Dzisiaj, 12 kwietnia, w Muzeum Ziemi Wałeckiej w Wałczu odbyło się spotkanie z dr hab., prof. ISPAN Karoliną Ćwiek-Rogalską: kulturoznawczynią, bohemistką i etnolożką, autorką głośnej książki Ziemie. Historie odzyskiwania i utraty. Rozmowa „Ile w nas z centralaków?” skupiła się na jednym z mniej opowiedzianych wątków powojennej historii regionu – doświadczeniu tzw. centralaków.
Jak każde spotkanie z K. Ćwiek-Rogalską także i to cieszyło się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Po rozmowie naukowczyni oprowadziła gości po wystawie „DNA Wałcza”, której jest współautorką.
Podczas rozmowy pojawił się także interesujący, bardziej prywatny wątek. Okazało się bowiem, że Karolina Ćwiek-Rogalska oraz dyrektorka muzeum Marlena Jakubczyk-Kurkiewicz, obie wywodzące się z rodzin centralackich, są ze sobą spokrewnione. Odkryły to dopiero w trakcie wspólnej pracy nad wystawą, wcześniej nie mając świadomości tych powiązań. Jak mówiła badaczka, łączy je wspólny pradziadek. Co więcej, obie są etnografkami i zajmują się tematyką przesiedleń. I to właśnie ta wspólna pasja i współpraca badawcza doprowadziły do odtworzenia rodzinnych więzi. Nawiązując do tytułu wystawy „DNA Wałcza” można w ten sposób potwierdzić prawdziwość powiedzenia: „genu nie wydłubiesz”.
– Centralacka pamięć biegnie przez losy rodzin, często splątane i nieoczywiste, co najlepiej pokazuje, jak złożone i niejednoznaczne są historie powojennych osadników – mówiła K. Ćwiek-Rogalska.
A kim właściwie byli tytułowi centralacy?
– Nie jest to pojęcie ani nowe, ani jednoznaczne, a sama kategoria ma charakter relacyjny. Człowiek staje się centralakiem dopiero po migracji, kiedy jego tożsamość zaczyna kształtować się w nowym miejscu – podkreślała badaczka. – Wbrew potocznym wyobrażeniom „centrala” nie oznacza wyłącznie Warszawy, lecz wszystkie ziemie należące do Polski przed 1939 rokiem – od Lubelszczyzny, przez Kujawy, po Podhale.
Zaznaczyła, że była to najliczniejsza grupa osadników. Z centralnej Polski przyjechało bowiem blisko 3 miliony osób, czyli więcej niż z Kresów Wschodnich a mimo to ich doświadczenie pozostaje słabo obecne w świadomości społecznej. Jej zdaniem wynika to przede wszystkim z braku spójnej narracji, która porządkowałaby i opisywała tę część powojennej historii.
– Migracje nie były jednorodne ani motywowane wyłącznie względami ekonomicznymi. Część osób rzeczywiście liczyła na poprawę warunków życia, inni wierzyli w potrzebę budowania polskości na nowych terenach, jeszcze inni byli do wyjazdu zmuszeni przez zniszczenia wojenne. Polski interior był wówczas w dużej mierze zrujnowany, dlatego wielu ludzi wyruszało na zachód przede wszystkim w poszukiwaniu dachu nad głową – podsumowała.








Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.