Spore kłopoty z pokonaniem walczącego o ligowy byt wałeckiego Orła miał w sobotę 9 maja lider tabeli Biali Sądów. Gospodarze twardo postawili się faworytowi i po ambitnym meczu w swoim wykonaniu byli bliscy wywalczenia jednego punktu. O wyniku starcia Dawida z Goliatem rozstrzygnął przepiękny gol, strzelony w drugiej połowie przez sądowianina Surmę.
Orzeł Wałcz – Biali Sądów 1-2 (1-1)
Orzeł: Kanduła – Antoniak, Jaworek, Trzmiel, Riccio – Rohs (83′ Osaka), Hermanowicz, Mularczyk (63′ Mrówczyński), Ściurkowski, Kasperek (60′ Suślik) – Kijewski.
Bramka dla Orła: Kijewski (29′).
Faworyt sobotniej konfrontacji był jeden: Biali Sądów są na czele stawki zespołów walczących o awans do III ligi, a wałecki Orzeł skrzętnie zbiera punkty, potrzebne do utrzymania 4-ligowego statusu. Każdy inny wynik, niż zwycięstwo lidera, byłby dużą, albo bardzo dużą niespodzianką, a ewentualna porażka Orła była poniekąd wkalkulowana w straty.
Wizyta lidera i piękna, wiosenna pogoda nie ściągnęły na trybuny wałeckiego stadionu wielkich tłumów. Jak się jednak okazało, warto było przyjść na mecz, który wcale nie toczył się przy miażdżącej przewadze gości, choć zaczął się dla Orła w najgorszy z możliwych sposobów. Już w 3. minucie zespół z Sądowa wywalczył rzut rożny z prawej strony bramki Orła. Jeden z graczy gości zagrał dochodzącą piłkę prosto na głowę doświadczonego, ponad 40-letniego snajpera Białych Grzegorza Magnuskiego, który z 3 metrów mocnym strzałem głową umieścił futbolówkę w siatce. Kanduła zdołał tylko musnąć piłkę ręką, ale nie zdołał zapobiec utracie bramki.
Po fatalnym początku gospodarze zwarli szeregi i okazało się, że też są w stanie stworzyć zagrożenie pod bramką faworyzowanego rywala. Bardzo dobry mecz rozgrywali w środku pola Ściurkowski i Mularczyk, wspierani przez Hermanowicza, który toczył niezliczoną liczbę pojedynków o piłkę w tej strefie boiska. Swój najlepszy mecz w drużynie Orła rozgrywał Rohs, dobrze spisywali się na środku obrony Jaworek i Trzmiel, a grający po bokach formacji obronnej Antoniak i Riccio nie tylko solidnie wywiązywali się ze swoich obowiązków, ale też chętnie włączali się do akcji ofensywnych Orła. Miejscowi wypracowali sobie dwie doskonałe okazje do strzelenia wyrównującego gola. W pierwszym przypadku po świetnej, dwójkowej akcji Mularczyka z Kasperkiem ten drugi oddał strzał z ostrego kąta na bramkę Białych, ale bramkarz i obrońcy gości wspólnymi siłami zdołali zażegnać niebezpieczeństwo. Druga okazja była jeszcze lepsza – Antoniak zagrał na wyprzedzenie w okolicach linii środkowej i wywalczył piłkę, którą przepuścił obok próbującego interweniować obrońcy, po czym pobiegł z nią z prędkością Intercity na bramkę Białych. Piłkarz Orła miał już przed sobą tylko bramkarza, a do wyboru nieskończoną liczbę wariantów pokonania go. Niestety, zdecydował się na najgorszy i strzelił z kilku metrów w nogi leżącego już praktycznie na… trawie golkipera Białych. Oczywiście szkoda szansy, ale za tę szarżę chyżonogiemu obrońcy Orła należały się brawa.
Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że zespołem lepszym byli Biali, którzy mieli w tym spotkaniu kłopot przede wszystkim ze skutecznym kończeniem swoich ataków. Ich gra opierała się głównie na Magnuskim, przez którego przechodziła praktycznie każda akcja gości. Doświadczony napastnik rozprowadzał ataki swojej drużyny, a pod bramką gospodarzy to z jego strony groziło wałczanom największe niebezpieczeństwo. W 20. minucie kibicom Orła zamarły serca, kiedy Magnuski w polu karnym tak sugestywnie odegrał rolę ofiary, sfaulowanej przez blokującego próbę strzału Trzmiela, że generalnie słabo spisujący się w tym meczu sędzia podyktował rzut karny dla Białych. Wykonujący go zawodnik gości zrobił to bardzo źle – zwiódł wprawdzie Kandułę, który ruszył się w prawo, a piłka poleciała w przeciwnym kierunku, jednak zbyt blisko środka bramki i młody golkiper Orła wyciągniętą nogą zdołał jeszcze wybić futbolówkę na rzut rożny. Kanduła w pełni zasłużył na skandowanie swojego nazwiska przez uszczęśliwionych kibiców, a warto podkreślić stuprocentową skuteczność bramkarza Orła w tym elemencie gry w ostatnich meczach: trzy strzały i trzy obrony!
Nie był to jednak ostatni radosny moment dla fanów Orła w tym meczu. W 29. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na przedpolu Białych powstało ogromne zamieszanie, strzał głową z kilku metrów któregoś z miejscowych bramkarz gości odbił przed siebie, ale przy dobitce Kijewskiego był już bezradny.
Później mecz wyraźnie się uspokoił, a gra toczyła się według schematu: atak Białych, skutecznie powstrzymany przez gospodarzy, wybicie futbolówki daleko od swojej bramki, przejęcie przez gości, itd. Próby utrzymania się przy piłce na połowie przyjezdnych przez zawodników Orła były nieliczne i zazwyczaj kończyły się niepowodzeniem. W taki sposób upłynęła końcówka pierwszej i początek drugiej połowy. Punktem zwrotnym meczu okazała się kontuzja Mularczyka, którego w 63. minucie zmienił Mrówczyński. Trzy minuty później Biali wyprowadzili kolejny atak, który wcale nie wyglądał na groźniejszy od poprzednich. Pomocnik gości Piotr Surma przebiegł z piłką kilka metrów, po czym w niesygnalizowany z około 30 metrów posłał piorunujące uderzenie na bramkę Kanduły i piłka trafiła w samo okienko. Tego strzału nie obroniłby żaden bramkarz świata – pytanie tylko, czy Surma zdoła kiedykolwiek swój wyczyn powtórzyć…
Po ponownym objęciu prowadzenia Biali nie kwapili się zbytnio do kolejnych ataków i skoncentrowali się na obronie wyniku. Piłkarze Orła ambitnie dążyli do strzelenia wyrównującej bramki, ale dobrych okazji stworzyli sobie niewiele i wynik meczu już się nie zmienił. Zespół gospodarzy zasłużył mimo wszystko na pochwały za dobrą postawę, zwłaszcza w pierwszej połowie meczu.
16 maja zespół trenera Michorka czeka kolejny trudny sprawdzian, czyli wyjazdowe spotkanie z Dębem Dębno. Gospodarze ciągle mają szansę, żeby włączyć się do walki o awans, a Orzeł znów będzie się bić o jak najkorzystniejszy wynik…
Tomasz Chruścicki

Komentarze
Dołącz do dyskusji.
Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.