobre chęci nie zawsze wystarczą. Wiele osób, chcąc ratować zwierzęta, nieświadomie robi im krzywdę. Dotyczy to szczególnie ptaków.


– Jeśli znajdziemy łysego ptaszka, który wypadł z gniazda, to najlepiej włożyć go z powrotem. To mit, że matka odrzuci młode przez ludzki zapach – tłumaczy Marika. – To samo dotyczy podlotów, czyli młodych ptaków uczących się latać. One wyglądają nieporadnie, siedzą w trawie i wydaje się, że potrzebują pomocy. A rodzice cały czas są obok, czuwają nad nimi i je karmią. Zabierając takiego ptaka do domu, robimy mu ogromną krzywdę.


Dlatego najważniejsza rada brzmi: zanim zaczniemy działać, warto zadzwonić do specjalistów i jeśli nie wiesz – sprawdź.


– Lepiej zadzwonić do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt i zapytać, co zrobić. Sami możemy narobić więcej szkody niż pożytku – zwraca uwagę. – Podobnie wygląda sytuacja z ptakami po zderzeniu z szybą. Nie poimy ich, nie karmimy na siłę. Wkładamy do pudełka, zapewniamy spokój i ciemność. Często po kilkudziesięciu minutach taki ptak dochodzi do siebie i można go wypuścić.


Kociąt pod żadnym pozorem nie należy karmić krowim mlekiem, bo zawiera za dużo laktozy, są specjalne produkty, które można kupić w każdym sklepie zoologicznym. Oprócz tego kociętom należy pomagać w wypróżnianiu i – co ogromnie ważne – dogrzewać. Wbrew pozorom opieka nad kociętami nie jest łatwa. Wolontariuszki Razem dla Zwierząt w tym zakresie polecają facebookową grupę poświęconą temu tematowi.


„System jest martwy”


RdZ wypełnia lukę w systemie. Albo kilka luk. Na tylu polach działają. Zdaniem wolontariuszek przepisy istnieją, ale często nie działają w praktyce.


– Marzy mi się, żeby gminy miały podpisane umowy z ośrodkami rehabilitacji dzikich zwierząt. Żeby nie było przepychania, kto ma obowiązek pomóc – mówi Marika. – Kiedy trafi do mnie dzikie zwierzę, udzielam doraźnej pomocy, a potem wydzwaniam po ośrodkach w całej Polsce, pytając, który może je przyjąć. Jeśli już miejsce się znajdzie, trzeba to zwierzę (najczęściej w moim przypadku ptaka) tam zawieźć. To czasami kilkaset kilometrów w jedną stronę, jak w przypadku bociana Kajtka. Ostatnio zwierzęta jeżdżą do ośrodka „Z dzikiej strony pod Kościanem”, który na szczęście nie jest tak bardzo oddalony, ale on nie zawsze dysponuje wolnymi miejscami.


Jej zdaniem systemowo potrzebne są także:

  • większe programy kastracji, gminy organizują takie akcje, ale potrzeby są często realnie większe,
  • obowiązkowe chipowanie zwierząt,
  • całodobowa infolinia dla interwencji,
  • realne kary za znęcanie się nad zwierzętami,
  • jasne standardy dobrostanu.


– Często wszystko dzieje się w święta, weekendy albo w nocy. I wtedy okazuje się, że nie ma gdzie pojechać ani do kogo zadzwonić – rozkłada ręce pani Marika. – Na szczęście jest doktor Janusz Dołowy na ulicy Kołobrzeskiej w Wałczu, który ma z miastem podpisaną stosowną umowę, więc o każdej porze te zwierzęta przyjmuje i leczy. Współpracujemy zresztą ze wszystkimi lekarzami weterynarii w Wałczu i powiecie, i wszystkim bardzo dziękujemy za pomoc. Szczególną osobą jest dla nas dr Roman Lizoń, który mimo braku umów i wsparcia systemowego robi dla nas naprawdę wiele. Bez tego prywatnego wsparcia lekarzy weterynarii byśmy sobie nie poradziły.


„Ledwo ciągniemy”


Stowarzyszenie utrzymuje się głównie z darowizn, zbiórek i 1,5 proc. podatku.


– Ledwo ciągniemy – przyznaje wprost Marika. – Skoro kastrujemy zwierzęta za kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, to potrzebne są po prostu pieniądze. Często dokładamy własne. Kiedyś jeszcze liczyłyśmy prywatne wydatki, ale w końcu to przestało mieć sens, bo to są po prostu duże sumy. Nie chcemy wiedzieć jak bardzo duże, żeby nie denerwować ani siebie, ani naszych rodzin.

Wolontariuszki podkreślają, że ich działalność organizacji jest całkowicie transparentna. Sprawy Stowarzyszenia Razem dla Zwierząt prowadzi księgowa, publikują sprawozdania w internecie, udostępniają do wglądu faktury za leczenie zwierząt. Każda wpłacona złotówka jest sumiennie rozliczana.

Ogromnym wsparciem są lokalne zbiórki organizowane przez szkoły, przedszkola i mieszkańców oraz licytacje prowadzone na facebookowym profilu organizacji, choć – co otwarcie trzeba przyznać – to kropla w morzu zwierzęcych potrzeb.


