Przejdź do treści

Do wliczenia w koszty

Zajmująca jedną z czołowych lokat w tabeli Sparta Gryfice okazała się zbyt silnym rywalem dla wałeckiego Orła. Wałczanie wrócili do domu z bagażem sześciu straconych goli, a kluczowa dla losów sobotniego meczu okazała się 19. minuta meczu, od której goście

Info Wałcz
Info Wałcz
Aktualizacja: ~5 min czytania 0 komentarzy


Zajmująca jedną z czołowych lokat w tabeli Sparta Gryfice okazała się zbyt silnym rywalem dla wałeckiego Orła. Wałczanie wrócili do domu z bagażem sześciu straconych goli, a kluczowa dla losów sobotniego meczu okazała się 19. minuta meczu, od której goście grali w 10-osobowym składzie.

Orzeł: Kanduła – Antoniak (68′ Kasperek), Hermanowicz, Jaworek, Riccio – Kowalczuk (46′ Suślik), Wołejko, Mrówczyński (46′ Patrzek), Ściurkowski (46′ Mularczyk) – Rohs (20′ Gosławski), Kijewski (75′ Osaka).

Bramki dla Orła: Suślik (50′), Hermanowicz (70′).

Mecz w Gryficach ułożył się zgodnie z podstawowym prawem Murpy’ego, które mówi, że „jeśli coś może pójść źle, to na pewno tak się stanie”. Zło dla Orła zaczęło się już w 4. minucie meczu, kiedy spartanie przeprowadzili dobrą akcję lewym skrzydłem, w wyniku której ich szybki skrzydłowy wbiegł z piłką w pole karne, gdzie ustąpili mu miejsca obrońcy Orła, więc gryficzanin z dość ostrego kąta ładnym strzałem przy dalszym słupku pokonał Kandułę.

Przez następny kwadrans przyjezdni grali już uważniej w obronie i gospodarze nie stwarzali sobie dogodnych sytuacji strzeleckich. Ich dominacja nie podlegała jednak żadnej dyskusji. Spartanie rządzili w środku pola, który był dla gości strefą nie do przejścia. Zawodnicy Orła seryjnie tracili tu piłkę w pojedynkach z gospodarzami i pozwalali im napędzać swoje akcje.

Fatalna w skutkach dla Orła okazała się 19. minuta meczu. Miejscowi kolejny raz przerwali tu próbę akcji Orła, a po odbiorze zagrali proste podanie w kierunku wybiegającego na czystą pozycję skrzydłowego Sparty. W jego kierunku wybiegł usiłujący ratować sytuację bramkarz Orła. Piłkarze starli się tuż przed linią szesnastego metra. Wydawało się, że Kanduła najpierw wybił piłkę spod nóg rywala, a dopiero później doszło do zderzenia obydwu zawodników, jednak sędzia uznał, że bramkarz sfaulował szarżującego rywala i ukarał zespół Orła rzutem wolnym z 17. metrów, a Kandule pokazał czerwoną kartkę. Protesty zdały się na nic i po zmianie z Rohsem między słupkami bramki Orła stanął Gosławski.

Nie rezerwowego bramkarza trzeba jednak winić za wysoką porażkę wałeckiej drużyny. Gosławski robił, co mógł, jednak gra Orła od tego fatalnego wydarzenia z 19. minuty kompletnie się posypała, a gospodarze skrzętnie z tego skorzystali. Już do przerwy prowadzili różnicą pięciu goli, które padały przy zadziwiającej bierności obrońców Orła. Inna rzecz, że piłkarze Sparty grali naprawdę dobrze i widać było gołym okiem, że swoje akcje przeprowadzają w dobrym tempie i zgodnie z wypracowanymi na treningach schematami.

Natomiast gościom nie układało się w pierwszej połowie praktycznie nic. Można powiedzieć, że Sparta z równie dobrym dla siebie skutkiem mogłaby grać bez bramkarza, bo gracze Orła zdołali wywalczyć w tym okresie tylko dwa (jeden po drugim) rzuty rożne i nie oddali żadnego – nawet niecelnego! – strzału na bramkę gospodarzy. Prawda jednak jest taka, że gra się tak, jak pozwala przeciwnik, a miejscowi nie pozwalali grającym w osłabieniu gościom praktycznie na nic.

Trener Michorek wpuścił po przerwie na boisko trzech zawodników i dwóch z nich miało decydujący udział w strzeleniu gola. W 50. minucie Wołejko posłał prostopadłe podanie do Mularczyka, który wykorzystując nieudaną próbę zastawienia pułapki ofsajdowej przez obronę Sparty wbiegł z piłką w pole karne i z dość ostrego kąta strzelił płasko z ostrego kąta w kierunku dalszego słupka. Wprawdzie bramkarz gospodarzy zdołał obronić to uderzenie, jednak w pobliżu czaił się Suślik, który bez problemu z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki.

Gol dla Orła najwyraźniej rozdrażnił piłkarzy Sparty, bo na ich odpowiedź trzeba było czekać zaledwie dwie minuty – posłana z rzutu rożnego na bliższy słupek piłka przeleciała nad głowami obrońców Orła piłki napastnik gospodarzy Fabian Grzelka wepchnął ją do bramki, kompletując hat tricka.

Później toczony w dość spokojnym tempie mecz trochę się wyrównał, choć nadal toczył się pod dyktando Sparty. Orzeł nie zaniechał jednak prób przynajmniej zmniejszenia rozmiarów porażki. Udało się to w 70. minucie Markowi Hermanowiczowi, który po zbyt krótkim wybiciu piłki przez obrońcę Sparty przejął ją i z linii pola karnego tak mocno strzelił z powietrza, że bramkarz gospodarzy nawet nie zdążył zareagować.

W ten sposób ustalony został wynik meczu, w którym Orzeł uległ lepszemu od siebie i dodatkowo grającemu w liczebnej przewadze rywalowi. Wysoka lokata w tabeli Sparty na pewno nie jest przypadkowa i choć walczący o utrzymanie Orzeł musi szukać punktów w każdym meczu, jednak porażkę z tak jakościowym i dobrze dysponowanym rywalem trzeba po prostu wliczyć w koszty i robić swoje. Tym bardziej, że już w piątek o godz. 13.00 na swoim stadionie wałczanie rozpoczną mecz o 6 punktów z również walczącą o utrzymanie Darłovią Darłowo. Niestety, prawie na 100 proc. wiadomo, że w tym arcyważnym spotkaniu nie będzie mógł wystąpić prezentujący się wiosną bardzo dobrze Franciszek Kanduła, choć Komisja Dyscyplinarna ZZPN jeszcze nie orzekła, w ilu meczach po czerwonej kartce będzie musiał pauzować bramkarz Orła. Jeśli jednak Gosławski będzie bronił tak, jak w lutowym turnieju halowym o puchar burmistrza, to nie ma powodów do obaw. A reszta będzie w nogach i… głowach jego kolegów z pola!

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.