Smutno zakończyła się sobotnia wyprawa do Szczecina po ligowe punkty drużyny Orła Wałcz. Iskierka okazała się zbyt trudnym rywalem dla wałeckich piłkarzy. Po fatalnej pierwszej połowie, ambitna pogoń za wynikiem okazała się spóźniona.
Iskierka Szczecin – Orzeł Wałcz 4-2 (3-0)
Orzeł: Kanduła – Rak, Opszański, Trzmiel (46′ Taiga Kitajima), Kowalczuk (81′ Patrzek) – Rohs (66′ Antoniak), Riccio, Ściurkowski (46′ Wołejko), Mularczyk (65′ Kaick Silva) – Górny, Kijewski.
Bramki dla Orła: Rak (69′), Kitajima (85′)
Orzeł jechał na mecz do stolicy województwa podbudowany wysoką wygraną 9-1 w środowym meczu Pucharu Polski ze swoim imiennikiem z Bierzwnika. Powody do optymizmu rzeczywiście były, bo strzelenie 9 goli jest zawsze budujące – nawet, jeśli rywalem jest zespół grający na co dzień o dwie klasy niżej. Raz jeszcze okazało się jednak, że co innego puchar, a co innego liga.
Iskierka, która w poprzednim sezonie awans do 3. ligi przegrała zaledwie o dwa punkty, przystąpiła do nowych rozgrywek w dosyć mocno odmłodzonym składzie. Ze szczecińskim klubem pożegnał się również główny sponsor, który zaczął wspierać 3-ligowy klub ze stolicy województwa. W czterech poprzednich kolejkach nowego sezonu Iskierka wygrała tylko jeden mecz, a to znaczyło, że w przypadku zwycięstwa wałecki zespół przeskoczyłby ją w tabeli.
Orzeł w końcówce okna transferowego uzupełnił skład o dwóch nowych zawodników: japońskiego napastnika Taigę Nakajimę oraz bramkarza Marcela Graczykowskiego – wychowanka MUKS Orzeł 2010, który trafił do klubu na zasadzie wypożyczenia z APR Lampart Poznań. Mecz z Iskierką obydwaj zaczęli jednak na ławce rezerwowych. Nie zasiadł natomiast na niej wcale trener Orła Roman Michorek, ukarany czerwoną (a nie żółtą, jak omyłkowo napisałem w relacji) kartką w meczu z rezerwami Świtu, który poczynania swoich zawodników w spotkaniu z Iskierką obserwował z trybun. Do Szczecina nie pojechał również kontuzjowany kapitan drużyny Marek Hermanowicz, a w czasie rozgrzewki kontuzji kolana doznał awizowany do gry w wyjściowym składzie Wiktor Lisowski. Ze skutkami przewlekłego urazu kolana boryka się nadal również Konrad Mularczyk, który mimo wszystko próbuje wspierać na boisku swoich kolegów z drużyny.
Przedmeczowy optymizm prysnął jednak jak mydlana bańka już w pierwszej połowie meczu z Iskierką. Zespół gospodarzy stanowili w większości doświadczeni piłkarze, a młodzież czekała na swoją szansę na ławce rezerwowych. Od pierwszych minut chyba nikt nie miał żadnych wątpliwości, kto będzie w tym meczu dyktować warunki. Piłkarze Iskierki górowali nad swoimi wałeckimi vis’a’vis warunkami fizycznymi, szybkością, organizacją gry, wyszkoleniem technicznym… w sumie zdecydowanie łatwiej byłoby wymienić te elementy piłkarskiego rzemiosła, w których zawodnicy Orła nie ustępowali gospodarzom. Na pewno jednym z nich była ambicja – tyle, że samą ambicją meczów się nie wygrywa…
O pierwszej połowie szczecińskiego meczu chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Gra wałeckich piłkarzy wyglądała źle właściwie w każdej formacji. Gospodarze robili na boisku co chcieli, dominowali w pojedynkach fizycznych, swobodnie przedostawali się pod bramkę Kanduły atakując i skrzydłami, i środkiem, a pierwszą okazję do strzelenia gola mieli już w 4. minucie, kiedy piłka nieznacznie przeleciała nad poprzeczką bramki gości po strzale z 20. metrów.
