Przejdź do treści

Dotkliwe lanie w Ustroniu

Jeszcze jest zbyt wcześnie na ocenę całej rundy, ale jej początek na pewno nie jest dla wałeckiego Orła zbyt optymistyczny: zaledwie jeden punkt wywalczony w dwóch meczach z czwartoligowymi średniakami (z całym szacunkiem dla Iny Ińsko i Astry Ustronie Morskie)

Info Wałcz
Info Wałcz
Dodano: ~6 min czytania 0 komentarzy


Jeszcze jest zbyt wcześnie na ocenę całej rundy, ale jej początek na pewno nie jest dla wałeckiego Orła zbyt optymistyczny: zaledwie jeden punkt wywalczony w dwóch meczach z czwartoligowymi średniakami (z całym szacunkiem dla Iny Ińsko i Astry Ustronie Morskie) zwiastuje trudną walkę o uniknięcie spadku. Cała nadzieja w tym, że w kolejnych meczach wałeccy piłkarze pokażą, iż dotkliwa porażka w Ustroniu była tylko wypadkiem przy pracy. I nie o wynik tu chodzi, a w każdym razie nie tylko o wynik…

Astra Ustronie Morskie – Orzeł Wałcz 5-1 (2-0)

Orzeł: Kanduła – K. Suślik (30′ Antoniak), Jaworek (73′ Lisowski), Osaka, Riccio – Kowalczuk (46′ Leśny, 77′ Patrzek), Mrówczyński, Ściurkowski (73′ Wołejko), Soetan – Mularczyk – Kijewski.

Bramka dla Orła: Mularczyk (85′).

Po remisie z Iną Ińsko na inaugurację rundy rewanżowej 4. ligi można było chwalić piłkarzy Orła przede wszystkim za odpowiedzialność i dobrą postawę w grze defensywnej oraz tłumaczyć brak sytuacji strzeleckich grą w osłabieniu przez ponad 30 minut. Tydzień później po bardzo wysokiej porażce z Astrą Ustronie Morskie trudno znaleźć w grze Orła zbyt wiele pozytywów. Wyjątkowo liczna, bo ok. 30-osobowa grupa wałeckich kibiców (w tym głośna grupa ultrasów) wracała znad morza w bardzo kiepskich humorach.

Początkowe minuty tego meczu były dość wyrównane – być może dlatego, że naszpikowany obcokrajowcami (4 Ukraińców i Japończyk w pierwszym składzie) zespół gospodarzy poświęcił ten czas na rozpoznanie potencjału drużyny z Wałcza. Ze względu na to, że wspomniany potencjał okazał się mizerny, miejscowi przystąpili bardzo energicznie do realizowania swojego planu. Zakładał on nękanie gości wysokim presingiem, odbiór piłki możliwie daleko od swojej bramki i wyprowadzanie szybkich kontr z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska. O ile Riccio dość skutecznie radził sobie z powstrzymywaniem rozpędzonych zawodników Iny, o tyle K. Suślik miał poważne problemy z szybkim i zwrotnym oraz kreatywnym i dobrze wyszkolonym technicznie Japończykiem Segusą. Piłkarz z Kraju Kwitnącej Wiśni bez litości obchodził się z K. Suślikiem, który już w 10. minucie został ukarany przez sędziego żółtą kartką, oraz z próbującym mu pomagać Kowalczukiem. Obydwaj zawodnicy Orła zagrali w sobotę kiepsko.

– Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Suślik jest jeszcze młodzieżowcem i to jest jego chyba dopiero drugi mecz na pozycji prawego obrońcy – tłumaczył obserwujący spotkanie z trybun ciężko kontuzjowany pomocnik Orła Daniel Popiołek. – Jesienią grał niewiele, więc potrzebuje czasu, żeby okrzepnąć w seniorskiej piłce i na nowej dla sibie pozycji.

