Przejdź do treści

Denis rozrabiaka

Ligowy kalendarz początku sezonu jest dla Orła bezlitosny: Biali Sądów, Pogoń II Szczecin, Astra Ustronie Morskie – oto zestaw rywali, z którymi wałecki zespół mierzył się w trzech pierwszych kolejkach rundy jesiennej. Nic zatem dziwnego, że na koncie podopiecznych Romana

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~7 min czytania 0 komentarzy


Ligowy kalendarz początku sezonu jest dla Orła bezlitosny: Biali Sądów, Pogoń II Szczecin, Astra Ustronie Morskie – oto zestaw rywali, z którymi wałecki zespół mierzył się w trzech pierwszych kolejkach rundy jesiennej. Nic zatem dziwnego, że na koncie podopiecznych Romana Michorka było przed sobotą 5 września okrągłe zero punktów i tylko jedna strzelona bramka, co skutkowało ostatnim miejscem w tabeli. A w czwartej kolejce na mecz do Wałcza przyjechał kolejny trudny rywal – rezerwy szczecińskiego Świtu.

Orzeł Wałcz – Świt II Szczecin 2-2 (1-1)

Orzeł: Kanduła – Rak, Opszański, Trzmiel (75′ Riccio), Kowalczuk – Mularczyk (75′ Hermanowicz), Ściurkowski, Kaick (46′ Lisowski), Rohs – Kijewski (75′ Antoniak), Górny.

Bramki dla Orła: Rohs x2 (5′, 81′)

Dodatkowym wielkim problemem Orła była kontuzja kapitana zespołu Marka Hermanowicza, który zaczął mecz na ławce rezerwowych, a ile znaczy nieobecność tego piłkarza na boisku, tego nie trzeba chyba żadnemu kibicowi wałeckiego zespołu tłumaczyć. Miejsce kontuzjowanego kolegi zajął niecieszący się ostatnio wielkim zaufaniem trenera Konrad Trzmiel i od razu warto powiedzieć, że zagrał niezłe spotkanie.

Goście przywieźli do Wałcza zespół zestawiony w większości z młodych, bardzo dobrych wydolnościowo i piłkarsko zawodników. Rezerwiści Świtu swobodnie operowali piłką, chętnie wykorzystywali do przeprowadzania swoich akcji boczne sektory boiska, skąd posyłali dokładne piłki w kierunku któregoś z trzech wysokich i silnych graczy ofensywnych. Generalnie widać było, że goście lepiej czują się w ataku, niż w obronie.

Mecz jednak zaczął się znakomicie dla gospodarzy. Po wyjątkowo krótkim rozpoznaniu sił, jako pierwsi w 5 minucie groźnie zaatakowali piłkarze Orła. Po dalekim przerzucie na prawą stronę wydawało się, że szczecińscy obrońcy wybiją piłkę daleko od swojej bramki, ale przy prawym narożniku swojego pola karnego futbolówkę przechwycił bardzo aktywny od samego początku Denis Rohs i zaczął szukać okazji do oddania strzału. Prowadząc piłkę krótko przy nodze wbiegł z nią w pole karne, po drodze mijając jak slalomowe tyczki kolejnych rywali (my doliczyliśmy się pięciu!), którzy w obawie przed faulem w polu karnym bali się zaatakować go mocniej. W końcu Denis znalazł się w miejscu, z którego mógł oddać strzał prawą nogą i natychmiast z tego skorzystał, posyłając futbolówkę do siatki tuż przy słupku, obok rąk rozpaczliwie interweniującego bramkarza Świtu. Gol – marzenie i będziemy bardzo zdziwieni, jeśli nie zostanie uznany bramką kolejki.

Goście uznali to wydarzenie za wypadek przy pracy i wzięli się za odrabianie strat. W 9. minucie wałecki zespół mógł mówić o szczęściu, kiedy po nieudanej interwencji Trzmiela skrzydłowy Świtu płasko podał spod końcowej linii na 5. metr do nadbiegającego kolegi, ten jednak nie trafił w idealnej sytuacji w piłkę. To było pierwsze poważne ostrzeżenie dla gospodarzy.

Mniej więcej od 15. minuty goście niemal całkowicie przejęli inicjatywę w meczu. Na bramkę Kanduły sunął atak za atakiem, mnóstwo pracy mieli szczególnie grający na bokach obrony Rak i Kowalczuk, jednak goście mieli problem z finalizowaniem swoich akcji.

Tak było jednak tylko do. 26 minuty. Szczecinianie przeprowadzili kolejny szybki atak i wprowadzili piłkę w pole karne. Wydawało się, że zarówno Opszański, jak i Trzmiel przegapili 2-3 dobre momenty do wybicia piłki, która ostatecznie trafiła do pozostawionego na 7. metrze bez opieki Pawła Aniołkowskiego, a ten strzałem pod poprzeczkę umieścił ją w siatce. Futbolówka otarła się jeszcze o rękę Kanduły, ale uderzenie okazało się zbyt mocne, by wałecki bramkarz był w stanie zapobiec stracie gola.

