Przejdź do treści

Bolesne przebudzenie

Inauguracja sezonu 2026/27 w zachodniopomorskiej 4. lidze skończyła się dla wałeckiego Orła dotkliwą porażką z Białymi Sądów 1-4. Szczególnie pierwsza połowa rozegranego w tropikalnym upale meczu wyglądała w wykonaniu gospodarzy bardzo źle, a prowadzenie przyjezdnych różnicą 4 goli zwiastowało wręcz

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~5 min czytania 0 komentarzy


Inauguracja sezonu 2026/27 w zachodniopomorskiej 4. lidze skończyła się dla wałeckiego Orła dotkliwą porażką z Białymi Sądów 1-4. Szczególnie pierwsza połowa rozegranego w tropikalnym upale meczu wyglądała w wykonaniu gospodarzy bardzo źle, a prowadzenie przyjezdnych różnicą 4 goli zwiastowało wręcz katastrofę. W drugiej połowie wałecki zespół zagrał jednak trochę lepiej, a nawet osłodził sobie oraz kibicom gorycz porażki strzeleniem honorowego gola.

Orzeł: Kanduła – Rak, Hermanowicz, Opszański (88′ Lisowski), Nascimento da Silva (46′ Patrzek) – Antoniak (46′ Kowalczuk), Ściurkowski (76′ Wołejko), Mularczyk, Rohs (76′ Suślik), Moskwa (46′ Kijewski) – Górny.

Bramka dla Orła: Rohs (48′)

Faworytem rozegranego w Dzień Wojska Polskiego meczu był oczywiście zespół gości, który poprzedni sezon zakończył na 4. miejscu, zdobywając tylko o 3 punkty mniej, niż aktualny 3-ligowiec Bałtyk Koszalin. Wieści dochodzące w przerwie letniej z Sądowa mówiły o kolejnych wzmocnieniach tego zespołu, m.in. zawodnikami 3-ligowej Kluczevii.

Orzeł natomiast pozyskał 3 zawodników Iskry Szydłowo: Raka, Opszańskiego i Górnego oraz 20-letniego Brazylijczyka Nascimento da Silvę, dla którego wałecki klub jest pierwszym przystankiem w zagranicznej karierze. Za sukces trzeba również uznać to, że trener Roman Michorek będzie miał do dyspozycji prawie wszystkich zawodników z poprzedniego sezonu.

Chociaż… to ostatnie zdanie nie odnosi się akurat do sobotniego meczu z Białymi, bo nie mogli w nim zagrać Trzmiel i Riccio.

Mecz nie wywołał nadzwyczajnego zainteresowania wśród wałeckich kibiców, których na trybunach zasiadło około 200. A skoro o trybunach mowa, to pojawiły się one w sobotę w nowej odsłonie: część położona najbliżej klubowego budynku została już wyposażona w gustowne foteliki, które zastąpiły wysłużone ławki. Na drugą stronę boiska przeniesione zostały ławki rezerwowych. Zrównana z ziemią zostały prosta oraz łuk tego, co zostało z ceglanej bieżni stadionu, a na tym miejscu już za kilka dni powstaną treningowe trawiaste i oświetlone boiska. Wszystko ma być gotowe na jubileusz 80-lecia Orła, który odbędzie się już 22 sierpnia.

Wracając jednak do meczu z Białymi, to pierwsze jego minuty upłynęły na wzajemnym badaniu sił. Gra toczyła się głównie w środku pola, gdzie z każdą chwilą rosła przewaga gości, którzy coraz częściej przebywali na połowie Orła. Biali łatwo zdobywali teren atakując skrzydłami, jednak początkowo mieli problem z dochodzeniem do klarownych sytuacji strzeleckich lub dobrze spisywał się w bramce Kanduła. Festiwal strzelecki goście rozpoczęli w 14. minucie. Najpierw błąd popełnił sędzia, który nie przerwał gry w środkowej strefie boiska po faulu na jednym z zawodników Orła. Biali przeprowadzili szybką akcję środkiem boiska. Interweniujący w polu karnym Opszański zrobił to tak nieszczęśliwie, że trafił piłką w napastnika Białych i futbolówka po odbiciu się od słupka wpadła bo bramki zaskoczonego Kanduły. Kolejne gole dla przyjezdnych wpadały w dość regularnych odstępach czasu po szkolnych błędach i przy zastanawiająco biernej postawie zawodników Orła. Czwartą bramkę Biali strzelili w 40. minucie, a gospodarze schodzili na przerwę z nietęgimi minami.

Fatalna gra obronna to jedno, a brak pomysłu i słabe wykonanie nielicznych prób akcji ofensywnych to drugie – a były to tylko dwa z wielu powodów, które przyczyniły się do bardzo niekorzystnego dla Orła przebiegu zdarzeń w pierwszych 45 minutach meczu.

Trener Michorek dokonał w przerwie trzech zmian. Najlepiej ze zmienników zaprezentował się Kijewski, który bardzo rozruszał grę ofensywną swojego zespołu. Efekt przyszedł szybko – w 48. minucie długie zagranie na lewą stronę trafiło do Rohsa, ten minął dwóch obrońców i z pola karnego precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku pokonał bramkarza Białych. Ponieważ 19-letni skrzydłowy Orła podobnymi akcjami popisywał się już kilka razy w poprzednim sezonie, więc powoli można mówić o tym, że staje się to firmowym zagraniem wychowanka szkółki piłkarskiej Fair Play Złotów.

Mecz w drugiej połowie nie dostarczył kibicom zbyt wielu emocji. Biali kontrolowali korzystny dla siebie wynik, nie pozwalając gospodarzom na stwarzanie dogodnych sytuacji strzeleckich. Goście przestali też forsować tempo, bo przy wysokim prowadzeniu mogli sobie nas to pozwolić.

W zespole Orła najlepiej zaprezentowali się strzelec honorowego gola Denis Rohs i Adrian Kijewski, którzy potrafili utrzymać się przy piłce na połowie przeciwnika i wygrywać indywidualne pojedynki z obrońcami. O grze Mateusza Górnego trudno napisać coś konkretnego. Widać, że jest to napastnik, który najlepiej czuje się w szybkościowych pojedynkach z obrońcami, ale w sobotę nie miał do tego okazji – i nie dlatego, że nie pokazywał się do gry, tylko po prostu nie doczekał się żadnego dobrego podania od swoich kolegów.

Generalnie w grze Orła rzucały się w oczy dwie rzeczy. Pierwsza, że wałecki zespół zbyt często grał z pominięciem linii pomocy, a z zagraniami z własnej połowy w kierunku bramki Białych obrońcy gości radzili sobie bez żadnego problemu. A druga, że kilku podstawowych piłkarzy Orła nie osiągnęło jeszcze optymalnej formy.

Kibicom nie pozostaje nic innego jak wierzyć, że były to tylko złe dobrego początki, a najważniejszym zadaniem stojącym przed wałeckim zespołem jest niedopuszczenie do tego, żeby rezerwy Pogoni Szczecin zepsuły jubileusz 80-lecia klubu…

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.