Zanim trener Roman Michorek zdążył zareagować na kiepską postawę K. Suślika, goście przegrywali już różnicą dwóch bramek. Pierwszą akcję bramkową zainicjował i wykończył w 13. minucie Segusa, który miał mnóstwo miejsca i czasu na strzał zewnętrzną częścią stopy z narożnika pola karnego Orła. Po uderzeniu w wykonaniu Japończyka piłka odbiła się od słupka i trafiła pod nogi kolejnego zawodnika Astry, który wycofał ją spod linii bramkowej na 10 metr wprost do Segusy, a ten strzałem w środek bramki po rękawicy usiłującego ratować sytuację Kanduły umieścił futbolówkę w siatce.

Tuż po wznowieniu gry po ładnym, prostopadłym podaniu w wykonaniu Riccio, z piłką w szesnastce gospodarzy znalazł się Mularczyk, który był o włos od wyrównania, jednak futbolówka po jego płaskim strzale odbiła się tylko od słupka… Trzeba niestety zaznaczyć, że była to pierwsza i ostatnia groźna akcja ofensywna w wykonaniu gości w pierwszej połowie.

W 30. minucie gracze Orła zostawili gospodarzom mnóstwo przestrzeni do rozegrania składnej akcji, którą skutecznym strzałem wykończył doświadczony były gracz Kotwicy Kołobrzeg Daniel Chyła.

W jaki sposób Orzeł nie stracił w pierwszej połowie więcej bramek? Trudno to racjonalnie wyjaśnić, bo miejscowi wręcz zdominowali mecz. Goście bronili się głęboko właściwie całym zespołem, a próby organizowania swoich akcji po odzyskaniu piłki wyglądały nieporadnie i ślamazarnie. Jedynym wyjątkiem od tej reguły był wygrany pojedynek Kijewskiego z obrońcą Astry, po którym napastnik Orła znalazł się z piłką przy nodze w polu karnym gospodarzy. Próbę strzału w wykonaniu zawodnika z Wałcza lepiej jednak będzie przemilczeć.

W pierwszej połowie na swoim normalnym (co nie znaczy, że jednakowo dobrym) poziomie zagrali właściwie tylko Mularczyk, Riccio, Ściurkowski oraz Osaka i Kanduła. Pozostali prezentowali się słabo albo… bardzo słabo.

Po zmianie stron nie doszło do przełamania. Stroną dyktującą swoje warunki gry był zespół Astry, który nie ustawał w próbach strzelenia kolejnych goli. Na boisku pojawił się Leśny, a potem Rohs, ale i oni nie odmienili oblicza swojego zespołu. W dodatku utykać zaczął Riccio, który do spółki z Mularczykiem napędzał w pierwszej połowie ataki Orła. Fatalny w skutkach dla gości okazał się fragment pomiędzy 69. i 76. minutą spotkania, kiedy klasycznego hat tricka skompletował Paweł Bugaj. Napastnik Astry skutecznymi strzałami zamknął dwie kontry swojego zespołu, rozpoczęte w wyniku dwóch strat Ściurkowskiego w środku pola, a za trzecim razem wykorzystał nieporozumienie pomiędzy bramkarzem i jednym z obrońców Orła, do którego doszło w polu bramkowym gości.

Większości piłkarzy Orła odechciało się w tym momencie grać – chcieli chyba wziąć po prostu prysznic i wyruszyć w drogę powrotną do domu. Wyjątkami od tej reguły byli jedynie Osaka i Mularczyk. Temu pierwszemu sprzykrzyła się chyba gra na pozycji środkowego obrońcy (nominalnie jest zawodnikiem ofensywnym) i kilka razy spróbował wypadów w pole karne Astry. Jeden z nich okrasił świetnym podaniem do mającego sporo miejsca Mularczyka, który zamknął tę akcję efektownym i skutecznym strzałem z kilkunastu metrów. Tylko na honorowego gola stać było jednak w sobotę zespół Orła.

A w kolejnym meczu o punkty też nie będzie łatwo. Rywalem wałeckich piłkarzy w sobotę 21 marca będzie bowiem koszaliński Bałtyk, zajmujący 4. miejsce w tabeli 4. ligi. Do Świąt Wielkanocnych pozostało co prawda jeszcze sporo czasu, ale bardzo chcielibyśmy, aby była to sobota piłkarskiego cudu…

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.