W 9. minucie dobrym, prostopadłym podaniem do Mateusza Górnego popisał się Mularczyk, jednak napastnik Orła nie zdołał pokonać bramkarza Iskierki w sytuacji sam na sam, a w dodatku arbiter zasygnalizował pozycję spaloną.
Miejscowi kolejnymi atakami rozmontowywali wałecką defensywę, aż w 21. minucie objęli prowadzenie. Zagrana z głębi pola piłka trafiła do stojącego na 10. metrze doświadczonego Szymona Emche, ten spokojnie ją przyjął i wykorzystując przestrzeń pomiędzy biernie zachowującymi się Trzmielem i Opszańskim, mocnym strzałem przy słupku pokonał Kandułę.
Trzy minuty później po rzucie rożnym stoperzy Orła wystąpili w głównych rolach w polu karnym gospodarzy, jednak strzał głową Trzmiela został zablokowany, a poprawka Opszańskiego minęła słupek.
W 26. minucie miejscowi zakończyli niecelnym strzałem swoją szybką kontrę, ale 5 minut później było już 2-0. Dobra centra z rzutu rożnego trafiła na głowę wysokiego stopera Jakuba Kuzki, który przy znów dość biernej postawie stoperów Orła uderzeniem z 6. metrów nie dał Kandule żadnych szans na skuteczną obronę.
Nie upłynęło nawet 5 minut, kiedy miejscowi po kolejnym rzucie różnym i znowu za sprawą Kuzki podwyższyli prowadzenie na 3-0. W tym momencie wałeccy piłkarze sprawiali wrażenie kompletnie bezradnych, a w powietrzu pachniało pogromem…
Na szczęście jednak Orzeł dotrwał do przerwy bez kolejnych strat. Po pierwszych 45 minutach nasuwał się jeden podstawowy wniosek: środek obrony bez Marka Hermanowicza radzi sobie, powiedzmy, słabo. Po zmianie stron na boisku pojawili się Taiga Nakajima oraz Julian Wołejko i zwłaszcza ten pierwszy wniósł sporo ożywienia w ofensywne poczynania zespołu gości. Zadanie miał jednak trochę ułatwione, bo zadowoleni z wysokiego prowadzenia miejscowi w drugiej połowie wyraźnie zwolnili tempo i dopuścili do głosu przyjezdnych. Piłkarze Orła dość często gościli na połowie Iskierki i dłużej utrzymywali się przy piłce, ale długo nie przekładało się to na konkretne zagrożenie bramki gospodarzy. W 61. minucie dobrze zafunkcjonowała współpraca pomiędzy Górnym i Nakajimą, ale strzał Japończyka z 16 metrów zablokowali obrońcy Iskierki. Po upływie 3 minut Nakajima niecelnym strzałem zakończył kontrę, w której uczestniczyli Kowalczuk i Kijewski.
Goście dopięli swego w 69. minucie, kiedy ładnym i skutecznym strzałem z rzutu wolnego z ponad 20 metrów popisał się Rak.
To nie zaspokoiło ambicji wałeckich piłkarzy. Przyjezdni próbowali pójść za ciosem, ale defensywnej grze Iskierki trudno było coś zarzucić. Dopiero w 85. minucie po dobrej akcji na próbę uderzenia z pola karnego zdecydował się Górny. Obrońcy gospodarzy zablokowali ten strzał, ale do odbitej piłki dopadł Nakajima i z kilkunastu metrów mocnym strzałem posłał ją do siatki.