Dom pełen uratowanych zwierząt


Na pytanie, ile zwierząt ma obecnie pod opieką, Marika zaczyna wyliczać:


– Mam swoje trzy psy, trzy adoptowane koty, dwa żółwie do adopcji i kilka ptaków: sierpówkę, grzywacza i dwa gołębie miejskie – opowiada. – Jedna z gołębic nie doleciała do hodowcy z powodu starego urazu nogi. Wypuściłam ją, żeby sama wybrała, czy chce u mnie zostać. Poleciała do sąsiada, a potem wróciła i siedziała pod domem. No to już została. Inny ptak trafił do mnie po ataku kotów. Nie miał skóry na nodze, był praktycznie oskalpowany. Dzisiaj noga się goi i wygląda na to, że wróci na wolność, choć kiedy na niego spojrzałam, byłam przekonana, że nie przeżyje.


Marika zaczęła liczyć zwierzęta przebywające u niej w domu tymczasowym w 2019 roku. Od tego czasu było ich 237! Część została, jak Jurand, kot znaleziony w bardzo złym stanie i – jak się można domyślić po imieniu – bez oka.


– Miał trafić do adopcji, ale tak się z moim mężem pokochali, że nie mogliśmy go już oddać – opowiada. – Staram się nie przywiązywać do zwierząt, nie mogę ich przecież u siebie wszystkich zostawić, bo przestanę pełnić funkcję domu tymczasowego. Z dzikimi zwierzętami sprawa jest prostsza. Tam nie ma relacji, jest karmienie, pielęgnacja i tylko niezbędne czynności. Potem ośrodek, z którego te zwierzęta mają trafić na wolność. W takich sytuacjach o przywiązanie jest trudno. W przypadku psów i kotów trudno z kolei się nie przywiązywać, ale zawsze z tyłu głowy mam to, że moją rolą jest pełnić funkcję domu tymczasowego i znaleźć dla tych zwierząt dobre domy.


„Razem możemy więcej”


Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt działa w Wałczu od 2011 roku. Jak podkreślają jego członkinie, organizacja wiele razy była blisko rozpadu. Wolontariusze z powodu trudnych warunków, w jakich działają, ogromnego zmęczenia i wypalenia, odchodzą, przekazując pałeczkę kolejnym aktywistom.


– Były momenty, kiedy dziewczyny mówiły, że już nie mają siły. To bardzo obciążająca psychicznie działalność. Mimo to nadal poświęcamy na nią swój czas i prywatne pieniądze – mówi. – Bo razem możemy więcej niż osobno.


Najbardziej potrzebni są dziś nowi wolontariusze i domy tymczasowe.


– Potrzebujemy ludzi do pomocy. Zwłaszcza teraz, wiosną i latem, kiedy tych zwierząt jest całe mnóstwo – mówi.


I choć system często zawodzi, one nadal odbierają telefony, jeżdżą na interwencje i karmią kolejne osierocone kocięta.


– Gdybyśmy przestały, wiele zwierząt po prostu nie miałoby żadnej pomocy – podsumowuje.

Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt można wesprzeć, wpłacając na przykład na kocie bezdomniaki tutaj.

ABC pomagacza:

  1. Najpierw sprawdź, potem ratuj
    Nie każde zwierzę wygląda tak źle, jak nam się wydaje. Podlot siedzący w trawie często wcale nie jest porzucony. Zanim zabierzesz zwierzę do domu, skonsultuj się ze specjalistą.
  2. Kastracja ratuje życie
    Bezdomność zwierząt nie bierze się znikąd. Jedna niekastrowana kotka może zapoczątkować kolejne pokolenia cierpienia. Kastracja to nie okrucieństwo – to odpowiedzialność.
  3. Nie karm kociąt krowim mlekiem
    Małe kocię potrzebuje specjalnego mleka zastępczego, ciepła i opieki praktycznie przez całą dobę. Dobre chęci bez wiedzy mogą zaszkodzić.
  4. Pomoc to nie hobby „od czasu do czasu”
    Telefon o rannym zwierzęciu może zadzwonić w święta, w nocy albo przed pracą. Pomaganie zwierzętom to emocjonalny i fizyczny maraton, nie jednorazowy zryw.
  5. Wolontariusz też ma granice
    „Nie mamy ścian z gumy”. Domy tymczasowe, pieniądze i siły psychiczne są ograniczone. Nie każde zwierzę da się przyjąć od razu. Sam też możesz wiele zrobić, chociażby zaalarmować służby – straż miejską lub gminną do godz. 15:00, a po tej godzinie policję.
  6. Nie oceniaj, pomóż
    Łatwo napisać komentarz w internecie. Trudniej wstać o szóstej rano, złapać kota do kastracji i zawieźć go do weterynarza. Jeśli możesz, wesprzyj zamiast krytykować.
  7. Transparentność = Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt Każda złotówka wydana na pomoc zwierzętom powinna być uczciwie rozliczona. Pomoc działa najlepiej tam, gdzie są jasne zasady i otwartość wobec ludzi. Warto wspierać organizacje, które działają lokalnie i których działania można realnie zobaczyć tak jak Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt, pomagające zwierzętom z naszego powiatu.
  8. Nie wszystko da się zrobić samemu
    W Razem dla Zwierząt potrzebni są wolontariusze, domy tymczasowe, kierowcy, darczyńcy i ludzie od interwencji. W pomaganiu naprawdę „razem można więcej”.
  9. Najgorsza jest obojętność
    System często zawodzi, ale zwierzę cierpi tu i teraz. Czasem jedna reakcja, jeden telefon albo jedna miska wody decydują o czyimś życiu.

Fot. Prywatne archiwum Malwiny Kopeć/Info Wałcz

PS Żółwie są do adopcji.

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.