Przejdź do treści

Bezcenny remis w Szczecinie

Iskierka Szczecin - Orzeł Wałcz 2-2 (1-0) Orzeł: Kanduła - Antoniak, Jaworek (35' Leśny), Osaka, Riccio - Kowalczuk (60' Soetan), Ściurkowski, Mrówczyński (65' Wołejko), Trzmiel, Rohs (46' Mularczyk) - Kijewski (82' Kasperek). Bramki dla Orła: Mularczyk (69'), Leśny (79'). Lider

Tomasz Chruścicki
Tomasz Chruścicki
Aktualizacja: ~5 min czytania 0 komentarzy

Iskierka Szczecin – Orzeł Wałcz 2-2 (1-0)

Orzeł: Kanduła – Antoniak, Jaworek (35′ Leśny), Osaka, Riccio – Kowalczuk (60′ Soetan), Ściurkowski, Mrówczyński (65′ Wołejko), Trzmiel, Rohs (46′ Mularczyk) – Kijewski (82′ Kasperek).

Bramki dla Orła: Mularczyk (69′), Leśny (79′).

Lider 4. ligi Iskierka Szczecin była o włos od porażki z walczącym o utrzymanie Orłem. Wałecki zespół stracił prowadzenie w doliczonym czasie gry, kończąc mecz z poczuciem lekkiego żalu i niedosytu. Tak naprawdę jednak piłkarze Orła mają prawo czuć się dumni.

Niewielu chyba było optymistów, którzy wietrzyli niespodziankę w meczu Orła z liderem tabeli Iskierką Mirand Szczecin. Szczytem marzeń dla wałczan wydawał się remis, choć nadziei można się było doszukiwać w dość słabym początku rundy w wykonaniu walczących o awans do 3. ligi szczecinian oraz w tym, że Orłowi zdarzało się osiągać w spotkaniach z Iskierką zaskakująco dobre wyniki. Nie dotyczy to jednak spotkania z rundy jesiennej, w którym Orzeł bezdyskusyjnie uległ zespołowi ze stolicy województwa 0-3.

W sobotni wieczór na sztuczne boisko przy ul. Pomarańczowej w Szczecinie Orzeł wybiegł w swoim najlepszym z możliwych w aktualnej sytuacji kadrowej składzie. Na ławce rezerwowych usiadł zmagający się z kontuzją Mularczyk, a do pierwszej jedenastki w miejsce K. Suślika wrócił doświadczony Antoniak. Wałczanie zaczęli mecz może i bez strachu, ale od pierwszej chwili zepchnięci zostali do głębokiej defensywy przez szukających przełamania po serii remisów szczecinian. Wyglądało na to, że bramka dla gospodarzy jest tylko kwestią czasu, ale zespół Orła bronił się skutecznie i goście mieli duży kłopot ze znalezieniem miejsca do oddania strzału. Ich ataki napędzał m.in. wychowanek Lecha Czaplinek, a później gracz m.in. Orła i 3-ligowej Vinety Wolin Bartłomiej Babiak. Miejscowi byli szybsi, dokładniejsi i bardziej ruchliwi od przyjezdnych, ale choć linia obrony gości chwilami trzeszczała w szwach, to jednak nie pękała, a w razie potrzeby na posterunku był grający kolejny bardzo dobry mecz Kanduła.

Wszystko układało się po myśli wałeckiego zespołu aż do 34. minuty, kiedy sędzia podyktował rzut wolny z odległości ok. 25 metrów od bramki Kanduły za dość wątpliwe przewinienie Mrówczyńskiego. Fantastycznym strzałem popisał się kapitan Iskierki Olejnik, po którym piłka zdjęła pajęczynę z okienka wałeckiej bramki i gospodarze objęli zasłużone prowadzenie. Na domiar złego za chwilę z mięśniową kontuzją boisko opuścił środkowy obrońca Orła Jakub Jaworek. W jego miejsce wszedł Hubert Leśny, który zagrał w środku pola, a w rolę Jaworka wcielił się Konrad Trzmiel.

Miejscowi forsowali tempo jeszcze przez kilka minut po objęciu prowadzenia, a potem zwolnili. Skorzystali z tego goście, przenosząc ciężar gry bliżej środka boiska. Piłkarze Orła byli w stanie wymienić między sobą kilka podań – co wcześniej nie było wcale oczywiste – a nawet podjęli kilka prób przeprowadzenia akcji ofensywnych. Do przerwy jednak ani wynik, ani obraz gry nie uległy zmianie.

Na drugą połowę wałecki zespół wyszedł jakby odmieniony, choć w składzie doszło tylko do jednej zmiany – w miejsce Kowalczuka pojawił się Konrad Mularczyk. Gospodarze zaskoczyli co prawda przyjezdnych groźnym atakiem zaraz po zmianie stron, ale Kanduła wyszedł zwycięsko z pojedynku z napastnikiem Iskierki. Wraz z upływem kolejnych minut gra Orła wyglądała coraz lepiej. Większość akcji przechodziła przez Mularczyka, który uspokoił grę swoich kolegów i popisał się kilkoma zagraniami, którymi zasiał ziarno niepokoju w szeregach Iskierki. W 69. minucie przyjezdni przeprowadzili książkową akcję lewą stroną boiska. Rozpędzony Riccio nawrócił na skrzydle obrońcę Iskierki, by minąć go jeszcze raz i wycofać piłkę na 15. metr do Mularczyka, który przełożył sobie środkowego obrońcę gospodarzy i pewnym strzałem w boczną siatkę doprowadził do remisu. Radość całkiem sporej grupy wałeckich kibiców nie miała granic.

A nie był to wcale koniec pozytywnych dla Orła wydarzeń. 10 minut później piłka trafiła do pozostawionego 18 metrów od bramki Iskierki Huberta Leśnego, który nie namyślając się wiele mocno uderzył z woleja i zasłonięty bramkarz gospodarzy nie miał w tej sytuacji nic do powiedzenia! Była to pierwsza bramka Leśnego dla Orła.

Do końca meczu pozostawało jeszcze 11 minut regulaminowego czasu gry i wiadomo było, że Iskierka ruszy do generalnego szturmu. Gościom udawało się utrzymać sensacyjne prowadzenie aż do pierwszej doliczonej przez sędziego minuty meczu. Iskierka wykonywała rzut rożny, po którym piłka spadła na głowę stojącego przy dalszym słupku bramki Kanduły Jakuba Kuzki, a ten bez problemu posłał ją głową do siatki. Niestety, w tym momencie zaspał Hubert Leśny, który odpuścił krycie napastnika Iskierki.

Czy goście zasłużyli na remis w Szczecinie? Bez wątpienia tak, bo choć nie byli zespołem lepszym od gospodarzy, to dzięki swojej ofiarności i ambicji potrafili zniwelować atuty Iskierki, a kibiców tego zespołu doprowadzić do stanu przedzawałowego. Remis nie krzywdzi nikogo, ale w schodzących z boiska piłkarzach Orła dominowało uczucie niedosytu, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Wałeccy zawodnicy sprawili bardzo wartościowy prezent świąteczny sobie, swoim trenerom, działaczom i kibicom. W Wielką Sobotę Orzeł pauzuje, a tydzień po świętach pojedzie po punkty do zawsze niewygodnego dla siebie Mechanika Bobolice.

tc

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.