Kontaktowy gol sprawił, że piłkarze Orła postawili wszystko na jedną kartkę. Szukając wyrównania przenieśli ciężar gry i prawie wszystkie siły na połowę Iskierki. Miało to sens, bo nie ma to większego znaczenia, czy się przegrywa różnicą jednego czy dwóch goli, a wyrównać można tylko wtedy, gdy się atakuje. Niestety, w sobotę zafunkcjonował właśnie ten gorszy wariant. Po stracie piłki na połowie gospodarzy ci ruszyli z kontrą, piłka w kilka sekund znalazła się w pobliżu wałeckiej bramki i wprowadzony niedawno na boisko Alan Barabasz strzelił z narożnika pola karnego. Uderzenie nie było wprawdzie zbyt mocne, a interweniujący Kanduła miał futbolówkę na rękach, ostatecznie jednak ugrzęzła ona w siatce.
Generalnie mecz wygrał zespół lepszy i trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby Iskierce potrzebny był jeszcze jeden gol, to by go po prostu strzeliła. Orzeł w drugiej połowie trochę zatarł fatalne wrażenie, jakie zostawił po sobie w pierwszej odsłonie sobotniego meczu, ale to było za mało, by myśleć o wywiezieniu ze Szczecina choćby jednego punktu.
Wałecki zespół ma już za sobą jedną trzecią rundy. W pięciu meczach udało mu się uzbierać tylko jeden punkt i choć w większości przypadków mierzył się do tej pory z rywalami, którzy są zdecydowanie poza jego zasięgiem, jednak nie zmienia to faktu, że sytuacja Orła nie napawa wielkim optymizmem. Wałecką drużynę czekają teraz mecze z CRS Barlinek oraz z GKS Manowo i jeśli gdzieś szukać w tym sezonie nadziei na łatwiejsze zdobycie punktów, to właśnie między innymi w konfrontacjach z tymi rywalami.
O wiele lepiej spisują się w A-klasie rezerwy Orła. W niedzielę 13 września na stadionie przy ul. Wojska Polskiego 25A doszło do wyczekiwanych derbów powiatu pomiędzy Orłem II i Wspólnymi Różewo, którzy – przypomnijmy – zostali mistrzami Klasy A, ale zrezygnowali z awansu do Klasy Okręgowej. Mecz toczył się od początku pod dyktando gospodarzy. W Wałeckiej drużynie występują tak doświadczeni piłkarze, jak Jakub Jaworek, Szymon Bezhubka, prezes klubu Przemysław Stolarski czy Karol Krzysztoń, wspierani przez młodych zawodników, w tym również występujących już na poziomie 4. ligi. Do przerwy gospodarze prowadzili 4-0 po trafieniach P. Stolarskiego, K. Krzysztonia, J. Wołejki i samobójczym golu byłego piłkarza Orła M. Michalika, a po zmianie stron na listę strzelców wpisali się jeszcze K. Kubowicz i M. Malinowski.
Generalnie „rezerwiści” Orła zagrali dobry mecz, a po drużynie Wspólnych widać było ubytki kadrowe, do których doszło w zespole po poprzednim, bardzo udanym sezonie. Ci, którzy zostali w klubie mają jednak wystarczająco dużo jakości, by walczyć o czołowe lokaty w lidze.
Póki co jednak, na czele tabeli Klasy A jest zespół Jedności Tuczno, który odniósł cztery zwycięstwa w czterech dotychczasowych meczach i jeśli klub jest organizacyjnie gotowy do gry w Klasie Okręgowej, to sportowo awans na pewno jest osiągalny. Po czterech meczach Orzeł II zajmuje w tabeli 3. miejsce, piąty jest odradzający się Santos Kłębowiec, siódme miejsce zajmuje Sad Chwiram (do którego trafiło kilku piłkarzy z wycofanego z rozgrywek KS Dzikowo), na 10. miejsce spadli Wspólni Różewo, a jedenastą (przedostatnią) lokatę okupuje Grom Szwecja.


Fot. Kaja Rodzik
Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.