Przejdź do treści

Czy wygrywasz, czy nie... Jeszcze w sobotni poranek wahałem się, czy nie pojechać do Manowa na mecz Orła. Ostatecznie odpuściłem, ale już o godzinie jedenastej, gdy rozpoczynało się spotkanie, bardzo tej decyzji żałowałem. Trzydzieści pięć minut później, gdy Orzeł stracił

Info Wałcz
Info Wałcz
Dodano: ~2 min czytania 0 komentarzy
Czy wygrywasz, czy nie...

Jeszcze w sobotni poranek wahałem się, czy nie pojechać do Manowa na mecz Orła. Ostatecznie odpuściłem, ale już o godzinie jedenastej, gdy rozpoczynało się spotkanie, bardzo tej decyzji żałowałem. Trzydzieści pięć minut później, gdy Orzeł stracił pierwszą bramkę, żal zaczął jednak przeistaczać się w smutek. Niestety, dalszy przebieg meczu nie zmienił tych emocji.
W siódmym spotkaniu sezonu to już piąta porażka. Przed rozpoczęciem rozgrywek każdy, kto śledzi zmagania zachodniopomorskiej IV ligi, powinien był brać pod uwagę to, że Orzeł może mieć problemy z utrzymaniem. Nie będę jednak ukrywał, że przebieg obchodów 80-lecia Klubu, Walne Zebranie sprawozdawczo-wyborcze, a przede wszystkim ruchy kadrowe w zespole napawały mnie – i chyba nie tylko mnie - lekkim optymizmem. Pamiętam, gdy zadzwonił do mnie dobry znajomy z Wrześni, były długoletni członek Zarządu tamtejszej Victorii: „Marek, słyszałem, że przychodzi do was Mateusz Górny. Grał u nas, jaki on szybki, jaki bramkostrzelny!”. Gdy oprócz niego zespół zasilili jeszcze inni zawodnicy, w tym z Brazylii i Japonii, trudno było nie myśleć, że cel jest jeden: utrzymanie Orła w IV lidze.
Czy po meczu w Manowie jest jeszcze szansa na realizację tego założenia? Jak myślą inni – tego nie wiem. Ja namawiam do tego, by do końca rundy jesiennej grać z pełną wiarą w utrzymanie. Niedobrze byłoby, gdyby działacze, zawodnicy, no i my, kibice, już zaakceptowali widmo spadku. W nadchodzących ośmiu meczach, czyli do przerwy zimowej, trzeba biegać, walczyć i gryźć trawę. A jeśli to nie przyniesie efektu? Wtedy rundę wiosenną można rozpocząć już z koncepcją gry w okręgówce i z wyciągnięciem konsekwencji dotyczących kadry zawodniczej. Przecież wcześniej bez obopólnej zgody i tak nie można podjąć żadnych wiążących w tej sprawie decyzji.
To, że coraz intensywniej czuć zapach okręgówki, nie oznacza wcale, że po siedmiu nieudanych meczach trzeba się już do niego przyzwyczaić i go zaakceptować.
Kończąc ten krótki tekst, powiem wprost: Orzeł to coś więcej, niż klub piłkarski. To tradycja i lokalna tożsamość, to wspomnienia, to przyjaźnie i historia wielu pokoleń Wałczan. Nie należy o tym zapomnieć. I niech nikt nie waży się tego zmieniać.
Marek Pawłowski

Powiązane artykuły

Komentarze

Dołącz do dyskusji.

Badz pierwsza osoba, ktora skomentuje ten artykul.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone * sa obowiazkowe.