W Witankowie (gm. Wałcz) w ubiegły czwartek odbyło się spotkanie informacyjne dotyczące planowanej budowy biometanowni przez firmę Goodvalley. Inwestycja, której wartość szacowana jest na około 100 milionów złotych, wzbudziła duże emocje wśród mieszkańców, którzy obawiają się przede wszystkim uciążliwych zapachów, wzmożonego ruchu ciężarówek oraz ryzyka dla środowiska, zwłaszcza wód gruntowych.
Spotkanie zostało zorganizowane po tym, jak do urzędu trafiła petycja podpisana przez około 380 osób, której autorem jest radny gminny z tej miejscowości Paweł Mikołajczak.
Wójt Jan Matuszewski podkreślał, że na obecnym etapie samorząd prowadzi jedynie procedurę administracyjną.
– Każdy z państwa może przyjść do urzędu i złożyć wniosek o budowę biogazowni czy wiatraka. My jako gmina musimy wejść w procedurę administracyjną – mówił wójt. – Firma nie ma obowiązku prowadzenia konsultacji, ale bardzo dobrze się stało, że mieszkańcy zgłosili swoje obawy, które będą mogły zostać rozwiane.
Przedstawiciele inwestora zapewniali, że planowana instalacja będzie nowoczesna i szczelna, a jej funkcjonowanie podlegać będzie stałemu monitoringowi. Transport materiałów uciążliwych zapachowo ma się odbywać w zamkniętych pojazdach, magazynowanie w wentylowanych budynkach z filtracją biologiczną, a biogaz ma być oczyszczany z siarki. Na prezentacji dla mieszkańców wśród substratów wymienione były naturalne materiały rolnicze jak będąca odpadem ze świniarni w Wiesiółce gnojowica, obornik, kiszonka, kukurydza oraz słoma.
Przedstawiciele inwestora tłumacząc dlaczego wybrali akurat tę lokalizację do budowy instalacji, mówili o braku zwartej budowy mieszkaniowej w bezpośrednim sąsiedztwie, bliskości drogi S10, a przede wszystkim bliskość ich fermy, znajdującej się w Wiesiółce oraz rurociągu gazowego, do którego ma być wtłaczany produkowany tam gaz.
Mówili, że choć ich firma zarządza biogazowniami w 8 lokalizacjach w Polsce, takiej instalacji, jaka jest planowana w gminie Wałcz, jeszcze nie posiadają, ponieważ to nowa technologia, używana już w Danii. Warto dodać w tym miejscu, że Goodvalley to spółka duńska.
– Instalacja będzie monitorowana 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Każda taka instalacja jest wyposażona w system SCADA, który odczytuje dane z wielu czujników – tłumaczył reprezentant firmy Marcin Chac. – W razie awarii gaz ma być spalany na pochodni.
Najwięcej pytań dotyczyło zapachów. Mieszkańcy wskazywali na negatywne doświadczenia związane z istniejącymi już obiektami rolnymi w okolicy, szczególnie w Rzeczycy (gm. Tuczno).
Inwestor przyznawał, że nie da się całkowicie wyeliminować emisji zapachowych, choć mają być one ograniczane.
– Nie powiem pani, że będzie pachniał perfumami – padło w odpowiedzi na pytanie o poferment, czyli produkt końcowy procesu fermentacji, wykorzystywany później jako nawóz.
Firma przekonywała, że biometanownia może wręcz poprawić sytuację, ponieważ proces fermentacji ogranicza odory w porównaniu do tradycyjnego przechowywania gnojowicy.
– To, co dzisiaj wywozi się na pola w postaci gnojowicy, będzie w dużej mierze odgazowane. To jest poprawa jakości nawozu i istotne zmniejszenie zapachów – przekonywali przedstawiciele inwestora.
Mieszkańcy obawiali się również wpływu inwestycji na wody gruntowe. Padały pytania o długoterminowe skutki nawożenia pofermentem.
– Jak państwo będą to robić przez trzydzieści lat, to w końcu jaką wodę będziemy mieć? – pytał jeden z uczestników.
Przedstawiciele firmy zapewniali, że obowiązują ścisłe limity nawożenia, a każdy rok poprzedzać będą badania i plany nawozowe zatwierdzane przez stację chemiczno-rolniczą.
– Nie możemy przekroczyć limitu 170 kilogramów azotu na hektar. Co roku są pobierane próby, opracowywany jest plan nawozowy i dopiero wtedy można rozpocząć nawożenie – wyjaśniali przedstawiciele firmy Goodvalley.
W trakcie spotkania pojawił się także wątek skali przedsięwzięcia. Według wyliczeń, aby rozprowadzić poferment zgodnie z normami, potrzeba nawet kilku tysięcy hektarów pól.
– To będzie wyjeżdżało poza Wiesiółkę – alarmowali mieszkańcy.
Firma tłumaczyła, że poferment ma trafiać również do dostawców substratów, którzy będą go odbierać w ramach umów.
Jednym z najbardziej napiętych momentów była dyskusja o możliwości zablokowania inwestycji, jeśli mieszkańcy – mimo spełnienia przez firmę wszystkich formalnych wymogów – nadal będą jej przeciwni.
– Jeśli dostaniecie wszystkie pozwolenia, a my stwierdzimy, że nie chcemy, czy jest realna szansa zablokowania projektu? – pytała jedna z mieszkanek.
Wójt odpowiedział wprost, że jeśli instytucje wydadzą pozytywne opinie, gmina będzie zobowiązana do wydania decyzji środowiskowej.
– Jeżeli będą opinie pozytywne, to zgodnie z przepisami prawa będę musiał wydać decyzję pozytywną – mówił J. Matuszewski. – Przypominam jednak, że mieszkańcy zachowują prawo do odwołania.
Inwestor zaproponował mieszkańcom wyjazd do istniejących instalacji, aby mogli „zobaczyć, dotknąć i poczuć”, jak funkcjonują biogazownie firmy Goodvalley w praktyce.
Spotkanie nie przyniosło rozstrzygnięcia. Mieszkańcy podtrzymują swój sprzeciw, natomiast inwestor zapowiada kontynuowanie formalnej procedury środowiskowej.






Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.