Przejdź do treści

Czuć zapach okręgówki

To dopiero szósta kolejka rundy jesiennej rozgrywek 4. ligi, ale kibice wałeckiego Orła mają coraz więcej powodów do niepokoju. Zespół gubi punkty nie tylko w meczach z silniejszymi rywalami, ale również z tymi, którzy szorują po dnie ligowej tabeli. Beniaminek

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~3 min czytania 0 komentarzy


To dopiero szósta kolejka rundy jesiennej rozgrywek 4. ligi, ale kibice wałeckiego Orła mają coraz więcej powodów do niepokoju. Zespół gubi punkty nie tylko w meczach z silniejszymi rywalami, ale również z tymi, którzy szorują po dnie ligowej tabeli. Beniaminek z Barlinka wywalczył pierwszy punkt po awansie do 4. ligi, a Orzeł stracił dwa punkty w meczu, który miał obowiązek wygrać.

Orzeł Wałcz – Pogoń Barlinek 0-0

Orzeł: Kanduła – Rak, Hermanowicz, Riccio, Kowalczuk – Górny, Ściurkowski, Kaick, Rohs (46′ Mularczyk), Kijewski (82′ Moskwa) – Kitajima (70′ Antoniak).

Reklama

Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad wałeckim Orłem. Wywalczenie zaledwie jednego punktu w pięciu dotychczasowych meczach 4. ligi można było tłumaczyć tym, że Orzeł mierzył się z teoretycznie silniejszymi od siebie rywalami, jednak w sobotę zwycięstwo nad Pogonią Barlinek, która dopiero zbiera doświadczenie na tym poziomie rozgrywek i na koncie miała same porażki – wydawało się obowiązkiem.

Niestety, nie udało nam się wywalczyć kompletu punktów, mimo, że przez dwie trzecie meczu byliśmy zespołem lepszym – mówi drugi trener Orła Wojciech Wesołowski. – Nie była to może jakaś wielka nasza przewaga, ale byliśmy blisko strzelenia gola i powinniśmy to zrobić. Dwie sytuacje miał Mateusz Górny, gola mógł też strzelić Kitajima, ale nie potrafili okazji zamienić na gole. Dziwne to tym bardziej, że na środku obrony gości grał zawodnik z wyraźną nadwagą, a przez to mało zwrotny. Co więcej, sami mogliśmy stracić dwie bramki, ale skórę uratował nam Kanduła. Niczego do naszej gry nie wnieśli zmiennicy, którzy po przerwie pojawili się na boisku. Co gorsza, ostatnie 30 minut meczu toczyło się już pod dyktando piłkarzy Pogoni, którzy widząc naszą słabość, zwietrzyli szansę na zdobycie trzech punktów. Na szczęście to im się nie udało.

W opinii trenera, najlepszym piłkarzem Orła był kolejny raz Marek Hermanowicz.


– Wielki szacunek za to dla Marka, ale gdzie byli inni? – retorycznie pyta W. Wesołowski. – W ofensywie nie pokazaliśmy w zasadzie nic i na pewno nie tak to miało wyglądać. W mojej opinii trener Michorek dobrze przygotował zespół do tego meczu, zawodnicy byli świadomi stawki, ale nie przełożyło się to na boisko.


W najbliższą sobotę Orzeł pojedzie po trzy punkty do Manowa.


– To będzie dla nas kolejny mecz prawdy – mówi W. Wesołowski. – Nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że możemy nie wygrać z Pogonią, ale po remisie w Manowie po prostu musimy wygrać. Mam nadzieję, że piłkarze będą w stanie udźwignąć tę presję, którą jednak w dużej mierze sami sobie narzucili…


Dużo lepiej spisuje się w Klasie A zespół rezerw Orła, który wywiózł komplet punktów z Bornego Sulinowa, pokonując tamtejszy Wrzos 2-3 (1-1). Wałczanie awansowali na drugie miejsce w tabeli, i ustępują tylko Jedności Tuczno, która wysoko 7-3 wygrała na wyjeździe z Santosem Kłębowiec i po dotychczasowych meczach ma na koncie same zwycięstwa.

Fot. Photo by KAJA. Fotografia sportowa Kaja Rodzik

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.