Po stracie gola piłkarze Orła przenieśli ciężar gry dalej od swojej bramki i ukrócili dominację gości w środkowej strefie boiska. W 39. minucie gospodarze byli bardzo bliscy ponownego objęcia prowadzenia. Świetny rajd prawą stroną boiska przeprowadził Rohs, który zagrał płaską piłkę na 2. metr do nadbiegającego Górnego. Napastnik Orła miał bardzo mało czasu na złożenie się do strzału i trochę nieczysto trafił w piłkę, ta jednak zmierzała tuż przy słupku do bramki gości, ale została wybita w pole przez obrońcę. Zarówno kibice, jak i będący w pobliżu zawodnicy Orła – nie mówiąc już o Mateuszu Górnym – byli pewni, że piłkarz Świtu zagrał piłkę ręką, jednak sędzia Wojciech Prus pozostał niewzruszony na głośne protesty. Nawiasem i bardzo oględnie mówiąc, arbiter podjął w tym meczu kilka kontrowersyjnych decyzji i w zdecydowanej większości przypadków były to decyzje na korzyść sobotniego rywala Orła… Pan Prus ukarał żółtymi kartkami aż sześciu piłkarzy oraz trenera wałeckiego zespołu, a na podobną karę zdaniem arbitra zasłużyło tylko trzech zawodników Świtu, którzy wiele razy również nie przebierali w środkach. Kiepska postawa arbitra doprowadziła zresztą do tego, że w końcówce meczu na boisku doszło do niepotrzebnych przepychanek pomiędzy graczami obydwu zespołów.

Bardzo niewiele brakowało, żeby druga połowa meczu rozpoczęła się identycznie, jak pierwsza. Już w 47. minucie Denis Rohs uciekł obrońcy gości i wbiegł z piłką w pole karne, ale jego mocny strzał bramkarz Świtu zdołał instynktownie skierować na poprzeczkę. Kibice na trybunach tylko jęknęli…

Później na długie minuty inicjatywę w meczu znów przejęli goście. Ataki piłkarzy ze Szczecina były groźne, ale albo dobrze interweniowali bramkarz i obrońcy Orła, albo goście nie potrafili zakończyć ich skutecznym strzałem.

Ostatnie pół godziny meczu toczyło się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Nad Wałczem przeszła nawałnica deszczu, połączonego z wyładowaniami atmosferycznymi. Na boisku stworzyły się kałuże, które mocno utrudniały grę obydwu zespołom. Początkowo lepiej radzili sobie z tym goście, którym w 69. minucie po rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym Orła udało się z najbliższej odległości wepchnąć piłkę do siatki.

Trener Roman Michorek zareagował na to wpuszczeniem na boisko Riccio, Hermanowicza i Antoniaka w miejsce Trzmiela, Mularczyka i Kijewskiego. Dysponujący pełnym zapasem sił piłkarze ożywili grę wałeckiego zespołu, ale obrońcy Świtu dobrze wywiązywali się ze swoich obowiązków.

Działo się tak aż do 81. minuty, kiedy do zagranej z głębi pola prostopadłej piłki wystartowali z jednej strony Mateusz Górny, a z drugiej bramkarz Świtu. Wydawało się, że ślizgająca się po murawie futbolówka padnie łupem zawodnika gości, jednak nowy nabytek Orła pokazał, jaką dysponuje szybkością i dopadł do niej minimalnie szybciej. Próba strzału musiała wprawdzie trafić w bramkarza, ale odbita piłka znalazła się pod nogami wszędobylskiego Rohsa, który z zimną krwią doprowadził do wyrównania, a za chwilę uszczęśliwiony odbierał zasłużone gratulacje od kolegów.

Końcówka meczu toczyła się w dość nerwowej atmosferze, ale żadna z drużyn nie stworzyła sobie okazji do przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę.

Orzeł wyszarpał więc pierwszy punkt w sezonie w meczu, w którym nie był wprawdzie zespołem lepszym, ale zasłużył na nagrodę za waleczność i wiarę. Na pochwały zasłużyli wszyscy, ale trudno szczególnie nie docenić gry Denisa Rohsa. Młody piłkarz nie tylko popisał się skutecznością, ale także postawą w czasie całego meczu – fantazją, odwagą, nieustępliwością i ruchliwością. Dobrze patrzyło się też na grę Ściurkowskiego, który wrócił już chyba do pełni formy po kłopotach ze zdrowiem w okresie przygotowawczym. Warto rownież zwrócić uwagę na występ Mateusza Górnego, który po dołączeniu do wałeckiego zespołu nie może jeszcze wprawdzie pochwalić się liczbami, ale jego zaangażowanie w grę w fazach, kiedy w posiadaniu piłki jest przeciwnik, bardzo pomaga wałeckiej drużynie, a gole i asysty prędzej czy później przyjdą. Do swojego normalnego, czyli bardzo wysokiego poziomu zdaje się wracać Konrad Mularczyk, dzielnie z obrońcami Świtu walczył też Kijewski. Trudno także nie zauważyć, że coraz lepiej na lewej obronie radzi sobie Kowalczuk.

Zapewne wszyscy życzą sobie, by sobotni mecz był zwiastunem lepszych czasów dla wałeckiej drużyny. W najbliższą sobotę 12 września Orzeł pojedzie na mecz z mocno odmłodzoną w tym sezonie ekipą Iskierki Szczecin i chociaż faworytem nie będzie, to jednak stać go na wywalczenie w stolicy województwa kolejnych punktów. A przynajmniej jednego…

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.